piątek, 27 stycznia, 2023

Technology

Orange ma światłowód o przepustowości 10 Gb/s. Będzie mogło na nim działać 256 urządzeń jednocześnie

Każdego roku ilość danych przesyłanych w sieci rośnie. Użytkownicy przesyłają i streamują coraz więcej treści wideo, często w jakości 4K, pobierają gry z platform cyfrowych, a w domach pojawia się coraz więcej urządzeń, m.in. rozwiązań smart home. Wszystko to powoduje, że zapotrzebowanie na szybką i wydajną sieć stale rośnie. Jak wynika z danych UKE, internet w Polsce sukcesywnie przyspiesza, a rynek czeka kolejny skok. Orange zaprezentował właśnie światłowód o przepustowości 10 Gb/s. Operator wskazuje, że dzięki tej technologii możliwe będzie podłączenie po WiFi nawet 256 urządzeń jednocześnie i korzystanie z sieci domowej bez utraty jakości połączenia. Od poniedziałku 21 listopada br. będzie można ją testować w największych miastach Polski. 

– Światłowód jest coraz częściej świadomym wyborem klientów – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Kłucjasz, dyrektor ds. strategii i zarządzania wartością dla rynku konsumenckiego w Orange Polska.

Jak wynika z danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej, w Polsce tradycyjne kable są sukcesywnie i w dość szybkim tempie wypierane przez światłowody, za pomocą których w 2021 roku oferowano dostęp do internetu dla 32,9 proc. użytkowników. W ubiegłym roku liczba użytkowników FTTH wzrosła o 32 proc., a w ciągu ostatnich dwóch lat – aż o 79 proc. Według UKE światłowody należą do najszybciej rozwijających się technologii dostępowych, a długość linii światłowodowych w Polsce wzrasta z każdym rokiem. Z danych przekazanych przez operatorów, samorządy i przedsiębiorstwa użyteczności publicznej wynika, że na koniec ubiegłego roku długość sieci optycznej w Polsce wynosiła już 421 tys. km.

„Raport o stanie rynku telekomunikacyjnego w 2021 roku”, opublikowany przez UKE, pokazuje również, że liderem technologii FTTH podobnie jak w poprzednich latach pozostaje Orange Polska. Pod względem liczby użytkowników udział operatora w tym rynku wyniósł w ubiegłym roku 32,4 proc., jest więc największym w kraju dostawcą usług światłowodowych, z których korzysta ponad 1 mln klientów indywidualnych.

 Dostępność do internetu światłowodowego Orange dynamicznie rośnie. W 2012 roku zaczynaliśmy od kilku największych miast, a w tej chwili obejmujemy zasięgiem łącznie już niemal 7 mln gospodarstw domowych, docieramy do 800 miast i ponad 17 tys. miejscowości w całej Polsce – mówi dyrektor ds. strategii i zarządzania wartością  w Orange Polska.

Z prognoz firmy badawczej Analysys Mason przytaczanych przez UKE wynika, że w nadchodzących latach infrastruktura światłowodowa w Polsce będzie nadal się rozwijać w dość dynamicznym tempie. Według analityków liczba łączy światłowodowych będzie wzrastać średniorocznie o 13,3 proc., aby w 2026 roku osiągnąć poziom 5,7 mln (wobec 3 mln w ubiegłym roku).

– Dostęp do światłowodu będzie się zmieniał, planujemy co roku nowe inwestycje i obejmowanie zasięgiem kolejnych miejscowości i gospodarstw domowych. Ich liczba nadal będzie zwiększać się o co najmniej 700–800 tys. rocznie – ta dynamika będzie utrzymana. Wierzymy, że światłowód trafi do większości gospodarstw domowych – mówi Rafał Kłucjasz. – Mamy również tę satysfakcję, że przy wyborze światłowodu internetowego Orange jest rozważany przez klientów dwukrotnie częściej niż nasz kolejny konkurent na rynku [badanie PBS na zlecenie operatora z lipca br. – red].

Jak wskazuje UKE, internet w Polsce znacząco przyśpiesza, a liczba łączy o najwyższych przepływnościach (to szybkość internetu, jaką użytkownik może osiągnąć na swoim urządzeniu) podwoiła się w ciągu ostatnich dwóch lat. Szybki rozwój światłowodu jest efektem tego, że co roku rośnie ilość danych przesyłanych w sieci.

Potrzebujemy tak szybkiego internetu, ponieważ w naszych domach pojawia się coraz więcej urządzeń, które są przez cały czas do niego podłączone. To nie tylko dekoder, telewizor czy radio internetowe, ale i tablety, inteligentne zegarki, wiele sensorów, które czuwają nad ogrzewaniem czy poziomem wilgoci w domu, oraz urządzenia AGD, które też podłączamy do sieci – wymienia ekspert. – Z drugiej strony rosną również wymagania dotyczące rozrywki i contentu, który jest coraz bardziej bogaty, jeśli chodzi o zaawansowane rozwiązania typu ultra HD, 4K czy już nawet 8K, i konsumuje coraz więcej transmisji danych. 

Orange zaprezentował w tym tygodniu technologię XGSPON, czyli światłowód o przepustowości 10 Gb/s i przepływności 8 Gb/s, którego możliwości potwierdziły testy prowadzone w siedzibie firmy w Warszawie. Operator wskazuje, że dzięki tym parametrom możliwe będzie podłączenie po WiFi nawet 256 urządzeń jednocześnie i komfortowe korzystanie z domowej sieci bez utraty jakości połączenia. Światłowód o przepustowości 10 Gb/s jest rozwiązaniem dla domów, w których kilku użytkowników korzysta równocześnie z wielu urządzeń, ale również dla małych i średnich firm.

– Światłowód to rozwiązanie dla rosnącej grupy klientów bardzo wymagających – mówi Rafał Kłucjasz. – W tej chwili klienci wykorzystują internet nie tylko do tego, żeby oglądać filmy, ale też np. zdalnie zarządzać swoim domem, uczyć się czy pracować. Natomiast gamersi doceniają światłowód dlatego, że mają bardzo szybkie tzw. pingi, co pozwala im wygrywać z rywalami w grach sieciowych. 

Orange zapowiada, że technologia XGSPON (pod nazwą Orange Światłowód Pro 10.0) pojawi się w ofercie w ciągu kolejnych kilku miesięcy. Od poniedziałku 21 listopada br. będzie można ją przetestować w sześciu największych miastach Polski. Specjalne stanowiska do testowania superszybkiego światłowodu pojawią się w Gdańsku w Galerii Bałtyckiej, w łódzkiej Manufakturze, w Poznaniu w Galerii Pestka, w Krakowie w Galerii Zakopiańskiej oraz w dwóch lokalizacjach w Warszawie – w Miasteczku Orange oraz w Domu Handlowym Sezam.

Wiceprezes PGNiG: Paliwa alternatywne będą zyskiwać na znaczeniu. Biometan i wodór będą w przyszłości uzupełniać paliwa tradycyjne

Polska polityka energetyczna zakłada, że wykorzystanie biogazu, biometanu, gazów syntezowych czy wodoru ma w przyszłości pokryć istotną część krajowego popytu na paliwa gazowe, przyspieszając zieloną transformację. – Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym, ale paliwa przyszłości z całą pewnością będą uzupełniać te tradycyjne – mówi wiceprezes PGNiG Arkadiusz Sekściński. Jak wskazuje, spółka chce brać udział w tworzeniu polskiego rynku paliw alternatywnych, dlatego już w tej chwili rozwija liczne projekty badawczo-rozwojowe związane m.in. z wodorem. Wśród nich jest projekt magazynowania wodoru – uzyskiwanego z procesu produkcji energii przez morskie farmy wiatrowe – w kawernach solnych.

– Obecnie w energetyce ma miejsce swoista rewolucja, choć ja wolę nazywać ją ewolucją, ponieważ ta transformacja polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym odbywa się w sposób kontrolowany. Skarb Państwa – poprzez spółki z obszaru elektroenergetyki i gazownictwa – świadomie zachęca do tego, żebyśmy tworzyli nowe rozwiązania i myśleli o paliwach przyszłości – mówi agencji Newseria Biznes Arkadiusz Sekściński. – Transformacja polega jednak na tym, żeby ewoluować od tych paliw tradycyjnych w kierunku nowych, ale nie tyle je zastępować, co uzupełniać.

