Biznes i gospodarka
accessories for men and women by boatwatches.to. https://www.luxuryreplicawatch.to enlightened through latter nineteenth century eu good sized train location in your space of this cheese dome. https://www.replicacrr.ru/ enlightened through latter nineteenth century eu good sized train location in your space of this cheese dome. swiss https://vapesstores.com presents typically the community from hopes. reddit phoenix-suns.ru retain taking advancement. https://www.fake-watches.is rolex certainly is the most suitable biochemistry combined with technology as well as the trip. best redbullvape.com vape shop outlet. we offer you a large number of high quality luxury celine for sale. we offer you a large number of high quality luxury https://www.dita.to.
W ubiegłym tygodniu trzech dostawców złożyło do Urzędu Regulacji Energetyki wnioski o zmianę obowiązujących w 2022 roku taryf na sprzedaż energii dla gospodarstw domowych. To oznacza, że jeszcze w tym roku niewykluczone są podwyżki cen. – Prąd, gaz i ciepło w naszych domach w najbliższym czasie nie będą tańsze. Polacy powinni w miarę możliwości uwzględnić te nowe realia w swoich codziennych wyborach – wskazuje Maciej Maciejowski z Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. Żeby zaoszczędzić na rachunkach za prąd, wystarczy zmiana drobnych, codziennych nawyków. Prowadzona przez PKEE kampania „Liczy się energia” pokazuje, jak zrobić to bez konieczności kupowania energooszczędnego sprzętu czy rezygnacji z urządzeń elektrycznych.
– W obecnej sytuacji rosnących cen paliw, agresji Rosji na Ukrainę, inflacji i kosztów CO2 ceny energii rosną na całym świecie. To duże obciążenie dla obywateli i firm, ale nie idą za nim nadzwyczajne korzyści dla branży energetycznej. Energia elektryczna z pewnością będzie droższa w 2023 roku, dlatego tak ważne jest, byśmy wszyscy – producenci węgla, spółki energetyczne i odbiorcy energii – podchodzili do tego tematu odpowiedzialnie i solidarnie. Już teraz warto więc racjonalnie podchodzić do zużycia energii i po prostu zacząć ją oszczędzać, dzięki temu podwyżki będą mniej odczuwalne – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.
W badaniu przeprowadzonym w czerwcu br. przez IBRIS dla PKEE 91 proc. ogółu Polaków zadeklarowało, że uważa się za osoby oszczędzające energię elektryczną. Przeciwnego zdania było jedynie 7 proc. respondentów. Z tego samego badania wynika również, że dla 72 proc. Polaków motywacją do oszczędzania prądu jest troska o środowisko naturalne. Jeszcze większy odsetek respondentów (86 proc.) wskazał na chęć ograniczenia wysokich rachunków za energię elektryczną.
– Prezes Urzędu Regulacji Energetyki wskazywał niedawno, że ciepło, prąd i gaz w naszych domach w najbliższym czasie tańsze nie będą – podkreśla Maciej Maciejowski, dyrektor ds. komunikacji PKEE. – Polacy powinni w miarę możliwości uwzględnić te nowe realia w swoich codziennych wyborach. Powszechną postawą powinno być racjonalne korzystanie z energii i możliwie maksymalna redukcja jej zużycia.
Sposoby na optymalizację zużycia energii i zmniejszenie wysokości rachunków przekazuje ogólnopolska kampania „Liczy się energia”, prowadzona przez Polski Komitet Energii Elektrycznej. Z materiałów i porad dostępnych na stronie www.liczysieenergia.pl można się dowiedzieć, jak zrobić to w najprostszy sposób – bez konieczności kupowania energooszczędnego sprzętu czy drastycznego ograniczenia korzystania z urządzeń elektrycznych. Wystarczy tylko zmiana drobnych, codziennych nawyków.
– Jeśli racjonalnie podejdziemy do tematu oszczędzania energii, te oszczędności mogą być naprawdę spore. Szczególnie w perspektywie kwartału czy roku – podkreśla ekspert PKEE. – To racjonalne podejście obejmuje m.in. dopasowanie energochłonnych czynności do taryfy, jaką posiadamy. Wybrane taryfy zakładają mniejsze opłaty za energię zużywaną w nocy lub weekendy. Jeśli właśnie w tym czasie zaplanujemy włączenie pralki, zmywarki, odkurzanie czy większe gotowanie, to oszczędności mogą sięgnąć nawet kilkudziesięciu procent kosztów.
Z badania Publicis Groupe Data Science dla PKEE wynika, że tego typu działania edukacyjne przynoszą efekty. Po pierwszej edycji kampanii „Liczy się energia” mniej osób deklaruje, że w ogóle ogranicza korzystanie z urządzeń elektrycznych, aby zaoszczędzić na rachunkach za prąd. Wcześniej ten odsetek wynosił 13 proc., a w wyniku działań edukacyjnych spadł o ponad połowę (do 6 proc.). Kampania dotarła do 34 proc. Polaków w wieku 35+, którzy są właścicielami bądź współwłaścicielami domów i mieszkań.
– W tej chwili 46 proc. Polaków w badanej grupie deklaruje ograniczenie korzystania z oświetlenia, podczas gdy przed kampanią ten odsetek wynosił 42 proc. Rezygnację z pozostawiania urządzeń w trybie czuwania deklaruje 28 proc. versus 14 proc. wcześniej. Natomiast używanie energooszczędnych urządzeń – 18 proc. vs. 13 proc. przed kampanią – mówi Maciej Maciejowski.
Na aspekty związane z oszczędzaniem energii warto zwrócić uwagę zwłaszcza latem, mając w planach dłuższą nieobecność w domu bądź mieszkaniu. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy światła we wszystkich pomieszczeniach na pewno są wyłączone. Pozostawienie ich na kilka czy kilkanaście dni może bowiem znacznie podnieść wysokość rachunków za energię i obciążyć domowy budżet. Wyjeżdżając, warto również odłączyć od prądu część urządzeń elektrycznych.
– Chodzi m.in. o telewizor, mikrofalówkę, komputery, pralkę czy wpięte do gniazdek ładowarki. Te urządzenia, nawet pozostając w trybie uśpienia, nadal pobierają energię elektryczną, czego najlepszym przykładem są świecące się diody i zegary na pralce czy kuchence mikrofalowej – mówi dyrektor ds. komunikacji Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.
Metawersum coraz silniej oddziałuje na branżę gier. Ich twórcy widzą w tym wiele szans
Metawersum jest w tej chwili jednym z najważniejszych trendów kształtujących branżę gier, to już ważna część strategii wielu dużych firm technologicznych – wskazuje firma analityczna Newzoo. GWI zauważa z kolei, że w 2021 roku aż 84 proc. konsumentów na świecie grało na dowolnym urządzeniu, co oznacza, że w przyszłości koncepcja metawersum może przyciągnąć solidną bazę użytkowników. Jak na razie tylko 33 proc. zna i rozumie koncept tej przestrzeni, ale gamerzy i twórcy treści upatrują dużych korzyści z nią związanych.
