czwartek, 19 maja, 2022

Technology

Deficyt wody pitnej coraz bardziej odczuwalny również w Polsce. Bez oszczędzania, większej retencji i recyklingu wody czeka nas katastrofa

Około 2 mld ludzi na świecie nie ma dostępu do wody pitnej, a około 6 tys. dzieci dziennie umiera z powodu chorób związanych ze spożywaniem niedostatecznie oczyszczonej wody – wynika z danych WHO i UNICEF. Wraz z rosnącą liczbą ludności problem z dostępem do wody pitnej będzie się pogłębiał. Niedobory będą odnotowywane nie tylko w Afryce, lecz również w Europie, w tym w Polsce. Skutki z kolei odczują zarówno społeczeństwa, jak i przemysł oraz rolnictwo. Dlatego konieczne jest oszczędzanie wody zarówno przez użytkowników indywidualnych, jak i w skali makro. Ogromne znaczenie mają też retencja i recykling wody. Bez tego czeka nas katastrofa.

Około 71 proc. powierzchni Ziemi jest pokryte wodą, a tylko 2,5 proc. z niej to woda słodka, z czego większość zmagazynowana jest w lodowcach. Wielkość zasobów wody słodkiej na Ziemi szacuje się na 35 mln m³. Jak podaje Polska Fundacja Ochrony Zasobów Wodnych, człowiek wykorzystuje słodką wodę, pochodzącą z wód powierzchniowych i podziemnych, która stanowi niecały 1 proc. całkowitych zapasów wody.

Jak wynika z raportu WHO i UNICEF, w 2020 roku jedna czwarta światowej populacji nie miała w swoich domach dostępu do wody pitnej, a prawie połowa – do urządzeń sanitarnych. Mniej  niż jedna trzecia ludzi miała możliwość umycia rąk wodą i mydłem w swoim miejscu zamieszkania. Problem ten uwidoczniła szczególnie pandemia koronawirusa, podczas której higiena rąk była jednym z kluczowych metod ochrony przed groźnym wirusem. Sytuacja wprawdzie stopniowo się poprawia, ale tempo nie jest wystarczające. Do 2030 roku, zgodnie z prognozami WHO i UNICEF, wciąż ok. 1,6 mld ludzi będzie pozbawionych dostępu do wody pitnej. Sytuacja jest bardzo zróżnicowana regionalnie – najrzadziej ten problem występuje w Ameryce Północnej i Europie, a najczęściej w Afryce Subsaharyjskiej. To jednak nie oznacza, że problem ten nie dotyczy naszego kontynentu, w tym Polski.

Nie powinno się stawiać pytania, czy wody będzie brakowało, tylko: kiedy i ile nam zabraknie. Do 2030 roku będziemy mieć do czynienia z 50 mln uchodźców, którzy będą uciekali z obszarów, gdzie nie będzie już wody – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Bonter, prezes zarządu firmy Xylem Water Solutions Polska zajmującej się technologiami, które usprawniają sposób wykorzystania wody, jej oszczędzanie oraz ponowne wykorzystanie. – Dodatkowo na temat braku wody można powiedzieć, że to my za to odpowiadamy i jednocześnie możemy wiele rzeczy zrobić, żeby wody nie brakowało.

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych wraz z rosnącą populacją (do 9,8 mld osób w 2050 roku) globalne zapotrzebowanie na wodę wzrośnie o 20–30 proc. do 2050 roku. Jeżeli kraje nie wdrożą programów ochrony zasobów wodnych na większą skalę, to problem z dostępem do słodkiej wody będzie dotyczyć nie tylko pustynnych rejonów, ale także m.in. Europy, w tym krajów rejonu Morza Śródziemnego, Cypru, Malty i Hiszpanii. W tych krajach braki może odczuwać rolnictwo. Z raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych pt. „Wartość wody” za większość zużycia zasobów słodkiej wody (69 proc.) odpowiada rolnictwo i produkcja żywności.