Stopniowe ograniczanie roli węgla w krajowym miksie energetycznym na rzecz OZE, rozbudowa mocy zainstalowanych w offshore i wdrożenie energetyki jądrowej, wzrost efektywności energetycznej oraz dywersyfikacja kierunków dostaw węglowodorów – to kluczowe założenia przyjętej na początku ub.r. „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, która wyznacza kierunek transformacji. Dokument – zaktualizowany w tym roku w związku z wybuchem wojny w Ukrainie i rosyjską polityką szantażu surowcowego – podkreśla też ważną rolę paliw alternatywnych i inwestycji w technologie wodorowe w dążeniu do niskoemisyjnej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego.

 Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym. Podobnie jak każdy z nas – jako odbiorca – myśli o tym, żeby mieć w domu ciepło i energię elektryczną, nie zawsze i nie do końca zastanawiając się, z jakiego paliwa one są produkowane – mówi wiceprezes ds. rozwoju w PGNiG. – Jednak paliwa przyszłości – takie jak biometan i wodór – z całą pewnością będą uzupełniać paliwa tradycyjne, jakimi są metan, gaz czy węgiel, choć trudno powiedzieć, czy to nastąpi w perspektywie jednej, dwóch czy trzech dekad. Dzisiaj są one poddawane badaniom, weryfikacji ich zastosowania. Natomiast gdy osiągną dojrzałość, która pozwoli chociażby na łatwiejsze finansowanie ich przez banki, wtedy będą mogły stopniowo, w pewnym zakresie zastępować paliwa tradycyjne.

Wiceprezes PGNIG wskazuje, że spółka chce brać udział w tworzeniu polskiego rynku paliw alternatywnych, dlatego m.in. wodór zajmuje już ważne miejsce w jej strategii.

– Stawiamy na wodór, przede wszystkim jako nośnik energii. Powołaliśmy w naszej grupie kapitałowej specjalny program i dziś realizujemy już dziewięć projektów – mówi Arkadiusz Sekściński. – To jest cały łańcuch projektów, od produkcji zielonego wodoru, bo produkujemy taki wodór w naszym oddziale Odolanowie, przez koncepcję dystrybucji tego wodoru choćby w ramach sieci gazowniczych, jego magazynowania w kawernach solnych, co chcemy w przyszłości realizować, po finalny element łańcucha, jakim jest wykorzystanie wodoru.

W ramach Programu Wodorowego PGNiG realizowany jest m.in. projekt InGrid – Power to Gas, który obejmuje badania dotyczące produkcji wodoru z OZE i możliwości przesyłu tego paliwa z wykorzystaniem sieci dystrybucyjnych gazu ziemnego. Wspólnie z Politechniką Śląską spółka pracuje nad innowacyjnym czujnikiem do wykrywania wodoru w mieszaninach gazów w ramach projektu Hydrosens.

Ze względu na dotychczasowy brak opłacalności wykorzystania wodoru na cele energetyczne technologia ta wciąż jest na stosunkowo niskim poziomie rozwoju. Jednak z uwagi na właściwości fizyczne wodoru (jest lekki, reaktywny, można go magazynować, ma wysoką zawartość energii na jednostkę masy), ekologiczny charakter (produktem jego spalania jest jedynie para wodna) i możliwości produkcyjne przedsiębiorstw w Polsce (obecnie wytwarzają ok. 1 mln t wodoru rocznie, głównie Grupa Azoty) kwestia ta cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Według PEP 2040 przy odpowiednim rozwoju technologicznym do 2030 roku będzie możliwe wykorzystanie 2–4 GW mocy z instalacji OZE do produkcji zielonego wodoru.

Ważnym i dużym projektem jest magazynowanie wodoru w kawernach solnych. Dzisiaj, mówiąc o bezpieczeństwie energetycznym w Polsce, wskazujemy, że mamy magazyny w 100 proc. wypełnione gazem. W przyszłości chcemy, aby część naszych magazynów kawernowych była zapełniona właśnie wodorem, a nie gazem – mówi ekspert. – Co istotne, projekty dotyczące wodoru i jego magazynowania muszą przebiegać w linii zgodnej z harmonogramem budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Wodór, który ma być magazynowany w tych kawernach, będzie bowiem pochodził z procesu elektrolizy, czyli przetwarzania energii elektrycznej produkowanej przez morskie farmy wiatrowe. Z pewnością jest to możliwe już na początku przyszłej dekady.

Kolejnym paliwem, które zajmuje ważne miejsce w strategii PGNiG, jest biometan.

– Mamy ogromny potencjał w Polsce do tego, żeby pozyskiwać to zielone paliwo gazowe z biodegradowalnych odpadów rolnych i spożywczych – mówi wiceprezes PGNiG.

W Polsce potencjał samego sektora rolno-spożywczego w zakresie produkcji biogazu rolniczego szacuje się na 7–8 mld m3 rocznie („Krajowy plan na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030”). Polska ma więc potencjał i warunki, aby stać się potentatem w tym segmencie.

– Na takie paliwa stawiamy, takie instalacje tworzymy w ramach projektów badawczo-rozwojowych. Dla przykładu w Poznaniu mamy już instalację, która wytwarza biometan z odpadów spożywczych – mówi Arkadiusz Sekściński.

Prototyp innowacyjnej instalacji, która ma produkować sprężony biogaz, to efekt współpracy PGNiG i naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP), którzy opracowali metodę zagospodarowania biodegradowalnej frakcji odpadów komunalnych. Działanie prototypu opiera się na technologii fermentacji beztlenowej i produkcji gazu fermentacyjnego. Jego wskaźniki jakości umożliwią dostosowanie produktu do standardów technicznych biometanu. Po sprężeniu może on się stać odnawialną alternatywą dla CNG, czyli sprężonego gazu ziemnego.

Polski rynek IT atrakcyjny dla zagranicznych firm. Duński inwestor planuje tu dynamiczny wzrost zatrudnienia

Polski rynek jest atrakcyjny dla inwestorów, bo Polacy imponują pracowitością, są nastawieni na cel i lubią pracować nad rozwiązaniami, które przynoszą kluczowe zmiany w działalności przedsiębiorstw i społeczeństw, a jednocześnie są bardzo lojalni – mówi André Rogaczewski, prezes zarządu Netcompany. Działający w Polsce od 17 lat skandynawski lider branży IT planuje intensywny rozwój na tutejszym rynku i chce do tego wykorzystać potencjał kadrowy. Firma właśnie przeprowadziła się do nowego biurowca, zwiększyła zatrudnienie do 540 pracowników i zapowiada w kolejnych latach dalszy dynamiczny proces rekrutacji.  

Duńskie firmy wykazują duże zainteresowanie Polską jako krajem do lokowania swoich inwestycji. Macie bardzo kompetentnych i dobrze wykwalifikowanych pracowników. Z naszego doświadczenia wynika też, że Polacy i Duńczycy bardzo dobrze ze sobą współpracują – mówi agencji Newseria Biznes Ole Toft, ambasador Danii w Polsce. – Uważam, że przyszłość i perspektywy współpracy duńsko-polskiej rysują się w bardzo jasnych barwach. Jest wiele duńskich spółek, które są tutaj od bardzo wielu lat, takich jak Netcompany, które zmieniają się tak naprawdę w spółki duńsko-polskie i mają tutaj swój drugi dom. W nadchodzących latach powinniśmy być też świadkami wzmacniania się tych połączeń i więzów handlowych oraz jeszcze większych niż dotychczas inwestycji duńskich spółek w Polsce.

Jak wskazuje, jedną z branż, która jest szczególnie perspektywiczna dla rozwoju współpracy, jest IT, obok energetyki oraz rolnictwa.

Polski rynek konsultingu IT jest kluczowy nie tylko dla krajowych firm, ale też dla pozostałej części Europy. To duże źródło wykwalifikowanych kadr. Polska ma mnóstwo znakomitych pracowników i wiele powstających nowych firm, a sam kraj rozwija się w zawrotnym tempie – mówi André Rogaczewski, prezes zarządu Netcompany.

Wartość polskiego rynku IT w 2020 roku firma analityczna PMR oszacowała na 49,2 mld zł. Według prognoz w 2026 roku ma ona sięgnąć już 65 mld zł, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 4,8 proc. Tegoroczny raport Emerging Europe („Future of IT 2022”) pokazuje też, że Polska jest jednym z liderów na rynku IT w Europie Środkowo-Wschodniej, szczególnie pod kątem potencjału kadrowego. W całym sektorze teleinformatycznym zatrudnionych jest prawie 445,8 tys. pracowników (2,7 proc. ogólnej puli zatrudnienia). Szacuje się jednak, że na rynku wciąż brakuje ich ok. 50 tys.