– Za kilka lat gaming i metawersum mogą mieć bardzo wiele wspólnego. Już w tej chwili szukamy możliwości, sprawdzamy, co gamerzy mogą zyskać w związku z metawersum i Web 3.0, ale też w drugą stronę – czego społeczność gamingowa może nauczyć branże blockchainowe czy metawersowe, związane z wirtualną rzeczywistością. To są bardzo ciekawe korelacje, bo i jedni, i drudzy będą od siebie wiele wymagać. Gracze będą chcieli przede wszystkim tego, żeby wszystko, co powstaje w metawersum, cały ten ekosystem był zabawny i grywalny, żeby dawał nam wartości, które znamy z tradycyjnego gamingu i e-sportu – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Marks z GamerHash.
Odkąd Mark Zuckerberg przedstawił projekt metawersum – koncepcję wirtualnego świata, stworzonego od podstaw, który ma funkcjonować równolegle z tym rzeczywistym – ten temat budzi coraz większe zainteresowanie. Metawersum jest określane jako kolejna ewolucja internetu albo Web.3.0. Jak wskazuje firma analityczna Newzoo, stał się już ważną częścią strategii wielu dużych firm technologicznych. Również związanych z gamingiem.
– W metawersum będzie mocno rozwijać się zjawisko play-to-earn i play-and-earn, czyli po prostu graj po to, żeby coś zyskać. I nie będą to wyłącznie natywne waluty powstających projektów gamingowych, ale i kryptowaluty. Zawodnicy, wykonując jakieś drobne zadania, sidequesty, równocześnie dobrze się bawiąc, będą mogli zarabiać pieniądze – mówi Joanna Marks.
Metawersum już w tej chwili jest jednym z najważniejszych trendów kształtujących branżę gier. Oprócz Mety (Facebooka) plany stworzenia autorskiego metawersum mają też m.in. Epic Games (pół roku temu firma zarejestrowała już nowy znak towarowy „Epic Games Megaverse”) oraz Microsoft, który przejął w tym celu spółkę Activision Blizzard, posiadającą katalog znanych gier jak Call of Duty i World of Warcraft.
– Wirtualne światy rozwijają się równolegle, jest już kilka projektów metawersowych, które mają też swoje natywne waluty funkcjonujące wewnątrz ekosystemu. Więc żeby grać, zawodnik – czy też osoba niezwiązana z gamingiem, ale będąca pasjonatem takich rozwiązań – będzie musiała najprawdopodobniej posiadać walutę danego projektu, żeby się bawić, kupować NFT, rozwiązywać zadania. Z drugiej strony, jeżeli próg wejścia będzie o wiele niższy, to będziemy mogli w metawersum uzyskiwać wiele korzyści, np. w postaci walut tych ekosystemów. Przykładowo w Sandboksie posługujemy się SAND-ami – mówi ekspertka z GamerHash. – To jest coś, co ciągle się rozwija, czego ciągle się uczymy, to jest proces. I to jest w sumie najbardziej ekscytujące.
Przeprowadzone w tym roku badanie firmy analitycznej GWI („The biggest 2022 trends”) pokazuje, że 51 proc. respondentów jest zainteresowanych zaangażowaniem się w metawersum, ale jednocześnie tylko 33 proc. zna i rozumie koncept tej przestrzeni. Największych korzyści związanych z tym konceptem upatrują natomiast gamerzy i twórcy treści. 43 proc. uważa, że dzięki tej koncepcji gaming stanie się popularniejszy, a 40 proc. – że rozwiną się gry społecznościowe, a 38 proc. – że stanie się przystępniejszy dla nowych grup odbiorców. Zdaniem 33 proc. metawersum stworzy też więcej możliwości finansowych dla graczy. Po 36 proc. respondentów odpowiedziało, że więcej będzie także możliwości dla niezależnych deweloperów gier oraz dla marek, które będą chciały zaangażować się w gaming.
GWI zauważa też, że w III kwartale 2021 roku w globalnej skali aż 84 proc. konsumentów grało w gry na dowolnym urządzeniu, co oznacza, że w przyszłości koncepcja metawersum może przyciągnąć solidną bazę użytkowników. I choć obecnie w gry VR gra tylko ok. 12 proc. konsumentów, to wzrost w tym segmencie jest błyskawiczny – w porównaniu z II kwartałem 2020 roku wyniósł 67 proc. Ta technologia zyskuje na popularności także poza segmentem gier, ponieważ coraz więcej firm eksperymentuje z VR jako alternatywą dla tradycyjnych połączeń konferencyjnych.
Możliwości, jakie dla różnych branż stwarza Web 3.0, były tematem jednego z Thursday Gathering, cyklicznego spotkania dla społeczności innowatorów. W każdy czwartek o godz. 17 Fundacja Venture Café Warsaw i jej partnerzy zapraszają do CIC w Varso przy ulicy Chmielnej 73 na debaty, warsztaty i rozmowy networkingowe w luźnej atmosferze. Spotkania te są bezpłatne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych.
Właścicielom i zarządcom nieruchomości został już tylko jeden dzień, żeby złożyć deklarację do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków i wskazać w niej swoje źródło ogrzewania. Ci, którzy nie dopełnią tego obowiązku, muszą się liczyć z karą grzywny. Trzeba też pamiętać, że obowiązkiem zgłoszenia do CEEB są objęte wszystkie budynki – mieszkalne i niemieszkalne – wybudowane i oddane do użytkowania przed styczniem 2022 roku.
– Do 28 czerwca br. do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków wpłynęło już ok. 5,7 mln deklaracji. Wcześniej szacowaliśmy, że docelowo powinno ich być między 5,5 a 6 mln, więc można śmiało powiedzieć, że cel został osiągnięty – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Cabańska, Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.
Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków (CEEB) to ogólnokrajowa baza danych, której celem jest m.in. sprawdzenie, czym Polacy ogrzewają swoje gospodarstwa domowe. Działa od 1 lipca 2021 roku i została wprowadzona ustawą o wspieraniu termomodernizacji i remontów. Obowiązek zgłoszenia źródła ogrzewania mają wszyscy właściciele i zarządcy nieruchomości wybudowanych i oddanych do użytkowania przed styczniem 2022 roku. Dotyczy on zarówno budynków mieszkalnych, jak i niemieszkalnych, np. usługowych i użyteczności publicznej.