 Pod kątem źródeł czystej wody Polska jest w Europie na czwartym miejscu od końca, więc w naszym kraju sytuacja jest jeszcze gorsza niż w innych. Na pewno musimy jako mieszkańcy wywierać wpływ na wszystkie instytucje, żeby wprowadzały zasady oszczędzania wody i dbały o zasoby wody w Polsce. W tej chwili określa się, że około 60 proc. Polski leży w obszarach z niedoborem wody. Nie jest tak, że tej wody nie ma, ale mogą występować niedobory. Weźmy na przykład 2019 rok, kiedy w Warszawie Wisła zmieniła się z dużej rzeki w strumyk – przypomina Rafał Bonter. 

Polska to jeden z najuboższych w wodę krajów europejskich. Średnio na Starym Kontynencie na jednego człowieka przypada 5,1 tys. m3 wody rocznie, a w naszym kraju to zaledwie 1,7 tys. m3. Rok hydrologiczny, zakończony w listopadzie ub.r., był w opinii ekspertów Wód Polskich okresem ekstremalnych zjawisk. Na jesieni mieliśmy do czynienia z niespotykaną o tej porze roku od ponad 80 lat powodzią, ale susza w ciągu roku utrzymywała się przede wszystkim w północno-zachodnich regionach kraju. W wielu rzekach utrzymywały się niskie stany wody. Rok hydrologiczny zakończony w listopadzie ub.r. zamknął bilans wodny korzystnie jedynie w obszarze dorzecza Wisły oraz niekorzystnie dla dorzecza środkowej i dolnej Odry oraz rzek Przymorza, zlewni Warty i Noteci na północy kraju.

Poprawę sytuacji może przynieść lepsze zarządzanie wodą, zarówno w perspektywie mikro, jak i makro.

– To, co możemy zrobić jako mieszkańcy, to możemy oszczędzać wodę w domach – podkreśla prezes Xylem. – Po pierwsze, nie zużywajmy tyle wody, ile do tej pory. Mimo że w ciągu ostatnich 20 lat kupiliśmy bardzo dużo wodooszczędnych urządzeń, zużycie wody na jednego mieszkańca w Polsce nie zmieniło się, czyli zużywamy tyle samo wody, co 20 lat temu. W 2021 roku w kilku mniejszych miastach brakowało wody: były ograniczenia w dostawach wody do mieszkańców i problemy z podlewaniem ogródków. Dalsze scenariusze są takie, że będzie nam brakowało wody jako mieszkańcom, a co gorsza, będzie nam brakowało wody do przemysłu i do produkcji żywności. Jeśli pozostaniemy bierni, za chwilę będziemy mieli tego typu sytuacje znacznie częściej.

Znacznie więcej jest do zrobienia z perspektywy państwa, samorządów i wodociągów.

Wody Polskie mają kilka bardzo interesujących projektów. Najważniejszą kwestią jest retencja, czyli ilość wody, którą zostawiamy w środowisku, Ona w tej chwili jest na poziomie 6,5 proc. w Polsce, podczas gdy w Hiszpanii jest to 40 proc. – mówi Rafał Bonter. – Jeżeli pozwalamy wodzie „uciec” z danego obszaru, ona spływa do rzek, a dalej do mórz, skąd słona woda nie jest już do wykorzystania. Im więcej pozostawimy wody w środowisku lokalnym, tym mniejsze będziemy mieć kłopoty.

Zasilanie opadem jest niezwykle istotne dla odbudowy zasobów wodnych (szczególnie po notowanych w ostatnich latach suszach). Ubiegłoroczne deficyty opadów m.in. w województwie zachodniopomorskim, pomorskim i wielkopolskim doprowadziły do powstania suszy hydrogeologicznej. Lokalnie pojawiały się trudności w eksploatacji płytkich ujęć wód podziemnych, w tym indywidualnych studni gospodarskich. Niski poziom wód podziemnych stwarza zagrożenie także dla komunalnych lub przemysłowych ujęć ujmujących pierwszy poziom wodonośny. Ze statystyk Wód Polskich wynika, że obecnie zatrzymujemy zaledwie 6,5 proc. odpływających wód, czyli około 4 mld m3 wody rocznie, podczas gdy moglibyśmy zatrzymywać 15 proc. z niemal 62 mld m3 wody rocznie.

W Polsce przybywa samorządów, które – świadome możliwej katastrofy – wdrażają rozwiązania zmierzające do poprawy sytuacji. Z częścią z nich przy zarządzaniu wodą współpracuje właśnie firma Xylem.