Sytuacja na rynku IT jest bardzo dynamiczna, pracownicy w tej branży są prawdopodobnie jednymi z najbardziej poszukiwanych na świecie – mówi Krzysztof Pierański, prezes zarządu Netcompany Poland. – Cała gospodarka opiera się obecnie na digitalizacji, a technologia pozwala rozwiązać większość problemów. Dlatego programiści, administratorzy są jednymi z najbardziej poszukiwanych pracowników.

Jak wskazuje, w tej chwili na rynku potrzebni są zwłaszcza specjaliści z obszaru technologii takich jak sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe i data science. Jednak równie ważne jak twarde umiejętności są też miękkie kompetencje.

Szukamy osób wszechstronnych. Nie szukamy osób, które są stricte techniczne, bo nasi pracownicy pracują ręka w rękę z klientami, starają się zrozumieć ich potrzeby, zaprojektować i zbudować dla nich właściwe rozwiązania, a potem pomóc je wdrożyć. Dlatego poszukujemy pracowników, którzy – oprócz programowania i ponadprzeciętnych umiejętności technicznych – są też komunikatywni i dobrze zorganizowani – wymienia Krzysztof Pierański.

Netcompany to skandynawska firma, która jest liderem na rynku IT w Europie Północno-Zachodniej. Jej projekty digitalizują połowę Skandynawii. Posiada biura w Wielkiej Brytanii, Danii, Holandii, Norwegii, Wietnamie, a od 2005 roku także w Polsce, gdzie stale się rozwija i inwestuje w potencjał pracowników IT. W warszawskim biurze zatrudnia ponad 540 pracowników. W ubiegłym roku firma zarejestrowała wzrost zatrudnienia na poziomie 35 proc., a w najbliższych latach zamierza ten wynik podwoić.

Jak podkreśla André Rogaczewski, potencjał polskiego rynku IT i wykwalifikowanych specjalistów, których można tu znaleźć, jest ogromny. Dlatego Netcompany zamierza nadal intensywnie się tu rozwijać.

– Zatrudniamy obecnie w Warszawie 540 osób, rośniemy dynamicznie 20 proc. rok do roku od wielu lat. W tym roku urośliśmy o ponad 120 osób i myślę, że ten trend 20-proc. wzrostu utrzyma się również w kolejnych latach – mówi Krzysztof Pierański.

W związku z tym, że firma sukcesywnie powiększa zespół, właśnie przeprowadziła się do nowego budynku w zagłębiu biurowym na warszawskim Mokotowie. W biurowcu P180 przy ul. Puławskiej Netcompany zajmie dwa piętra i stanie się kluczowym najemcą.

Ekoinnowacje w centrum zainteresowania korporacji i start-upów. Polska wyrasta na lidera w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Polska staje się „zielonym” hubem technologicznym Europy Środkowo-Wschodniej. Na tutejszym rynku działa prawie połowa start-upów pozytywnego wpływu, których działalność wiąże się z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ – wynika z danych PFR i Dealroomu. Najlepszych tego typu rozwiązań – w ramach swojego Programu Grantowego – poszukuje ING Bank Śląski, który zapewnia im zastrzyk finansowania, wsparcie eksperckie i pomoc w znalezieniu inwestorów. Pierwsza trójka została już wybrana. – Te rozwiązania mają pozytywny wpływ na środowisko i są naprawdę unikalne na skalę światową – podkreśla Małgorzata Jarczyk-Zuber, odpowiedzialna za obszar ESG i innowacje w ING Banku Śląskim.

– Jest coraz więcej start-upów i młodych naukowców, którzy adresują wyzwania środowiskowe. Oni podchodzą do tego w sposób przedsiębiorczy, szukając w tym również możliwości zarobku. To oznacza, że działam na rzecz planety, ale mogę też się z tego utrzymać i przy okazji robić fantastyczną rzecz dla przyszłych pokoleń – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Jarczyk-Zuber.

Potwierdza to też ubiegłoroczne opracowanie PFR i Dealroomu („Start-upy i ekologia. Jakie zielone rozwiązania tworzą polskie firmy technologiczne?”), z którego wynika, że Polska jest wschodzącym rynkiem ekotech w Europie Środkowo-Wschodniej. Aż 43 proc. start-upów z regionu CEE, które pracują nad rozwiązaniami mającymi redukować efekty zmian klimatu, ma swoją siedzibę właśnie w Polsce.

Co istotne, inwestycje w ekotech są już istotną częścią rynku venture capital. Europejskie start-upy działające w tym sektorze tylko pomiędzy styczniem a sierpniem ub.r. zebrały aż 8,7 mld euro. To sześciokrotnie więcej niż jeszcze w 2016 roku. Eksperci PFR wskazują, że dla większości młodych firm z tej branży miniona dekada była walką o zebranie funduszy potrzebnych na start. To się jednak zmienia w obliczu boomu na zielone inwestycje, a nowa fala finansowania pomoże start-upom przejść z fazy laboratoryjnej na rynek. Taki jest też cel Programu Grantowego zainaugurowanego w tym roku przez ING Bank Śląski.

– Wyzwaniem pierwszej edycji Programu Grantowego ING było, jak zapewnić czystą i dostępną energię. Poszukiwaliśmy rozwiązań zwiększających efektywność energetyczną i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii oraz pozwalających skutecznie radzić sobie z zanieczyszczeniem powietrza. Wpłynęło do nas prawie 200 takich rozwiązań bardzo dobrej jakości. Finalnie wyłoniliśmy 10 finalistów i troje zwycięzców – mówi chief ESG innovation officer w ING Banku Śląskim.

Zwycięzca – start-up DAC – otrzymał zastrzyk finansowania w wysokości 400 tys. zł, który przeznaczy na rozwój i komercjalizację swojego rozwiązania.

Dynamic Air Cooling zaproponował urządzenie, które chłodzi w sposób bardzo efektywny. W niecałe 30 sekund jest w stanie obniżyć temperaturę o 90 stopni, zużywając przy tym o minimum 30 proc. mniej energii i pozostawiając 50 proc. mniej śladu węglowego – mówi Małgorzata Jarczyk-Zuber.

– Chłodzenie jest potrzebne niemal we wszystkich procesach technologicznych: w produkcji plastiku, leków, żywności etc. – mówi Pavel Panasjuk, prezes zarządu Dynamic Air Cooling. – Większość urządzeń, które stosujemy w tej chwili, opiera się na freonach i technologii parokompresji, czyli sprężania i rozprężania pary. Ta technologia jest dość skuteczna, ale wykorzystuje właśnie freony, które są gazami cieplarnianymi. Dlatego trzeba się zastanowić nad alternatywnym rozwiązaniem.

Rozwiązanie DAC nie potrzebuje freonów i zużywa o 30–50 proc. mniej energii elektrycznej. Jest więc ekologiczne i bardziej wydajne.

– Łączymy deeptech, cleantech i hardware. Z punktu widzenia inwestora to najgorsza możliwa kombinacja, bo ma sporo ryzyk i długi czas realizacji, więc trudno pozyskać finansowanie. Natomiast to, że udało się nam uzyskać dodatkowe środki, które już zainwestowaliśmy w rozwój projektu, to dla nas ogromne wsparcie – podkreśla Pavel Panasjuk. – Mamy już kilku zainteresowanych klientów i partnerów, z którymi rozmawiamy nie tylko na temat wdrożenia, ale też skalowania i możliwej produkcji tego urządzenia. Mamy plan badawczo-rozwojowy obliczony na 24 miesiące i za dwa lata nasza technologia powinna już się pojawić na rynku.

Drugie miejsce i nagroda w wysokości 300 tys. zł przypadły rozwiązaniu zgłoszonemu przez Panel Wiatrowy za system pionowych turbin wiatrowych, które produkują zieloną energię, ale mogą też pełnić funkcję ogrodzenia.

Wreszcie trzeci nasz zwycięzca to naukowcy z Politechniki Śląskiej, którzy wynaleźli urządzenie nazwane SWG (Silesian Wind Generator). To turbina wiatrowa z pionową osią obrotu, która może zostać zainstalowana w każdym gospodarstwie domowym – mówi Małgorzata Jarczyk-Zuber.

Zdobywcy trzeciego miejsca na realizację swojego pomysłu dostali grant w wysokości 150 tys. zł. Dodatkowo kapituła przyznała też wyróżnienie o wartości 150 tys. zł dla spółki Luminos Zielona Energia za panele fotowoltaiczne z sześciennych brył, które zwiększają efektywność produkcji energii z promieni słonecznych. Tym samym łączna pula nagród w pierwszej edycji programu grantowego ING Banku Śląskiego wyniosła 1 mln zł.