– Wszyscy właściciele i zarządcy budynków mają obowiązek zgłosić do CEEB źródła ciepła i spalania paliw do 1 MW. Za budynki wielorodzinne taką deklarację powinni złożyć zarządcy. Natomiast jeśli w lokalu w takim budynku wielorodzinnym mamy jakieś indywidualne źródło ciepła, wtedy powinniśmy je zgłosić do zarządcy z prośbą, żeby uwzględnił to w deklaracji, bądź też złożyć ją samodzielnie – mówi Dorota Cabańska.
Obowiązkową deklarację do CEEB można złożyć online (przez Profil Zaufany lub e-dowód), jak i w formie papierowej, za pośrednictwem swojego urzędu gminy. Co istotne, za niezłożenie deklaracji przewidziana jest kara grzywny w wysokości do 500 zł.
– Ustawa przewiduje jednak taki mechanizm, że jeśli faktycznie o tym zapomnieliśmy, ale szybko się zreflektujemy, po tym terminie też jak najbardziej można złożyć deklarację i wtedy też unikniemy kary – mówi Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.
Jak wskazuje, z dotychczasowych statystyk wynika jednak, że zdecydowana większość właścicieli i zarządców pamiętała o dopełnieniu tego obowiązku.
– Nie jesteśmy jeszcze w stanie jednoznacznie podać, czy we wszystkich regionach spłynęło 100 proc. deklaracji, ponieważ duża ich część spływa do urzędów miast i gmin w wersji papierowej. Zgodnie z ustawą urzędnicy mają sześć miesięcy na to, żeby wprowadzić deklaracje do CEEB. I tak naprawdę dopiero po zsumowaniu będziemy znać dokładną liczbę. Ale w opublikowanym przez nas rankingu widać, że w poszczególnych gminach spłynęło już ponad 90 proc. deklaracji – mówi Dorota Cabańska.
Z tych, które zostały złożone do tej pory, wynika, że w Polsce jako źródło ogrzewania wciąż przeważają kotły na paliwo stałe, czyli np. węgiel, drewno albo ekogroszek.
– Dominującym źródłem ciepła i spalania paliw jest typowy kocioł. Ponad 2,9 mln deklaracji zawiera właśnie ten wpis. Natomiast pocieszające jest to, że w ponad 2,7 mln deklaracji jako źródło ciepła został wskazany kocioł gazowy. Rośnie również liczba zgłoszeń dotyczących ogrzewania elektrycznego, których do 28 czerwca było zarejestrowanych ponad 800 tys. – mówi Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.
Docelowo baza CEEB ma być rozbudowywana o kolejne moduły i gromadzić również inne informacje, m.in. o stanie technicznym budynków, udzielonych dotacjach (np. na termomodernizację, fotowoltaikę) czy kontrolach zagospodarowania odpadów. Jej głównym celem jest jednak sprawdzenie, czym Polacy ogrzewają swoje domy, aby na podstawie tych danych móc np. kształtować programy dotacyjne czy strategie walki z niską emisją i smogiem.
– Dzięki temu spisowi samorządy będą wiedziały, z jaką liczbą kopciuchów, czyli niskoemisyjnych pieców klasy trzeciej i poniżej, mają do czynienia, ile ich trzeba wymienić w regionie, i będą w stanie zaplanować, w jakim czasie są w stanie to zrealizować – tłumaczy Dorota Cabańska.
Obowiązek zgłoszenia deklaracji do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków obejmuje również budynki nowo powstające. Wszyscy ci, którzy po 1 stycznia 2022 roku oddają do użytku nowe budynki, mają 14 dni na zgłoszenie źródła ogrzewania.
KPO może być początkiem dobrej transformacji w polskiej energetyce. Plan jednak wymaga zmian
– Tak naprawdę do końca nie wiemy, jak wygląda Krajowy Plan Odbudowy, ponieważ ostatnia wersja tego dokumentu, która poszła do Brukseli i była przedmiotem negocjacji, nie została ujawniona. Dlatego nie wiemy, na ile rzeczywiście w KPO znalazły się zielone priorytety – mówi prof. Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej. Jej przedstawiciele apelują do rządu o upublicznienie projektu i poddanie go ponownym konsultacjom, bo – jak wskazują – nie uwzględnia on zmian w gospodarce związanych z wybuchem wojny w Ukrainie i koniecznością przyspieszonej rezygnacji z paliw kopalnych, zwłaszcza importowanych z Rosji.
– Podstawową ideą Funduszu Odbudowy jest to, aby przeznaczyć te środki na zieloną transformację, na realizację założeń Zielonego Ładu. To oznacza, że zmieniamy nie tylko energetykę i przemysł, ale też transport, rolnictwo. W inny sposób będziemy podchodzili do konsumpcji i do priorytetów rozwoju, bo musimy rozłączyć rozwój ze wzrostem emisji. Mam nadzieję, że jeżeli wydamy te pieniądze w sposób rozsądny, a jest na to szansa, to będzie początek dobrej transformacji w naszym kraju – mówi agencji Newseria Biznes prof. Zbigniew Karaczun z warszawskiej SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej.
Polska ma otrzymać z unijnego Funduszu Odbudowy w sumie 36 mld euro – z czego blisko 24 mld euro w bezzwrotnych grantach i prawie 12 mld euro w formie preferencyjnych pożyczek. Podstawą do uruchomienia tych środków jest Krajowy Plan Odbudowy, przygotowany przez Polskę i złożony w Komisji Europejskiej ponad rok temu. Ze względu na zastrzeżenia KE dotyczące praworządności w Polsce negocjacje w sprawie KPO się przeciągały. Dopiero na początku czerwca szefowa KE Ursula von der Leyen przyleciała do Warszawy, żeby oficjalnie poinformować o zaakceptowaniu polskiego KPO. Nie oznacza to jednak automatycznej wypłaty środków. Pieniądze na realizację założeń Krajowego Planu Odbudowy mają zostać uruchomione dopiero po wypełnieniu przez Polskę tzw. kamieni milowych dotyczących praworządności (likwidacja Izby Dyscyplinarnej, reforma systemu dyscyplinującego sędziów i przywrócenie zwolnionych sędziów do orzekania). Co istotne, część państw Wspólnoty nadal jest temu przeciwna, uważając, że Polska powinna najpierw wypełnić wymogi unijnego prawa. Rezolucję w tej sprawie w czwartek przyjął Parlament Europejski. Europosłowie po raz kolejny zwrócili w niej uwagę na ciągłe naruszenia wartości zapisanych w traktatach, w tym zasad praworządności i niezawisłości sądownictwa, i wzywają Radę do zatwierdzenia planu Polski dopiero po pełnym zastosowaniu się do wytycznych.
Obok konieczności osiągnięcia tzw. kamieni milowych Polskę czekają jeszcze tygodnie negocjacji umów i ustaleń operacyjnych z Komisją Europejską, a pierwsze pieniądze z KPO mają popłynąć najwcześniej po wakacjach. Rząd podkreśla, że prawie 43 proc. z nich będzie przeznaczone na zieloną transformację.