 Znamy wiele miast i spotkaliśmy się z wieloma prezydentami, którzy mają wspaniałe pomysły co do zarządzania siecią wody czystej, jak i brudnej, czyli ściekami. Współpracujemy z Warszawą oraz Politechniką Warszawską nad projektem przyszłościowym, w jaki sposób ograniczyć zużycie wody albo jej straty. Są też inne miasta, które myślą w podobny sposób, ale realizują to inaczej. Bydgoszcz, której też jesteśmy partnerem, ma znakomity pomysł wykorzystania do celów miejskich wody opadowej, zwanej szarą, po odpowiednim oczyszczeniu – mówi ekspert.

Jak podkreśla, w całym procesie oszczędzania zasobów recykling wody jest niezbędnym warunkiem.

 Takie rozwiązania są już wprowadzane. Malta i Cypr wykorzystują odpowiednio 90 i 60 proc. ścieków oczyszczonych do powtórnego wykorzystania w przemyśle. Jako firma Xylem bierzemy w tym udział. Chcemy być prekursorem w Polsce pod względem recyklingu ścieku oczyszczonego w ramach zamkniętego obiegu wody – wyjaśnia Rafał Bonter.

Interfejs mózg–komputer będzie testowany na ludziach jeszcze w tym roku. Technologii towarzyszą jednak wątpliwości natury etycznej

Interfejsy łączące mózg z komputerem mają pomóc w leczeniu chorób psychicznych i neurologicznych. Elon Musk zaprezentował już wyniki testów takiego rozwiązania – Neuralink – na zwierzętach, teraz przymierza się do sprawdzenia jego działania na ludziach. Podobne technologie rozwijają również konkurencyjne firmy. Tymczasem wdrażaniu takich rozwiązań towarzyszy szereg wątpliwości etycznych, związanych chociażby z bezpieczeństwem danych wrażliwych. Zdaniem analityków rynek technologii interfejsów mózg–komputer czeka jednak w najbliższych latach dynamiczny rozwój. Do końca przyszłej dekady przychody tej branży mają się czterokrotnie zwiększyć.

– Elon Musk zaproponował już światu co najmniej kilka bardzo ciekawych rozwiązań, z których część widzimy, a część pozostaje w przestrzeni spekulacji. Projekt Neuralink jest rozwijany w tajemnicy i dotyczy interfejsu mózg–maszyna, czyli możliwości odczytywania myśli, ale też pracy bezpośrednio na mózgu poprzez wszczepienie chipa – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. Aleksandra Przegalińska, prorektorka ds. współpracy z zagranicą i ESR w Akademii Leona Koźmińskiego.

W kwietniu Elon Musk zaprezentował pierwsze wyniki badań nad chipami Neuralink. Podczas pokazu wyników eksperymentu małpa z wszczepionymi po obu stronach mózgu chipami grała na komputerze w pingponga, używając do tego tylko umysłu. Zgodnie z zapowiedziami start-up ma rozpocząć testy na ludziach jeszcze w tym roku. Choć właściciel firmy informuje, że rozwiązanie może pomóc na przykład w leczeniu depresji, to ta technologia budzi duże kontrowersje.

– Jeżeli Elon Musk ma ambicje, żeby wprowadzić na rynek interfejs mózg–maszyna i obiecuje, że będzie to mieć różne zastosowania medyczne, to niech powie o tym, jakie będzie bezpieczeństwo danych, które takie urządzenie będzie zbierać, i czy my nie będziemy podlegać nadzorowi. Bardzo mocno wsłuchuję się w krytyczne głosy i myślę, że one pozwalają wprowadzić pewnego rodzaju balans między tym, że chcemy być innowacyjni, tworzyć nowe rozwiązania, a tym, że jednak musimy stać na straży pewnych wartości – podkreśla Aleksandra Przegalińska.

Tymczasem w lipcu zgodę Agencji ds. Żywności i Leków na prowadzenie testów na ludziach otrzymała firma konkurencyjna względem Neuralink. Synchron chce wszczepiać ludziom w mózgi urządzenie Stentrode. Ma ono pozwolić sparaliżowanym osobom obsługiwać urządzenia elektroniczne. Stentdrode ma być wszczepiane metodą mało inwazyjną – poprzez naczynia krwionośne. Firma zapowiada, że technologia stanie się dostępna w okresie najbliższych trzech–pięciu lat. Zarówno Neuralink, jak i Synchron chcą wykorzystywać swoje rozwiązania u osób chorych.