Zwycięskie start-upy, oprócz nagrody finansowej, otrzymały wsparcie eksperckie w rozwoju swojego pomysłu, mentoring oraz szeroką promocję medialną i szansę nawiązania relacji z potencjalnymi inwestorami.

– Właśnie wystartowała druga edycja programu, w której szukamy rozwiązań z obszaru zrównoważanej produkcji i konsumpcji pozwalających np. obniżyć ilość generowanych odpadów, zapewnić bardziej zrównoważone łańcuchy dostaw czy zmniejszyć skalę marnowania żywności – mówi chief ESG innovation officer w ING Banku Śląskim. – Każdy Polak generuje rocznie ok. 385 kg odpadów. Każdego roku w Polsce marnujemy  w sumie ok. 5 mln ton żywności. Żeby lepiej to sobie wyobrazić, oznacza to, że w każdej sekundzie w koszu na śmieci lądują średnio 184 bochenki chleba. To pokazuje, że zrównoważone produkcja i konsumpcja stanowi naprawdę duże wyzwanie.

Start-upy i naukowcy mogą nadsyłać swoje zgłoszenia do drugiej edycji Programu Grantowego ING do 15 października br. za pośrednictwem formularza online, dostępnego na stronie www.ing.pl/programgrantowy. Na wsparcie najlepszych pomysłów wspierających zrównoważoną konsumpcję i produkcję bank ponownie przeznaczy w sumie 1 mln zł. Ogłoszenie finalistów nastąpi 31 października br., a zwycięzcy zostaną wyłonieni podczas wielkiego finału 1 grudnia br. 

Zgodnie z opublikowaną w połowie ubiegłego roku Deklaracją Ekologiczną bank zamierza przeznaczyć w sumie 5,3 mld zł na sfinansowanie odnawialnych źródeł energii i projektów proekologicznych.

Metawersum coraz silniej oddziałuje na branżę gier. Ich twórcy widzą w tym wiele szans

Metawersum jest w tej chwili jednym z najważniejszych trendów kształtujących branżę gier, to już ważna część strategii wielu dużych firm technologicznych – wskazuje firma analityczna Newzoo. GWI zauważa z kolei, że w 2021 roku aż 84 proc. konsumentów na świecie grało na dowolnym urządzeniu, co oznacza, że w przyszłości koncepcja metawersum może przyciągnąć solidną bazę użytkowników. Jak na razie tylko 33 proc. zna i rozumie koncept tej przestrzeni, ale gamerzy i twórcy treści upatrują dużych korzyści z nią związanych.

 Za kilka lat gaming i metawersum mogą mieć bardzo wiele wspólnego. Już w tej chwili szukamy możliwości, sprawdzamy, co gamerzy mogą zyskać w związku z metawersum i Web 3.0, ale też w drugą stronę – czego społeczność gamingowa może nauczyć branże blockchainowe czy metawersowe, związane z wirtualną rzeczywistością. To są bardzo ciekawe korelacje, bo i jedni, i drudzy będą od siebie wiele wymagać. Gracze będą chcieli przede wszystkim tego, żeby wszystko, co powstaje w metawersum, cały ten ekosystem był zabawny i grywalny, żeby dawał nam wartości, które znamy z tradycyjnego gamingu i e-sportu – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Marks z GamerHash.

Odkąd Mark Zuckerberg przedstawił projekt metawersum – koncepcję wirtualnego świata, stworzonego od podstaw, który ma funkcjonować równolegle z tym rzeczywistym – ten temat budzi coraz większe zainteresowanie. Metawersum jest określane jako kolejna ewolucja internetu albo Web.3.0. Jak wskazuje firma analityczna Newzoo, stał się już ważną częścią strategii wielu dużych firm technologicznych. Również związanych z gamingiem.

– W metawersum będzie mocno rozwijać się zjawisko play-to-earn i play-and-earn, czyli po prostu graj po to, żeby coś zyskać. I nie będą to wyłącznie natywne waluty powstających projektów gamingowych, ale i kryptowaluty. Zawodnicy, wykonując jakieś drobne zadania, sidequesty, równocześnie dobrze się bawiąc, będą mogli zarabiać pieniądze – mówi Joanna Marks.

Metawersum już w tej chwili jest jednym z najważniejszych trendów kształtujących branżę gier. Oprócz Mety (Facebooka) plany stworzenia autorskiego metawersum mają też m.in. Epic Games (pół roku temu firma zarejestrowała już nowy znak towarowy „Epic Games Megaverse”) oraz Microsoft, który przejął w tym celu spółkę Activision Blizzard, posiadającą katalog znanych gier jak Call of Duty i World of Warcraft.

Wirtualne światy rozwijają się równolegle, jest już kilka projektów metawersowych, które mają też swoje natywne waluty funkcjonujące wewnątrz ekosystemu. Więc żeby grać, zawodnik – czy też osoba niezwiązana z gamingiem, ale będąca pasjonatem takich rozwiązań – będzie musiała najprawdopodobniej posiadać walutę danego projektu, żeby się bawić, kupować NFT, rozwiązywać zadania. Z drugiej strony, jeżeli próg wejścia będzie o wiele niższy, to będziemy mogli w metawersum uzyskiwać wiele korzyści, np. w postaci walut tych ekosystemów. Przykładowo w Sandboksie posługujemy się SAND-ami – mówi ekspertka z GamerHash. – To jest coś, co  ciągle się rozwija, czego ciągle się uczymy, to jest proces. I to jest w sumie najbardziej ekscytujące.

Przeprowadzone w tym roku badanie firmy analitycznej GWI („The biggest 2022 trends”) pokazuje, że 51 proc. respondentów jest zainteresowanych zaangażowaniem się w metawersum, ale jednocześnie tylko 33 proc. zna i rozumie koncept tej przestrzeni. Największych korzyści związanych z tym konceptem upatrują natomiast gamerzy i twórcy treści. 43  proc. uważa, że dzięki tej koncepcji gaming stanie się popularniejszy, a 40 proc. – że rozwiną się gry społecznościowe, a 38 proc. – że stanie się przystępniejszy dla nowych grup odbiorców. Zdaniem 33 proc. metawersum stworzy też więcej możliwości finansowych dla graczy. Po 36 proc. respondentów odpowiedziało, że więcej będzie także możliwości dla niezależnych deweloperów gier oraz dla marek, które będą chciały zaangażować się w gaming.

GWI zauważa też, że w III kwartale 2021 roku w globalnej skali aż 84 proc. konsumentów grało w gry na dowolnym urządzeniu, co oznacza, że w przyszłości koncepcja metawersum może przyciągnąć solidną bazę użytkowników. I choć obecnie w gry VR gra tylko ok. 12 proc. konsumentów, to wzrost w tym segmencie jest błyskawiczny – w porównaniu z II kwartałem 2020 roku wyniósł 67 proc. Ta technologia zyskuje na popularności także poza segmentem gier, ponieważ coraz więcej firm eksperymentuje z VR jako alternatywą dla tradycyjnych połączeń konferencyjnych.

Możliwości, jakie dla różnych branż stwarza Web 3.0, były tematem jednego z Thursday Gathering, cyklicznego spotkania dla społeczności innowatorów. W każdy czwartek o godz. 17 Fundacja Venture Café Warsaw i jej partnerzy zapraszają do CIC w Varso przy ulicy Chmielnej 73 na debaty, warsztaty i rozmowy networkingowe w luźnej atmosferze. Spotkania te są bezpłatne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych.

Deficyt wody pitnej coraz bardziej odczuwalny również w Polsce. Bez oszczędzania, większej retencji i recyklingu wody czeka nas katastrofa

Około 2 mld ludzi na świecie nie ma dostępu do wody pitnej, a około 6 tys. dzieci dziennie umiera z powodu chorób związanych ze spożywaniem niedostatecznie oczyszczonej wody – wynika z danych WHO i UNICEF. Wraz z rosnącą liczbą ludności problem z dostępem do wody pitnej będzie się pogłębiał. Niedobory będą odnotowywane nie tylko w Afryce, lecz również w Europie, w tym w Polsce. Skutki z kolei odczują zarówno społeczeństwa, jak i przemysł oraz rolnictwo. Dlatego konieczne jest oszczędzanie wody zarówno przez użytkowników indywidualnych, jak i w skali makro. Ogromne znaczenie mają też retencja i recykling wody. Bez tego czeka nas katastrofa.

Około 71 proc. powierzchni Ziemi jest pokryte wodą, a tylko 2,5 proc. z niej to woda słodka, z czego większość zmagazynowana jest w lodowcach. Wielkość zasobów wody słodkiej na Ziemi szacuje się na 35 mln m³. Jak podaje Polska Fundacja Ochrony Zasobów Wodnych, człowiek wykorzystuje słodką wodę, pochodzącą z wód powierzchniowych i podziemnych, która stanowi niecały 1 proc. całkowitych zapasów wody.