– Są dwa priorytety, które wydają się w KPO najważniejsze. Pierwszy to jest rzeczywiście gruntowna zmiana w naszej energetyce – jak najszybsze uzyskanie neutralności klimatycznej i odejście od węgla nie później niż w 2030 roku. To powinno być priorytetem naszego kraju, bo dzisiaj wiemy, że odejście od węgla i innych paliw kopalnych jest już nie tylko kwestią zielonej transformacji, ale i naszego bezpieczeństwa militarnego – podkreśla prof. Zbigniew Karaczun. – Drugim ważnym obszarem jest rolnictwo. To sektor najbardziej narażony na skutki zmian klimatu, a jednocześnie rolnictwo w nich partycypuje, emituje gazy cieplarniane do atmosfery. I tu musimy wydać naprawdę duże środki, żeby z jednej strony zabezpieczyć polskie rolnictwo przed skutkami zmiany klimatu, a z drugiej strony – spowodować, że ono będzie brało udział w osiąganiu neutralności klimatycznej, będzie redukowało swoją presję na środowisko.
Pod koniec maja samorządy, środowiska pracodawców i organizacje pozarządowe zrzeszone w Koalicji Klimatycznej zaapelowały do rządu o modyfikację dokumentu. Jak wskazują, wybuch wojny w Ukrainie zmienił sytuację geopolityczną, przez co w tej chwili priorytetem jest derusyfikacja energetyki i jak najszybsze odejście od paliw kopalnych, zwłaszcza ropy, gazu i węgla importowanych z Rosji.
– Wydaje się, że w KPO niewystarczająco potraktowano kwestie środowiskowe, kwestie transformacji i konieczności zmian w modelu konsumpcyjnym – mówi ekspert SGGW i Koalicji Klimatycznej. – Co więcej, my tak naprawdę do końca nie wiemy, jak wygląda ten Krajowy Plan Odbudowy, ponieważ ostatnia wersja tego dokumentu, która była przedmiotem negocjacji z Brukselą, nie została ujawniona. Stąd do końca nie wiemy, na ile rzeczywiście w KPO znalazły się te zielone priorytety i na ile KPO będzie rzeczywiście wdrażane z tą myślą, że to jest początek transformacji, która jest konieczna w naszym kraju.
Jak wskazuje Koalicja Klimatyczna, konieczność zmian w Krajowym Planie Odbudowy i urealnienia harmonogramu wydatkowania funduszy wynika również z faktu, że od złożenia projektu upłynął już ponad rok, a wszelkie wydatki w nim przewidziane muszą zostać zrealizowane do końca 2026 roku. Dlatego eksperci apelują o ponowne konsultacje społeczne w celu dostosowanie jego zawartości do wyzwań związanych z derusyfikacją polskiej gospodarki.
Do 2050 roku populacja na Ziemi wzrośnie do blisko 10 mld osób, a w ślad za nią także popyt na odzież. Przemysł modowy jest już dziś jednym z największych emitentów gazów cieplarnianych – emituje 1,2 mld t ekwiwalentu CO2 na rok, czyli więcej niż łącznie branże żeglugowa i lotnicza. Produkowanie większej ilości ubrań to nie tylko większa emisja, ale też coraz większe zużycie surowców. Jedną z proponowanych inicjatyw, by ograniczyć ten negatywny wpływ, jest recykling tkanin i przywracanie materiałów do obiegu. Nie jest to jednak takie proste, szczególnie w przypadku włókien mieszanych.
Raport Światowego Forum Ekonomicznego z 2021 roku stawia przemysł modowy wraz z łańcuchami dostaw na trzecim miejscu pod względem zatruwania środowiska, zaraz po produkcji żywności i budownictwie. Jednym ze sposobów zmniejszenia tych emisji jest stosowanie recyklingu włókien, jeśli jest to wykonalne. Raport Banku Światowego wskazuje, że 87 proc. tkanin ze zużytej odzieży jest spalanych lub wysyłanych na wysypiska śmieci.
– Mówiąc w dużym uproszczeniu, ubrania można przetworzyć. Łatwiej jest to zrobić, kiedy wykonane są one z materiałów jednorodnych, bo im bardziej skomplikowany materiał, tym jest trudniejszy do przetworzenia. Jako przykład można podać np. swetry czy spodnie, które zazwyczaj są wykonane z jednego rodzaju surowca, i one są łatwe do przetworzenia – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Marzec, prezes Polfibry. – Materiały bardziej złożone typu kurtki, płaszcze zrobione z tkanin bawełnianych, ale z wypełnieniami poliestrowymi, jest zdecydowanie ciężej odzyskać i jest to bardziej kosztowne.
Recykling tekstyliów jest możliwy zarówno w przypadku materiałów syntetycznych takich jak poliester, poliamid czy polipropylen, jak i naturalnych, jak wełna, bawełna czy len. Według Textile Exchange poliester poddany recyklingowi mechanicznemu generuje o 70 proc. mniej emisji niż pierwotna produkcja poliestrowych włókien. Łukasz Marzec wyjaśnia, że wymieszanie włókien sztucznych i naturalnych w pewnym stopniu uniemożliwia odzysk.
– Ostatnio coraz więcej materiałów tworzy się z włókien złożonych, czyli np. wełna jest mieszana z poliamidem albo poliestrem, czyli włókna naturalne z włóknami sztucznymi. Kiedyś stosowano tylko jeden rodzaj włókien. To się moim zdaniem w jakimś stopniu zmienia na gorsze ze względu na to, że wymieszanie uniemożliwia odzysk tych włókien – podkreśla prezes Polfibry. – Materiały jednorodne typu czysty poliester, czysta bawełna są dosyć proste do rozwłóknienia, do odzyskania, natomiast w przypadku materiałów laminowanych, powlekanych, wypełnianych jakimiś innymi surowcami w pewnym momencie robi się to po prostu nieopłacalne.
Polfibra, spółka z Częstochowy, skupia się na zagospodarowaniu odpadów z przemysłu tekstylnego. Odbiera i poddaje recyklingowi odpady z wielu grup materiałowych i z różnych etapów produkcji. To m.in. ścinki z krojowni, resztki przędz czy włókna, które pochodzą m.in. ze szwalni, przędzalni czy od producentów mebli tapicerowanych. Tam gdzie recykling nie jest możliwy, firma stosuje różne metody utylizacji odpadów tekstylnych.
– Materiały do produkcji ubrań odzyskuje się poprzez rozwłóknianie mechaniczne, mówimy tutaj o ścinkach z produkcji odzieży, nie o gotowych wyrobach. Więc cała resztka z beli materiału, która pozostaje na stole, jest do odzysku – mówi Łukasz Marzec. – Są firmy i instalacje, które specjalizują się w odzysku danego rodzaju włókien, więc włókna sztuczne będziemy odzyskiwali w inny sposób, w innej instalacji, a włókna naturalne w innej.