Jak wynika z raportu WHO i UNICEF, w 2020 roku jedna czwarta światowej populacji nie miała w swoich domach dostępu do wody pitnej, a prawie połowa – do urządzeń sanitarnych. Mniej  niż jedna trzecia ludzi miała możliwość umycia rąk wodą i mydłem w swoim miejscu zamieszkania. Problem ten uwidoczniła szczególnie pandemia koronawirusa, podczas której higiena rąk była jednym z kluczowych metod ochrony przed groźnym wirusem. Sytuacja wprawdzie stopniowo się poprawia, ale tempo nie jest wystarczające. Do 2030 roku, zgodnie z prognozami WHO i UNICEF, wciąż ok. 1,6 mld ludzi będzie pozbawionych dostępu do wody pitnej. Sytuacja jest bardzo zróżnicowana regionalnie – najrzadziej ten problem występuje w Ameryce Północnej i Europie, a najczęściej w Afryce Subsaharyjskiej. To jednak nie oznacza, że problem ten nie dotyczy naszego kontynentu, w tym Polski.

Nie powinno się stawiać pytania, czy wody będzie brakowało, tylko: kiedy i ile nam zabraknie. Do 2030 roku będziemy mieć do czynienia z 50 mln uchodźców, którzy będą uciekali z obszarów, gdzie nie będzie już wody – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Bonter, prezes zarządu firmy Xylem Water Solutions Polska zajmującej się technologiami, które usprawniają sposób wykorzystania wody, jej oszczędzanie oraz ponowne wykorzystanie. – Dodatkowo na temat braku wody można powiedzieć, że to my za to odpowiadamy i jednocześnie możemy wiele rzeczy zrobić, żeby wody nie brakowało.

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych wraz z rosnącą populacją (do 9,8 mld osób w 2050 roku) globalne zapotrzebowanie na wodę wzrośnie o 20–30 proc. do 2050 roku. Jeżeli kraje nie wdrożą programów ochrony zasobów wodnych na większą skalę, to problem z dostępem do słodkiej wody będzie dotyczyć nie tylko pustynnych rejonów, ale także m.in. Europy, w tym krajów rejonu Morza Śródziemnego, Cypru, Malty i Hiszpanii. W tych krajach braki może odczuwać rolnictwo. Z raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych pt. „Wartość wody” za większość zużycia zasobów słodkiej wody (69 proc.) odpowiada rolnictwo i produkcja żywności.

 Pod kątem źródeł czystej wody Polska jest w Europie na czwartym miejscu od końca, więc w naszym kraju sytuacja jest jeszcze gorsza niż w innych. Na pewno musimy jako mieszkańcy wywierać wpływ na wszystkie instytucje, żeby wprowadzały zasady oszczędzania wody i dbały o zasoby wody w Polsce. W tej chwili określa się, że około 60 proc. Polski leży w obszarach z niedoborem wody. Nie jest tak, że tej wody nie ma, ale mogą występować niedobory. Weźmy na przykład 2019 rok, kiedy w Warszawie Wisła zmieniła się z dużej rzeki w strumyk – przypomina Rafał Bonter. 

Polska to jeden z najuboższych w wodę krajów europejskich. Średnio na Starym Kontynencie na jednego człowieka przypada 5,1 tys. m3 wody rocznie, a w naszym kraju to zaledwie 1,7 tys. m3. Rok hydrologiczny, zakończony w listopadzie ub.r., był w opinii ekspertów Wód Polskich okresem ekstremalnych zjawisk. Na jesieni mieliśmy do czynienia z niespotykaną o tej porze roku od ponad 80 lat powodzią, ale susza w ciągu roku utrzymywała się przede wszystkim w północno-zachodnich regionach kraju. W wielu rzekach utrzymywały się niskie stany wody. Rok hydrologiczny zakończony w listopadzie ub.r. zamknął bilans wodny korzystnie jedynie w obszarze dorzecza Wisły oraz niekorzystnie dla dorzecza środkowej i dolnej Odry oraz rzek Przymorza, zlewni Warty i Noteci na północy kraju.

Poprawę sytuacji może przynieść lepsze zarządzanie wodą, zarówno w perspektywie mikro, jak i makro.

– To, co możemy zrobić jako mieszkańcy, to możemy oszczędzać wodę w domach – podkreśla prezes Xylem. – Po pierwsze, nie zużywajmy tyle wody, ile do tej pory. Mimo że w ciągu ostatnich 20 lat kupiliśmy bardzo dużo wodooszczędnych urządzeń, zużycie wody na jednego mieszkańca w Polsce nie zmieniło się, czyli zużywamy tyle samo wody, co 20 lat temu. W 2021 roku w kilku mniejszych miastach brakowało wody: były ograniczenia w dostawach wody do mieszkańców i problemy z podlewaniem ogródków. Dalsze scenariusze są takie, że będzie nam brakowało wody jako mieszkańcom, a co gorsza, będzie nam brakowało wody do przemysłu i do produkcji żywności. Jeśli pozostaniemy bierni, za chwilę będziemy mieli tego typu sytuacje znacznie częściej.

Znacznie więcej jest do zrobienia z perspektywy państwa, samorządów i wodociągów.

Wody Polskie mają kilka bardzo interesujących projektów. Najważniejszą kwestią jest retencja, czyli ilość wody, którą zostawiamy w środowisku, Ona w tej chwili jest na poziomie 6,5 proc. w Polsce, podczas gdy w Hiszpanii jest to 40 proc. – mówi Rafał Bonter. – Jeżeli pozwalamy wodzie „uciec” z danego obszaru, ona spływa do rzek, a dalej do mórz, skąd słona woda nie jest już do wykorzystania. Im więcej pozostawimy wody w środowisku lokalnym, tym mniejsze będziemy mieć kłopoty.

Zasilanie opadem jest niezwykle istotne dla odbudowy zasobów wodnych (szczególnie po notowanych w ostatnich latach suszach). Ubiegłoroczne deficyty opadów m.in. w województwie zachodniopomorskim, pomorskim i wielkopolskim doprowadziły do powstania suszy hydrogeologicznej. Lokalnie pojawiały się trudności w eksploatacji płytkich ujęć wód podziemnych, w tym indywidualnych studni gospodarskich. Niski poziom wód podziemnych stwarza zagrożenie także dla komunalnych lub przemysłowych ujęć ujmujących pierwszy poziom wodonośny. Ze statystyk Wód Polskich wynika, że obecnie zatrzymujemy zaledwie 6,5 proc. odpływających wód, czyli około 4 mld m3 wody rocznie, podczas gdy moglibyśmy zatrzymywać 15 proc. z niemal 62 mld m3 wody rocznie.

W Polsce przybywa samorządów, które – świadome możliwej katastrofy – wdrażają rozwiązania zmierzające do poprawy sytuacji. Z częścią z nich przy zarządzaniu wodą współpracuje właśnie firma Xylem.

 Znamy wiele miast i spotkaliśmy się z wieloma prezydentami, którzy mają wspaniałe pomysły co do zarządzania siecią wody czystej, jak i brudnej, czyli ściekami. Współpracujemy z Warszawą oraz Politechniką Warszawską nad projektem przyszłościowym, w jaki sposób ograniczyć zużycie wody albo jej straty. Są też inne miasta, które myślą w podobny sposób, ale realizują to inaczej. Bydgoszcz, której też jesteśmy partnerem, ma znakomity pomysł wykorzystania do celów miejskich wody opadowej, zwanej szarą, po odpowiednim oczyszczeniu – mówi ekspert.

Jak podkreśla, w całym procesie oszczędzania zasobów recykling wody jest niezbędnym warunkiem.

 Takie rozwiązania są już wprowadzane. Malta i Cypr wykorzystują odpowiednio 90 i 60 proc. ścieków oczyszczonych do powtórnego wykorzystania w przemyśle. Jako firma Xylem bierzemy w tym udział. Chcemy być prekursorem w Polsce pod względem recyklingu ścieku oczyszczonego w ramach zamkniętego obiegu wody – wyjaśnia Rafał Bonter.

Interfejs mózg–komputer będzie testowany na ludziach jeszcze w tym roku. Technologii towarzyszą jednak wątpliwości natury etycznej

Interfejsy łączące mózg z komputerem mają pomóc w leczeniu chorób psychicznych i neurologicznych. Elon Musk zaprezentował już wyniki testów takiego rozwiązania – Neuralink – na zwierzętach, teraz przymierza się do sprawdzenia jego działania na ludziach. Podobne technologie rozwijają również konkurencyjne firmy. Tymczasem wdrażaniu takich rozwiązań towarzyszy szereg wątpliwości etycznych, związanych chociażby z bezpieczeństwem danych wrażliwych. Zdaniem analityków rynek technologii interfejsów mózg–komputer czeka jednak w najbliższych latach dynamiczny rozwój. Do końca przyszłej dekady przychody tej branży mają się czterokrotnie zwiększyć.

– Elon Musk zaproponował już światu co najmniej kilka bardzo ciekawych rozwiązań, z których część widzimy, a część pozostaje w przestrzeni spekulacji. Projekt Neuralink jest rozwijany w tajemnicy i dotyczy interfejsu mózg–maszyna, czyli możliwości odczytywania myśli, ale też pracy bezpośrednio na mózgu poprzez wszczepienie chipa – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. Aleksandra Przegalińska, prorektorka ds. współpracy z zagranicą i ESR w Akademii Leona Koźmińskiego.

W kwietniu Elon Musk zaprezentował pierwsze wyniki badań nad chipami Neuralink. Podczas pokazu wyników eksperymentu małpa z wszczepionymi po obu stronach mózgu chipami grała na komputerze w pingponga, używając do tego tylko umysłu. Zgodnie z zapowiedziami start-up ma rozpocząć testy na ludziach jeszcze w tym roku. Choć właściciel firmy informuje, że rozwiązanie może pomóc na przykład w leczeniu depresji, to ta technologia budzi duże kontrowersje.

– Jeżeli Elon Musk ma ambicje, żeby wprowadzić na rynek interfejs mózg–maszyna i obiecuje, że będzie to mieć różne zastosowania medyczne, to niech powie o tym, jakie będzie bezpieczeństwo danych, które takie urządzenie będzie zbierać, i czy my nie będziemy podlegać nadzorowi. Bardzo mocno wsłuchuję się w krytyczne głosy i myślę, że one pozwalają wprowadzić pewnego rodzaju balans między tym, że chcemy być innowacyjni, tworzyć nowe rozwiązania, a tym, że jednak musimy stać na straży pewnych wartości – podkreśla Aleksandra Przegalińska.

Tymczasem w lipcu zgodę Agencji ds. Żywności i Leków na prowadzenie testów na ludziach otrzymała firma konkurencyjna względem Neuralink. Synchron chce wszczepiać ludziom w mózgi urządzenie Stentrode. Ma ono pozwolić sparaliżowanym osobom obsługiwać urządzenia elektroniczne. Stentdrode ma być wszczepiane metodą mało inwazyjną – poprzez naczynia krwionośne. Firma zapowiada, że technologia stanie się dostępna w okresie najbliższych trzech–pięciu lat. Zarówno Neuralink, jak i Synchron chcą wykorzystywać swoje rozwiązania u osób chorych.

– Takie rozwiązania nie mają specjalnie zastosowań dla osób zdrowych. W zeszłym roku firma pokazała jednak w prototypowy sposób, jak to urządzenie mogłoby odpowiadać za to, żeby puszczać muzykę bezpośrednio do mózgu. To są komercyjne zastosowania, które dla niektórych mogą być istotne lub robić na nich duże wrażenie. Ja bym się ich jednak bardziej obawiała, niż widziała dla nich zastosowanie w przypadku osób zdrowych – ocenia naukowczyni.

Naukowcy z Wydziału Filozofii i Studiów Religijnych North Carolina State University opublikowali w ubiegłym roku wyniki przeglądu literatury przedmiotu w kwestii etycznych aspektów technologii interfejsów mózg–komputer (BCI). Najczęściej wymieniane w dyskusji akademickiej kwestie etyczne to m.in. bezpieczeństwo użytkownika i danych wrażliwych czy bilans ryzyka i korzyści. Kwestia bezpieczeństwa użytkownika koncentrowała się na jego potencjalnych bezpośrednich obrażeniach fizycznych, gdyby technologia miała zawieść. Etycy, którzy prowadzili badania na ten temat, dyskutowali również o nieznanych skutkach ubocznych BCI, w tym o psychicznych i fizycznych kosztach korzystania z technologii.

Eksperci rozmaitych dziedzin chcą znać jej szczegóły i myślę, że mają absolutną rację. Takie rozwiązania muszą być moim zdaniem efektem współpracy międzynarodowej i polem dialogu. To są zbyt poważne rzeczy, żeby je zostawić bardzo małej grupie. Liczyłabym na otwartość firmy Muska na to, żeby pokazywać, co właściwie się tam dzieje, i w pełni transparentnie działać. To są projekty, które mogą po prostu zmienić bieg ludzkości – przekonuje prorektorka ds. współpracy z zagranicą i ESR w Akademii Leona Koźmińskiego.

Według Allied Market Research światowy rynek technologii BCI osiągnął w 2020 roku wartość niemal 1,5 mld dol. Do 2030 roku przychody tej branży mają wzrosnąć do poziomu 5,5 mld dol.

Technologiczne kierunki studiów przeżywają oblężenie. Budowanie kadr kluczowe dla rozwoju branży

Polskie uczelnie kształcą rokrocznie ponad 110 tys. absolwentów kierunków naukowo-technicznych. Największą popularnością cieszą się informatyka, cyberbezpieczeństwo i inne kierunki powiązane z sektorem ICT, który ma duży wkład w rozwój krajowej gospodarki. Wymaga jednak nieustannego kształcenia nowych kadr oraz wyrównywania poziomu wiedzy i umiejętności zgodnie z globalnymi standardami. Temu właśnie służy program ICT Academy i towarzyszący mu konkurs ICT Competition, który organizuje Huawei. 

– Wdrożenie najnowszych technologii chmurowych, telekomunikacyjnych, jak 5G, a za jakiś czas 6G, a do tego sztucznej inteligencji znacząco poprawi wydajność procesów biznesowych. Ale koniec końców potrzebne będą umiejętności pozwalające wyniki analiz przypisać potrzebom konsumentów i pracowników. W takim świecie kluczowe będzie posiadanie kompetencji zarówno inżynierskich, jak i biznesowych oraz miękkich, personalnych. Trzon kompetencji przyszłości dotyczyć będzie przede wszystkim zdolności łączenia wiedzy z obszarów automatyki, mechatroniki, robotyki, chmury oraz programowania. Ważne będą jednak również takie zdolności jak myślenie analityczne, rozwiązywanie problemów, ale też gotowość do ciągłego uczenia się i odważnego podejmowania decyzji – mówi agencji Newseria Biznes Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska.

Sektor ICT to w dużym skrócie technologie obejmujące przesyłanie, gromadzenie i przetwarzanie danych w formie elektronicznej. To istotne o tyle, że – jak wynika z raportu opracowanego dla byłego Ministerstwa Cyfryzacji – polska gospodarka jest silnie uzależniona od przepływu danych elektronicznych, które generują ok. 46 proc. krajowego PKB. Dane GUS pokazują, że sektor ICT jest istotny nie tylko z punktu widzenia lokalnych gospodarek, ale i tej krajowej. W 2019 roku działało w nim prawie 2,4 tys. firm, z których trzy czwarte zajmowało się usługami IT. Liczba osób pracujących w sektorze ICT przekraczała 260,7 tys., a wartość przychodów netto ze sprzedaży w tym sektorze wyniosła 170,3 mld zł i w skali roku zwiększyła się o 7,6 proc. Rozwój tego sektora wymaga jednak nieustannego kształcenia nowych kadr, rozwijania talentów, a także wyrównywania poziomu wiedzy i umiejętności zgodnie z globalnymi standardami.

– Jako Huawei bierzemy aktywny udział w kreowaniu cyfrowych kompetencji na polskim rynku, współpracując z wieloma polskimi uczelniami, m.in. Politechniką Warszawską, Politechniką Poznańską, Akademią Górniczo- Hutniczą czy Uniwersytetem Łódzkim. Rozwijamy we współpracy z nimi laboratoria badawcze, a także oferujemy certyfikowane kursy dla naukowców i studentów – wymienia Ryszard Hordyński.

 ICT, czyli technologie informacyjne i komunikacyjne, to jest podstawa dla wielu dziedzin, zarówno informatycznych, jak i wywodzących się tradycyjnie z telekomunikacji. Współcześnie właściwie wszyscy, którzy chcą zostać inżynierami, zajmować się komunikacją i wymianą danych, będą pracować w obszarze ICT. Mogą to być zarówno elektronicy, teleinformatycy, specjaliści ds. telekomunikacji, jak i informatycy specjalizujący się w tym obszarze czy wreszcie fachowcy od sztucznej inteligencji, którzy opracowują algorytmy na potrzeby tego rodzaju komunikacji. Z punktu widzenia kształcenia młodych ludzi jest to jeden z najbardziej obiecujących kierunków przyszłości – mówi dr hab. inż. Piotr Zwierzykowski z Wydziału Informatyki i Telekomunikacji Politechniki Poznańskiej.