Ekspert tłumaczy, że w procesie rozwłókniania powstaje tzw. włókno regenerowane, czyli luźne włókna danego surowca. Można je później na przykład skręcić, stworzyć przędzę, z której następnie powstaje tkanina, a z niej szyte są ubrania. Z włókien można stworzyć także różnego rodzaju filce, które znajdą zastosowanie w przemyśle, np. jako wygłuszenia w drzwiach samochodów, jako izolacja termiczna w lodówkach czy warstwa dystansowa pomiędzy elementami mebli tapicerowanych.
Bardzo ważne jest, aby uświadomić ludziom, że odpady tekstylne mogą zostać poddane recyklingowi, ale należy traktować je w odpowiedni sposób, nie jako śmieci, ale jako surowiec do odzysku.
– Główną zasadą jest to, że materiały, które poddajemy recyklingowi, powinny być czyste. Odzież używana bardzo często jest składowana w różnych miejscach, gdzie dostaje się wilgoć czy jakieś zanieczyszczenia, a to uniemożliwia odzysk. Natomiast jeżeli te materiały są składowane w odpowiedni sposób czy też są prane przed odzyskiem, to jak najbardziej możemy je poddać recyklingowi – podkreśla prezes Polfibry.
Jak dodaje, sam proces odzysku włókien także jest ekologiczny.
– Alternatywą dla odzysku jest utylizacja termiczna czy składowanie na wysypisku, więc jest to jak najbardziej ekologiczne rozwiązanie. A sam proces polega tylko na mechanicznym rozwłóknianiu tych materiałów, więc nie powstają tam żadne dodatkowe odpady, jakieś rzeczy toksyczne, jedynie kurz z materiału, który jest rozwłókniany – mówi Łukasz Marzec. – Zdecydowanie recykling wszystkich materiałów to przyszłość, brakuje nam surowców na świecie, generujemy bardzo dużo odpadów, więc moim zdaniem to jedyny kierunek, w którym powinniśmy się kierować.
Warszawa dołącza do prestiżowego grona. Miasto wyrasta na jednego ze start-upowych liderów
Stolica Polski z każdym rokiem umacnia swoją pozycję jako ważny i prężnie rozwijający się hub dla start-upów. Na potencjał tutejszego rynku wpływają m.in. wykształcona kadra techniczna, coraz większe zainteresowanie ze strony międzynarodowych funduszy i rozwinięty ekosystem wspierania innowacji. Warszawa dołączyła właśnie do prestiżowego grona miast, które mają własną edycję przewodnika „Startup Guide”. Ma on ułatwić początkującym przedsiębiorcom, również z zagranicy, start na tutejszym rynku. – To niesamowite, że ktoś w Bostonie będzie mógł wziąć go do ręki i pomyśleć: „może warto byłoby zacząć robić coś ciekawego w Europie, właśnie w Warszawie” – mówi Aureliusz Górski, dyrektor wykonawczy Fundacji Venture Café Warsaw, współinicjator przewodnika.
– Warszawa to doskonałe miejsce dla start-upów. To szybki, dynamicznie rozwijający się ekosystem. Oferuje ogrom możliwości i wsparcia nie tylko ze strony rządu i korporacji, ale również instytucji takich jak Fundacja Venture Café, które zapewniają m.in. mentoring, warsztaty i możliwość pozyskiwania wiedzy od osób bardziej doświadczonych, aby móc rozwijać się dalej. Obok kwestii związanych z finansowaniem to jest bardzo ważne – mówi agencji Newseria Biznes Anna Weissensteiner, dyrektor generalna Startup Guide.
Polska jest liczącą się sceną start-upową. Zajmuje pierwsze miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem liczby rund finansowania i drugie pod względem wartości inwestycji VC („Polish and CEE tech ecosystem outlook” PFR i Dealroom). Szybki rozwój rynku potwierdza też wolumen inwestycji w polskie start-upy, który w 2021 roku okazał się rekordowy i sięgnął 3,6 mld zł. To oznacza, że rodzime spółki zebrały w ubiegłym roku więcej kapitału niż łącznie przez cały 2019 i 2020 rok. Polska doczekała się także pierwszego tzw. jednorożca (start-upu technologicznego o wycenie przekraczającej 1 mld dol.), którym została platforma rezerwacyjna usług medycznych DocPlanner.
Z raportu przygotowanego przez Dealroom i Polski Fundusz Rozwoju wynika, że w ostatnich latach na polskim rynku rośnie nie tylko liczba młodych, innowacyjnych spółek, ale i aktywność międzynarodowych funduszy, które coraz częściej decydują się inwestować w rozwijające się przedsięwzięcia na wczesnym etapie rozwoju.
Według ekspertów na wysoki potencjał polskiego rynku wpływa m.in. wykształcona kadra techniczna. Polska weszła już do światowej czołówki pod względem liczby i kwalifikacji programistów, wyprzedzając m.in. Szwajcarię, Japonię, Tajwan czy Francję. Przekłada się to na fakt, że w porównaniu do całej Unii Europejskiej na polskim rynku jest znacznie większa koncentracja firm i start-upów tworzących komercyjne oprogramowanie. Kolejny plus to rozwinięty ekosytem wspierania innowacji, którego centralnym punktem jest Warszawa i Mazowsze. To właśnie tu skoncentrowana jest około 1/3 spośród ok. 2,9 tys. polskich start-upów (dane PFR i Startup Poland).
– Warszawa jest na dobrej drodze, żeby stać się jednym z najważniejszych miast dla przedsiębiorców i innowatorów. Zadomowiły się tutaj wielkie potęgi technologiczne jak Google czy Microsoft. To miasto czeka świetlana przyszłość, może tu powstać międzynarodowy ekosystem start-upowy – mówi Anna Weissensteiner. – To miasto ma niesamowitego ducha przedsiębiorczości, a ludzie mają ogromną motywację, żeby budować coś nowego.
Centralną rolę Warszawy w polskim ekosystemie start-upowym potwierdza m.in. obecność założonego w 2015 roku Google for Startups, który w zrewitalizowanej wytwórni wódek Koneser w Warszawie otworzył swój kampus – miejsce dla początkujących przedsiębiorców, które ma im ułatwić rynkowy start. Tylko w ciągu pierwszych pięciu lat dołączyło do niego 1,8 tys. start-upów z Europy Środkowo-Wschodniej, przy czym zdecydowana większość (1,2 tys.) z Polski. Ważnym punktem na start-upowej mapie stolicy jest też działająca od trzech lat Fundacja Venture Café. To część globalnej sieci utworzonej przez Kampus Innowacji – Cambridge Innovation Center (CIC), która ma swoje centra także w innych miastach na całym świecie, jak np. Boston, Miami, Rotterdam, Tokio czy Sydney.