Związane z sektorem ICT kierunki studiów cieszą się rekordową popularnością wśród przyszłych studentów. Z danych GUS wynika, że krajowe uczelnie kształcą rokrocznie ponad 110 tys. absolwentów kierunków naukowo-technicznych, co daje Polsce czwarte miejsce w UE, na poziomie krajów Europy Północnej. Ta popularność w dużej mierze wynika z uwarunkowań rynku pracy: szacuje się, że w naszym kraju już w tej chwili brakuje ok. 50 tys. informatyków, a zgodnie z przyjętą niedawno „Polityką dla rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce” na krajowym rynku szybko będzie wzrastać też zapotrzebowanie na specjalistów AI.

Zainteresowanie jest ogromne, informatyka jest w tej chwili najbardziej pożądanym kierunkiem studiów, tutaj mamy najwięcej kandydatów. Oczywiście musimy zrobić selekcję, więc na uczelnię dostaje się niecałe 10 proc. z nich, natomiast wszystkie kierunki związane ze sztuczną inteligencją, cyberbezpieczeństwem czy hardware’em i software’em są bardzo mocno oblężone – mówi prof. dr hab. inż. Michał Wieczorowski, prorektor Politechniki Poznańskiej ds. rozwoju i współpracy z gospodarką.

Jak podkreśla, Politechnika Poznańska aspiruje do miana krajowego centrum sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa i technologii ICT. Kształcenie w tych kierunkach w dużej mierze opiera się na współpracy międzynarodowej, bo uczelnia współpracuje m.in. z uniwersytetami w Stanach Zjednoczonych czy Indiach.

– Staramy się też wysyłać studentów na inne uniwersytety w całej Europie w ramach programu Erasmus. Jesteśmy w tej chwili globalną wioską i poznanie tej globalnej specyfiki jest bardzo istotne – mówi prof. Michał Wieczorowski.

– Politechnika dostarcza kadry, które mogą zasilać struktury miejskie, jak i biznes funkcjonujący w metropolii poznańskiej, z którego usług korzystamy przy okazji realizowania różnych projektów opartych na rozwiązaniach technologicznych. Dlatego ta podaż wysoko wykwalifikowanych kadr na lokalny rynek jest bardzo istotna z punktu widzenia miasta – dodaje Michał Łakomski, dyrektor Biura Cyfryzacji i Cyberbezpieczeństwa w UM Poznania.

Kształcenie wykwalifikowanych kadr jest bardzo istotne także z punktu widzenia biznesu. Dlatego coraz częściej firmy angażują się w ten proces, współpracując ze szkołami wyższymi, ale też inicjują autorskie programy szkoleniowe.

W Polsce młodzi ludzie mają ogromny pęd do wiedzy, co potwierdzają też badania. Jak wynika z raportu OECD, 43 proc. Polaków ukończyło szkołę wyższą. Dla porównania w Niemczech i Czechach współczynnik ten wynosi 33 proc. – mówi dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska. – Najważniejsze jest jednak to, że młodzi Polacy nie chcą być tylko odbiorcami technologii, ale jej współkreatorami. Młodym innowatorom należy dawać nie tylko wsparcie finansowe, ale przede wszystkim mentoringowe, by wiedzę techniczną zdobytą na studiach mogli oni przekuć w działania biznesowe, by wiedzieli, jak sprzedać rynkowi swoje innowacyjne pomysły. I to właśnie robimy w ramach takich inicjatyw jak ICT Competition i ICT Academy.

W ramach programu ICT Academy globalny gigant zamierza w ciągu najbliższych trzech lat przeszkolić w Europie Środkowo-Wschodniej i Skandynawii ponad 18 tys. studentów w zakresie umiejętności cyfrowych nowej generacji. Studenci, którzy biorą udział w projekcie, otrzymują dostęp do kilku poziomów szkoleń m.in. z obszaru 5G, Big Data, sztucznej inteligencji czy chmury obliczeniowej. Najlepsi w przyszłości mogą też znaleźć pracę w warszawskim centrum badawczo-rozwojowym Huaweia, skupionym na nowych technologiach. Częścią tej inicjatywy jest konkurs ICT Competition. W ostatniej edycji w międzynarodowym finale konkursu wzięła udział polska reprezentacja, składająca się ze studentów Politechniki Poznańskiej, którzy zmierzyli się z ponad setką innych zespołów.

Taki konkurs jest dla studentów pod wieloma względami nieoceniony. Przede wszystkim daje im możliwość sprawdzenia samych siebie i przekonania się, czego się nauczyli. Po drugie, mają możliwość rywalizowania ze studentami z innych krajów, a przy tym mogą się przekonać, jak będzie wyglądać ich przyszła praca – dodaje prof. Michał Wieczorowski.

Konkurs Huawei ICT Competition do tej pory przyciągnął ponad 40 tys. uczestników z ponad 800 uniwersytetów i szkół wyższych w 32 krajach.

– Konkurs ICT Competition pozwolił mi zweryfikować moje umiejętności w porównaniu z rówieśnikami z całego świata. Natomiast w Akademii ICT rozwinąłem swoje umiejętności sieciowe, zdałem wiele certyfikatów z zakresu routingu, switchingu, accessu sieci dostępowych na poziomie associate i professional. To będzie procentowało przez całe życie – mówi Krystian Śmigrodzki, laureat konkursu.

– Udział w Huawei ICT Competition pozwolił mi rozwijać moje zainteresowanie sieciami komputerowymi związane ze studiami teleinformatycznymi. Część szkolenia pokrywała się też z programem studiów, więc to wszystko bardzo dobrze się razem złączyło, umożliwiając mi rozwój dalszej kariery – mówi inny z laureatów, Bartosz Krakowiak.

Widzenie komputerowe rozpoznaje po korze każde pojedyncze drzewo. Może to pomóc skutecznie walczyć z procederem nielegalnej wycinki

Jedna trzecia drewna w światowym obrocie pochodzi z nielegalnej wycinki – alarmują autorzy raportu ONZ. Dzięki technologii widzenia komputerowego można jednak zidentyfikować indywidualne cechy każdego drzewa i śledzić jego drogę w łańcuchu dostaw. Dzięki temu łatwiej będzie wykryć próby wprowadzenia na rynek nielegalnie pozyskanego surowca. Technologia ta ma moc identyfikowania także innych roślin, dzięki czemu może znaleźć zastosowanie również w przemyśle spożywczym – do tego, by klient mógł zweryfikować pochodzenie produktu na półce.

Rocznie wycinamy 15 mld drzew, a sadzimy ich 10 mld. Różnica jest więc duża. W obrocie drewnem i produktami drewnianymi około 30 proc. towarów pochodzi z drzew, które zostały wycięte nielegalnie. I to jest olbrzymi problem, nie tylko pod względem przestępczości, tylko też pod względem ochrony środowiska naszej planety – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Swapan Chaudhuri z Deeplai.

Raport Banku Światowego i dane Interpolu wskazują, że proceder nielegalnej wycinki ma wartość ok. 150 mld dol. rocznie. W niektórych krajach przestępcy, często ze zorganizowanych grup, odpowiadają za ponad 90 proc. procesu wycinania lasów tropikalnych. Proceder ten ma nie tylko skutki gospodarcze, lecz także społeczne i ekologiczne. Walka z nim jest o tyle utrudniona, że często ma on charakter transgraniczny.

 Walczymy z ociepleniem klimatu, walczymy z tym, co zaniedbaliśmy w przeszłości jako ludzie. Jednak jeżeli popatrzymy na to, czy śledzimy i weryfikujemy grupy, które się zajmują nielegalną wycinką drzew, to odpowiedź na dzisiaj jest: chcemy to robić, ale wysiłku za bardzo nie widać – ocenia Swapan Chaudhuri. – Nasz system idzie w tym kierunku, żeby dać narzędzie do zidentyfikowania każdego pojedynczego drzewa.

Rozwiązaniem umożliwiającym identyfikowanie pochodzenia drewna jest dostarczane przez Deeplai narzędzie ProductFingerprint. Technologia oparta jest na widzeniu komputerowym i przetwarzaniu zebranych danych w postaci obrazów przez algorytmy sztucznej inteligencji. Metoda działa na podstawie schematów wykorzystywanych w kryminalistyce.