Flagowym przedsięwzięciem Fundacji Venture Café jest cotygodniowy event networkingowy dla innowatorów – Thursday Gathering. Jego celem jest łączenie lokalnej społeczności start-upów, przedsiębiorców, naukowców, inwestorów etc. oraz umożliwienie im wymiany doświadczeń, pomysłów i nawiązania kontaktów. Wydarzenie odbywa się co czwartek o 17:00 w Varso Place przy ul. Chmielnej 73. W ubiegłym roku w ramach Thursday Gathering odbyło się 45 spotkań i blisko 350 sesji tematycznych prowadzonych przez ekspertów.
– Takie inicjatywy są dla start-upów nie do przecenienia, bo pomagają nawiązywać niezbędne relacje. W tej branży kluczowe jest to, kogo znamy, z kim nawiążemy kontakt, od kogo się uczymy i kto może nam pomóc. Po dwóch latach pandemii i lockdownów szczególnie ważne są takie miejsca, gdzie ludzie mogą się spotkać, wymieniać pomysłami i wiedzą – mówi dyrektor generalna Startup Guide.
W nadchodzącym roku Fundacja Venture Café zamierza się skupić na budowaniu międzynarodowej współpracy i platformy pomiędzy Warszawą oraz innymi miastami, w których prężnie działają społeczności start-upowe. Narzędziem, które ma w tym pomóc, jest „Startup Guide Warsaw” – przewodnik po warszawskim ekosystemie innowacji.
– Przewodnik „Startup Guide” zawiera podstawowe informacje na temat Warszawy jako miasta dla start-upów. W zamyśle przypomina przewodnik Lonely Planet dla przedsiębiorców – wyjaśnia Anna Weissensteiner. – Zawiera m.in. podstawowe porady dotyczące tego, gdzie można nawiązać kontakty, jakie przestrzenie coworkingowe są tu dostępne, jakie programy są organizowane, jakich inwestorów można tu spotkać i co jest potrzebne, żeby uzyskać wsparcie.
Startup Guide przygotowuje przewodniki o lokalnych ekosystemach start-upowych w różnych miastach i krajach. Jak dotąd powstało już 40 takich publikacji dotyczących miast w Europie, Ameryce Północnej, Azji i na Bliskim Wschodzie. Warszawa dołączyła do tego prestiżowego grona po trzech latach starań.
W zamyśle „Startup Guide Warsaw” ma ułatwić początkującym przedsiębiorcom – również z zagranicy – start na tutejszym rynku. Każdego roku Polskę odwiedza bowiem ok. 80 mln ludzi, z których nawet 20 proc. może być zainteresowanych współpracą w obszarze innowacji – wynika z „Impact Report 2021”, wydanego w tym roku przez Fundację Venture Café.
– Ten przewodnik jest sprzedawany przez internet i dostępny w ok. 120 najlepszych księgarniach na całym świecie. To niesamowite, że ktoś odwiedzający Boston będzie mógł wziąć go do ręki i pomyśleć: „o fajnie, może warto byłoby zacząć robić coś ciekawego w Europie, właśnie w Warszawie”. Ta publikacja ma zwiększać świadomość, pokazać, że działa tu ekosystem, na który warto zwracać uwagę – mówi Aureliusz Górski, dyrektor wykonawczy Venture Café Warsaw.
Oprócz informacji dotyczących funduszy, inwestorów, przestrzeni coworkingowych czy programów akceleracyjnych w warszawskiej edycji przewodnika „Startup Guide” można znaleźć też przykłady wyróżniających się, innowacyjnych spółek oraz dowiedzieć się, jak wyglądały ich początki i droga do sukcesu.
– Można będzie się zapoznać z niemałą liczbą inspirujących historii. Przewodnik zawiera rozmowy z lokalnymi przedsiębiorcami, którzy dzielą się swoim doświadczeniem i mówią o wyzwaniach, które musieli pokonać – mówi Anna Weissensteiner. – „Startup Guide” ma na celu zachęcanie ludzi do tworzenia własnych biznesów, rozpoczynania działalności i czerpania inspiracji od tych, którzy już osiągnęli w Warszawie sukces.
„Startup Guide Warsaw” powstał przy wsparciu Visy, Google for Startups, PFR, Santander Bank Polska, InnoEnergy i Miasta Stołecznego Warszawy. Przewodnik jest dostępny zarówno w wersji drukowanej, jak i cyfrowej.
Konsumenci wolą innowacyjne e-sklepy. Istotne są dla nich zwłaszcza łatwe i szybkie metody płatności
Rośnie skala, ale też skuteczność ochrony przed internetowymi zagrożeniami. CyberTarcza, która broni przed nimi użytkowników sieci mobilnej i stacjonarnej Orange, w 2021 roku ochroniła 4,5 mln osób przed utratą danych i pieniędzy – wynika z nowej edycji raportu CERT Orange Polska. Skala cyberprzestępczości szybko rośnie, bo już w I kwartale 2022 roku liczba klientów sieci Orange, ochronionych przed skutkami ataków, sięgnęła 2,25 mln. – W walce z cyberzagrożeniami pomagają rozwiązania oparte na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji. Kluczowa jest też konsekwentna edukacja internautów – mówi Piotr Jaworski, członek zarządu Orange Polska ds. Sieci i Technologii.
– Ubiegły rok upłynął pod znakiem phishingu i złośliwego oprogramowania instalowanego na urządzeniach klientów. Ten trend jest widoczny już od kilku lat – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Jaworski, członek zarządu Orange Polska odpowiedzialny za sieć i technologie. – Już w 2018 roku zauważyliśmy, że udział phishingu w ogóle ataków wzrósł z kilku procent do ponad 20 proc., a w 2019 roku to już było 40 proc. i na tym poziomie utrzymuje się do tej pory. To właśnie phishing jest w tej chwili jednym z największych cyberzagrożeń wymierzonych w indywidualnego użytkownika, aczkolwiek firmy też mogą paść łupem cyberprzestępców, jeśli nieostrożny, nieuważny pracownik da się oszukać.
Z nowej edycji raportu CERT Orange Polska wynika, że phishing pozostaje najpowszechniejszym typem złośliwych ataków. Odpowiada za prawie 40 proc. wszystkich wykrytych w sieci operatora zagrożeń. Cyberprzestępcy wciąż jednak doskonalą techniki phishingu, wyłudzając dane logowania i pieniądze na wiele różnych sposobów. Wysyłają w SMS-ach linki do stron łudząco przypominających witryny banków czy firm kurierskich pod pretekstem dopłaty do przesyłki czy rachunku za energię, tworzą fałszywe sklepy, loterie albo zachęcają do inwestycji na nieistniejących giełdach kryptowalut. Często celują też w użytkowników portali z ogłoszeniami i platform sprzedażowych, podając się za kupujących i podsuwając im linki do fałszywych stron do rzekomego odbioru pieniędzy.