– Drzewa mają unikatowe linie papilarne. Ich analizę można przeprowadzać, badając zarówno słoje, jak i korę. System obejmuje zeskanowanie w formacie 3D każdego drzewa w lesie i wysłanie obrazu. My ten obraz rozkładamy do odpowiedniego formatu i później, po analizie kory w całym łańcuchu dystrybucji drewna, jesteśmy w stanie wskazać, czy dany bal drewniany jest tym pochodzącym z danej wycinki, z danego lasu. Zdjęcie ma jeszcze w sobie metadane geoczasowe, więc wiemy dokładnie, w którym dniu, o której godzinie, w którym lesie to drzewo zostało ścięte – wyjaśnia ekspert.

Rozwiązanie gromadzi dane w chmurze, więc dostęp do informacji o pochodzeniu drewna można uzyskać praktycznie z każdego miejsca na świecie. Co istotne, baza danych jest aktualizowana w czasie rzeczywistym przez wszystkich uczestników łańcucha dostaw, więc użytkownik systemu od razu wie, co w danym momencie dzieje się z surowcem. Kontrola legalności wycinki drzew jest jednak tylko jednym z wielu możliwych zastosowań technologii widzenia komputerowego.

Jeżeli popatrzymy na skórę owocu – jabłka czy pomarańczy – to dla nas te owoce są jednakowe. Dla widzenia komputerowego każdy owoc, każda sztuka jest inna. Analiza poszczególnych elementów, poszczególnych punktów na skórze pozwala nam zidentyfikować i stworzyć unikalny kod kreskowy dla każdej sztuki. Wszyscy konsumenci chcieliby wiedzieć dużo o produkcie, który chcą kupić, i mieć pewność, że dane jabłko rzeczywiście jest organiczne, a nie tylko została na nim umieszczona naklejka odpowiedniej firmy – mówi Swapan Chaudhuri.

Według analityków MarketsandMarkets światowy rynek technologii widzenia komputerowego w robotyce osiągnie w 2021 roku przychody sięgające 11 mld dol. Do 2026 roku kwota ta wzrośnie do 15,5 mld dol.

Widzenie komputerowe było tematem prelekcji podczas jednego z Thursday Gathering, cyklicznych spotkań dla społeczności innowatorów, które co tydzień w czwartkowe popołudnia odbywają się w Varso przy ulicy Chmielnej w Warszawie z inicjatywy Fundacji Venture Café Warsaw. 

- Advertisement -spot_img

Latest News

Obiekty biurowe coraz bardziej innowacyjne. Królują rozwiązania proekologiczne i ułatwienia dla pracowników

Inteligentne rozwiązania będą coraz mocniej widoczne w powierzchniach biurowych. Różnego typu aplikacje, systemy i sieci sensorów oraz algorytmy przetwarzające zbierane dane pozwalają łatwo zarządzać nie tylko poszczególnymi pomieszczeniami czy biurami, ale i całymi budynkami. Bardzo często te ułatwienia są nakierowane na wsparcie funkcjonowania pracowników w przestrzeni biurowej, ale mocnym trendem jest również wykorzystanie rozwiązań proekologicznych. Pandemia COVID-19 wymusza na deweloperach i najemcach inwestycje w kolejne innowacyjne funkcjonalności.

Coraz więcej firm decyduje się na wynajęcie powierzchni biurowych w nowoczesnych budynkach. Często są to biurowce zwane inteligentnymi. Za pomocą setek, a nawet tysięcy czujników wpiętych w systemy komputerowe kontrolują  zużycie prądu, wody, nawiewy, klimatyzację czy dostęp do pomieszczeń i garaży. Deweloperzy stosują coraz bardziej  nowoczesne rozwiązania.

– Różnego typu technologie pomagają w utrzymaniu i zarządzaniu nie tylko powierzchnią biurową najemcy, lecz także całym budynkiem – mówi agencji Newseria Biznes Karol Wyka, dyrektor ds. wynajmu HB Reavis Poland, spółki zarządzającej biurami m.in. w warszawskich obiektach Varso Place, Forest czy West Station I–II.

Nowoczesne rozwiązania to nie tylko sposób na efektywniejsze zarządzanie biurowcami, ale przede wszystkim udogodnienia dla pracujących w nich ludzi. Każdy pracownik znajdujący się w biurowcu może np. pobrać aplikację, dzięki której dowie się, co się dzieje w innym miejscu w biurze, zamówi jedzenie do swojej firmy z lokali w budynku czy wyśle zapraszający kod QR, który jego goście będą mogli wykorzystać do wejścia zamiast plastikowej karty.

– Dzięki telefonowi pracownik jest w stanie otwierać drzwi, przywołać windę czy też wjeżdżać do garażu. Nie musimy mieć przy sobie karty, większość rzeczy jesteśmy w stanie załatwić telefonem – tłumaczy Karol Wyka.

Stosowany przez HB Reavis system Symbiosy pozwala na analizę zachowań w miejscu pracy. Sensory stosowane w obiektach umożliwiają przykładowo liczenie osób wchodzących do biura i wychodzących z niego. W przypadku czytników kart sensorycznych można badać np. interakcje między danymi działami firmy, co na podstawie częstotliwości spotkań pokaże np., jak pracownicy działu sprzedaży współpracują z działem marketingu. Pomaga to także efektywniej wykorzystywać sale konferencyjne i planować spotkania.

– Niektóre sale są zajęte zawsze od rana do godziny 12.00 i może się wydawać, że jest ich za mało. Natomiast office manager, mając bazę wiedzy zbudowaną na danych z sensorów, jest w stanie lepiej zapanować nad pracą biura. W przypadku naszych budynków aplikacje są innowacją, która gości w większości z nich, a w szczególności w nowych obiektach – mówi dyrektor ds. wynajmu HB Reavis Poland.

Dane zbierane z sensorów pozwalają także wdrażać rozwiązania, działania, które pozytywnie wpływają na zdrowie pracowników i efektywność ich pracy.

– Symbiosy to zestaw sensorów, którym może być oplecione całe biuro i dzięki którym wiemy, że przykładowo w danej sali konferencyjnej jest zbyt duże stężenie dwutlenku węgla. Nie dziwi więc, że w takiej sali większość uczestników spotkania jest śpiąca. Sensor to wyłapuje i możemy albo przewietrzyć pomieszczenie, jeśli mamy uchylne okna, albo specjalny system wentylacji jest w stanie przepompować z innej części biura świeże powietrze – wyjaśnia Karol Wyka.

Jak podkreśla, gros wdrażanych w nowoczesnych biurowcach rozwiązań ma związek z ekologią i oszczędzaniem energii i wody. Ten aspekt jest coraz ważniejszy zarówno dla najemców, jak i deweloperów. Świadczy o tym chociażby popularność zielonych certyfikatów dla budynków (np. BREEAM czy LEED), a co za tym idzie projektowanie zeroemisyjnych biurowców naszpikowanych innowacjami.

– Wśród ciekawych rozwiązań innowacyjnych, które wpływają na ekologię, jest system odzyskiwania energii w windach – mówi dyrektor ds. wynajmu HB Reavis Poland. – Przy hamowaniu winda odzyskuje energię, którą może wykorzystać.

System odzyskiwania energii kinetycznej podczas hamowania (KERS) jest stosowany od wielu lat w bolidach Formuły 1.

– Kolekcjonowana jest woda z deszczu, woda tzw. brudna, która jest potem wykorzystywana do podlewania zielonych przestrzeni w budynkach – wymienia ekspert. – Również system BMS, Buliding Management System, który służy do zarządzania budynkiem, powinien być jak najnowszy i najbardziej innowacyjny. On również wpływa na tematy ekologiczne. Przykładowo system żaluzji, które są sterowane przez BMS, jest w stanie wygenerować oszczędności w zużyciu energii. Podobnie jak klimakontaktrony, czyli urządzenia, które przy otwieraniu okien czy rozszczelnieniu paneli wentylacyjnych wyłączają system klimatyzacji i wentylacji w danym pomieszczeniu.

Zdaniem eksperta przyszłość tego sektora rynku nieruchomości będzie się opierać na dalszym unowocześnianiu sposobów zarządzania przestrzenią.

Jeśli chce się podążać za wyznaczonymi trendami, trend innowacji jest bardzo istotny. Już projektując biura kilka lat temu, przewidzieliśmy, że tematy związane z ekologią, które w tej chwili są bardzo istotne, należy wprowadzić do aplikacji budynkowych – mówi Karol Wyka. – COVID-19 tylko wzmocnił ten trend.

- Advertisement -spot_img