– Phishing generalnie polega na wyłudzeniu tożsamości i danych logowania ofiary – wyjaśnia Piotr Jaworski. – Musimy mieć świadomość, co utrata danych oznacza, że np. dane logowania do konta bankowego pozwalają to konto wyczyścić. Innymi słowy, ofiara, która dała się nabrać, może stracić wszystkie środki zgromadzone na koncie bankowym – przestrzega ekspert.
Rosnącą skalę zagrożenia odzwierciedlają setki milionów zdarzeń phishingowych, które zespół CERT Orange Polska zablokował w 2021 roku. Łącznie w 2021 roku CyberTarcza, która chroni użytkowników sieci mobilnej i stacjonarnej Orange przed zagrożeniami w internecie, powstrzymała ponad 335 mln incydentów phishingowych powiązanych m.in. z wyłudzaniem danych logowania do kont bankowych lub profili społecznościowych. Uchroniła w ten sposób 4,5 mln osób. To skokowy wzrost, bo jeszcze w 2020 roku liczba zablokowanych incydentów oscylowała wokół 40 mln, a CyberTarcza ochroniła 3,5 mln użytkowników przed utratą danych i pieniędzy. Jak wskazuje ekspert, tegoroczne statystyki mogą być wyższe, bo już w I kwartale 2022 roku liczba klientów sieci Orange, których operator ochronił przed zagrożeniami, sięgnęła 2,25 mln.
– Tyle osób nie straciło swoich pieniędzy, ich urządzenia nie zostały przejęte przez cyberprzestępców do tego, żeby mogli dalej szerzyć swój proceder. To świadczy o tym, że jesteśmy coraz skuteczniejsi, ale z drugiej strony niestety odzwierciedla też skalę zjawiska, z jakim się mierzymy – mówi Piotr Jaworski.
Specjaliści od cyberbezpieczeństwa zaobserwowali też, że w ostatnich miesiącach coraz częściej phishingowi towarzyszy instalacja złośliwego oprogramowania.
– Po zainstalowaniu takiego oprogramowania ofiara nie tylko udostępnia swoje dane, ale i jej urządzenie staje się dla cyberprzestępcy narzędziem do dalszego działania. Może np. wykorzystywać je do tego, żeby infekować kolejnych użytkowników – mówi członek zarządu Orange Polska odpowiedzialny za sieć i technologię.
Statystyki pokazują, że złośliwe oprogramowanie było drugim najczęstszym zagrożeniem w sieci w 2021 roku, odpowiadając za prawie 18 proc. wszystkich incydentów zarejestrowanych przez CERT Orange Polska. Co więcej, w ubiegłym roku pojawił się nowy rodzaj malware’u – Flubot – wykradający kontakty z książek adresowych zainfekowanych smartfonów. Następnie te wykradzione numery były wykorzystywane do masowego rozsyłania SMS-ów podszywających się np. pod pocztę głosową i nakłaniających kolejne ofiary do zainstalowania złośliwych aplikacji. Zainfekowane w ten sposób telefony później służyły do dalszego rozpowszechniania malware’u.
– O skali tego procederu mogą zaświadczyć liczby, bo w ubiegłym roku notowaliśmy dziennie nawet milion takich SMS-ów – mówi Piotr Jaworski.
Na tym zagrożenia się jednak nie kończą, bo w ubiegłym roku zbliżony odsetek (17 proc.) stanowiły też ataki DDoS. Pozostają one też jednym z największych zagrożeń dla firm. Pojawiają się też nowe, związane m.in. z internetem rzeczy. Cyberprzestępcy wykorzystują do ataków nie tylko luki w infrastrukturze czy podatność oprogramowania, lecz także braki w przeszkoleniu pracowników.
Według CERT Orange Polska w tym roku – prócz wyłudzeń phishingowych – można się spodziewać kolejnych ataków DDoS o dużym wolumenie m.in. na sektor bankowy, a także ataków na giełdy kryptowalut oraz kradzieży portfeli z kryptowalutami.
– Warto również wspomnieć o kradzieżach tożsamości elektronicznej, co jest niezwykle istotne, ponieważ bardzo wielu przestępców kradnie dane pracownika firmy – jego loginy, hasła, tokeny etc. – i potem podszywa się pod niego, uzyskując dostęp do zasobów firmy. To są takie incydenty, które w 2022 roku będą dominowały – mówi ekspert.
Walkę z cyberzagrożeniami wspierają rozwiązania oparte na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji, co pozwala przewidywać i zawczasu zapobiegać wielu incydentom naruszenia bezpieczeństwa w sieci. Technologie znacznie skracają też czas reakcji, bo około 40 proc. domen phishingowych kończy swoją aktywność w ciągu kilku minut od wizyty pierwszej ofiary. Dlatego właśnie przyszłością są zautomatyzowane narzędzia i sztuczna inteligencja, wspierające ekspertów z zakresu cyberbezpieczeństwa.
– Powiedzmy sobie wprost: bez automatyzacji, sztucznej inteligencji i machine learningu wielu rzeczy nie dalibyśmy rady zrobić. Wykorzystujemy te narzędzia do tego, żeby rozbudować algorytmy, którymi „karmimy” naszą CyberTarczę. To jest nasze autorskie rozwiązanie, które przede wszystkim wykrywa zagrożenia i chroni naszych klientów – mówi Piotr Jaworski.
Operator wdrożył w swojej sieci także technologię RPKI, czyli „kryptograficzny podpis dla zasobów IP”, który dodatkowo zabezpiecza sieć szkieletową. Utrudnia to przejęcie ruchu internetowego.
CERT Orange Polska – specjalistyczny zespół ds. walki z cyberprzestępczością – działa w Polsce już od 25 lat, ściśle współpracując m.in. z NASK i CERT-ami innych instytucji, a także organizacjami międzynarodowymi.
– Oprócz szerzenia świadomości, edukacji internautów, której nigdy za wiele, to właśnie współpraca jest kluczowa w świecie cyberbezpieczeństwa. Bardzo istotna jest też dla nas wymiana międzynarodowa. Pozwala ona w wielu wypadkach zapobiec zdarzeniom, które miały miejsce w innych krajach na świecie i z dużym prawdopodobieństwem mogłyby się wydarzyć też w Polsce – mówi Piotr Jaworski.
Pandemia COVID-19, a teraz wojna w Ukrainie sprawiły, że temat zmian klimatu i ekologii zszedł na drugi plan. Tymczasem – jak wskazywało już dwa lata temu WWF Polska – to właśnie w czasie pandemii Ziemia doświadczyła większego marnotrawstwa żywności i zwiększonej produkcji odpadów, w tym z tworzyw sztucznych, które nie podlegają recyklingowi. Wszystko to przekłada się na ślad węglowy, który musi być ograniczany, aby przeciwdziałać katastroficznym w skutkach zmianom klimatu. O tym właśnie przypomina nowa kampania Ministerstwa Klimatu i Środowiska – Nasz Klimat, której celem jest podniesienie świadomości na temat możliwych proekologicznych działań każdego z nas. Także przypadający 22 kwietnia Światowy Dzień Ziemi jest dobrą okazją do ekologicznej edukacji.
– W Polsce widzimy co roku zmiany klimatu, które dotykają każdego z nas. To są m.in. susze, opady, które są bardziej intensywne niż kiedyś. I to rodzi oczywiście konsekwencje dla naszego codziennego życia. Dlatego też powinniśmy podejmować działania w trosce o naszą przyszłość jako kraj i społeczeństwo i redukować emisję gazów cieplarnianych, żeby ograniczać wpływ zmian klimatu na nasze życie – mówi agencji Newseria Biznes Adam Guibourgé-Czetwertyński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
Jeżeli globalne ocieplenie ma zostać zahamowane w granicach bezpiecznego progu 1,5–2°C, trzeba szybko i mocno obciąć emisje gazów cieplarnianych, ale również usunąć nadmiar CO2 z powietrza – to najważniejsze wnioski ekspertów Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) działającego przy ONZ. Z przygotowanego przez niego raportu wynika, że już od 3,3 do 3,6 mld ludzi na całym świecie odczuwa skutki zmian klimatu w postaci powodzi, suszy, klęsk żywiołowych, rekordowych upałów i pożarów. Skutki tych zmian nie omijają też Polski.
Prognozy IPCC zakładają, że przy dużym wzroście globalnej temperatury w Polsce liczba ofiar śmiertelnych z powodu upałów może w kolejnych latach wzrosnąć nawet trzykrotnie, do ok. 3 tys. rocznie, co pociągnie za sobą m.in. problem przeciążenia służby zdrowia. Nasilą się gwałtowne zjawiska pogodowe, susze będą częstsze i bardziej dotkliwe. Problemem mogą się też okazać niedobory wody dla ludzi i przemysłu, skutkujące stratami ekonomicznymi. W scenariuszu utrzymania wysokich emisji gazów cieplarnianych do końca wieku niedoborów wody pitnej może w efekcie doświadczać nawet ok. 15 mln Polaków.
– Jednym z największych grzechów dotyczących środowiska i zmian klimatu jest brak poczucia sprawczości. Wydaje nam się, że nasze pojedyncze, jednostkowe decyzje absolutnie nie mają wpływu na to, co się zadzieje z kondycją planety. To, czy podniesiemy śmieć, który leży na ulicy, albo czy wrzucimy plastik, butelkę po oleju czy słoik do odpowiedniego kosza wydaje się nam bez znaczenia, bo ktoś to później za nas załatwi, te śmieci później się jakoś rozpłyną. Otóż nie, to wszystko do nas wraca. Każda negatywna decyzja odbije się w pewnym momencie w postaci emisji gazów cieplarnianych, które powinniśmy ograniczać po to, żeby planeta nam się nie przegrzewała. Ta planeta spokojnie sobie bez nas poradzi, my bez niej nie – mówi Sylwia Majcher, edukatorka ekologiczna i influencerka.
Plusem jest to, że prowadzone cyklicznie badania pokazują stopniowy wzrost świadomości i postaw proekologicznych wśród Polaków. Z raportu CBOS („Świadomość ekologiczna Polaków” 2020) wynika, że 53 proc. ma obawy o stan środowiska w Polsce, a ogromna większość (81 proc.) uważa, że ich własne zachowania i styl życia istotnie przekładają się na jego stan.
Podobne wnioski płyną z badania trackingowego przeprowadzonego dla Ministerstwa Klimatu i Środowiska, które dotyczy świadomości i zachowań ekologicznych Polaków. W jego ostatniej edycji prawie 3/4 Polaków zadeklarowało, że środowisko trzeba chronić z uwagi na przyszłe pokolenia. To najwyższy wynik uzyskany na przestrzeni wszystkich edycji tego badania. Wynika z niego również, że w trosce o klimat i środowisko ponad 96 proc. Polaków deklaruje regularne segregowanie odpadów, a ponad 3/4 jest skłonnych wydawać więcej na „czystą” energię. Polacy znacznie częściej niż w poprzednich latach zwracają też uwagę na ograniczenie zużycia wody (ponad 90 proc. wskazań) i wybierają rozwiązania ekologiczne – nawet wtedy, gdy oznacza to dodatkowy koszt (82 proc.). 61 proc. zadeklarowało także skłonność do korzystania z roweru bądź komunikacji miejskiej zamiast samochodu.
– Przy wdrażaniu prośrodowiskowych postaw w społeczeństwie kluczowa jest edukacja dzieci. Myślę, że wszyscy rodzice zetknęli się kiedyś z pytaniami typu: „mamo, a dlaczego wyrzucamy baterie do tego worka na śmieci, a nie odnosimy ich do sklepu” albo „dlaczego nie segregujemy śmieci?” – mówi Adam Guibourgé-Czetwertyński.
W ramach edukacji ekologicznej, kierowanej zwłaszcza do dzieci i młodzieży, Ministerstwo Klimatu i Środowiska zainaugurowało na początku kwietnia kampanię Nasz Klimat. Jej celem jest podniesienie świadomości na temat indywidualnych działań, jakie każdy może podejmować na rzecz ochrony klimatu, w myśl hasła „Klimat tworzą ludzie”.
– Ogólnopolska kampania Nasz Klimat ma na celu zaprezentowanie takich działań, które są możliwe do podjęcia na rzecz ochrony klimatu przez każdego z nas – mówi podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. – W ramach tej kampanii przygotowaliśmy materiały dla samorządów i materiały dla szkół, które mogą być wykorzystane do przeprowadzenia lekcji na temat ochrony klimatu. Uruchomiliśmy też konkurs dla szkół ponadgimnazjalnych – wideoolimpiadę, w której grupy uczniów mogą wspólnie proponować działania, jakie można podjąć na rzecz klimatu.
Aby trafić do młodego pokolenia, kampania Nasz Klimat obejmuje też współpracę z blogerami i influencerami, którzy na co dzień poruszają zagadnienia związane z klimatem i ochroną środowiska. Akcja ma jednak trafić do odbiorców w różnym wieku, dlatego będzie prowadzona wielokanałowo, m.in. za pośrednictwem prasy, radia, internetu i social mediów. W telewizji będzie można zobaczyć spoty pokazujące, jak niewiele potrzeba, aby wdrożyć ekologiczne nawyki do codziennego życia. Z kolei w materiałach dla samorządów znalazły się praktyczne porady, w jaki sposób wdrażać proklimatyczne działania w gminie.