– Takie rozwiązania nie mają specjalnie zastosowań dla osób zdrowych. W zeszłym roku firma pokazała jednak w prototypowy sposób, jak to urządzenie mogłoby odpowiadać za to, żeby puszczać muzykę bezpośrednio do mózgu. To są komercyjne zastosowania, które dla niektórych mogą być istotne lub robić na nich duże wrażenie. Ja bym się ich jednak bardziej obawiała, niż widziała dla nich zastosowanie w przypadku osób zdrowych – ocenia naukowczyni.

Naukowcy z Wydziału Filozofii i Studiów Religijnych North Carolina State University opublikowali w ubiegłym roku wyniki przeglądu literatury przedmiotu w kwestii etycznych aspektów technologii interfejsów mózg–komputer (BCI). Najczęściej wymieniane w dyskusji akademickiej kwestie etyczne to m.in. bezpieczeństwo użytkownika i danych wrażliwych czy bilans ryzyka i korzyści. Kwestia bezpieczeństwa użytkownika koncentrowała się na jego potencjalnych bezpośrednich obrażeniach fizycznych, gdyby technologia miała zawieść. Etycy, którzy prowadzili badania na ten temat, dyskutowali również o nieznanych skutkach ubocznych BCI, w tym o psychicznych i fizycznych kosztach korzystania z technologii.

Eksperci rozmaitych dziedzin chcą znać jej szczegóły i myślę, że mają absolutną rację. Takie rozwiązania muszą być moim zdaniem efektem współpracy międzynarodowej i polem dialogu. To są zbyt poważne rzeczy, żeby je zostawić bardzo małej grupie. Liczyłabym na otwartość firmy Muska na to, żeby pokazywać, co właściwie się tam dzieje, i w pełni transparentnie działać. To są projekty, które mogą po prostu zmienić bieg ludzkości – przekonuje prorektorka ds. współpracy z zagranicą i ESR w Akademii Leona Koźmińskiego.

Według Allied Market Research światowy rynek technologii BCI osiągnął w 2020 roku wartość niemal 1,5 mld dol. Do 2030 roku przychody tej branży mają wzrosnąć do poziomu 5,5 mld dol.

Technologiczne kierunki studiów przeżywają oblężenie. Budowanie kadr kluczowe dla rozwoju branży

Polskie uczelnie kształcą rokrocznie ponad 110 tys. absolwentów kierunków naukowo-technicznych. Największą popularnością cieszą się informatyka, cyberbezpieczeństwo i inne kierunki powiązane z sektorem ICT, który ma duży wkład w rozwój krajowej gospodarki. Wymaga jednak nieustannego kształcenia nowych kadr oraz wyrównywania poziomu wiedzy i umiejętności zgodnie z globalnymi standardami. Temu właśnie służy program ICT Academy i towarzyszący mu konkurs ICT Competition, który organizuje Huawei. 

– Wdrożenie najnowszych technologii chmurowych, telekomunikacyjnych, jak 5G, a za jakiś czas 6G, a do tego sztucznej inteligencji znacząco poprawi wydajność procesów biznesowych. Ale koniec końców potrzebne będą umiejętności pozwalające wyniki analiz przypisać potrzebom konsumentów i pracowników. W takim świecie kluczowe będzie posiadanie kompetencji zarówno inżynierskich, jak i biznesowych oraz miękkich, personalnych. Trzon kompetencji przyszłości dotyczyć będzie przede wszystkim zdolności łączenia wiedzy z obszarów automatyki, mechatroniki, robotyki, chmury oraz programowania. Ważne będą jednak również takie zdolności jak myślenie analityczne, rozwiązywanie problemów, ale też gotowość do ciągłego uczenia się i odważnego podejmowania decyzji – mówi agencji Newseria Biznes Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska.

Sektor ICT to w dużym skrócie technologie obejmujące przesyłanie, gromadzenie i przetwarzanie danych w formie elektronicznej. To istotne o tyle, że – jak wynika z raportu opracowanego dla byłego Ministerstwa Cyfryzacji – polska gospodarka jest silnie uzależniona od przepływu danych elektronicznych, które generują ok. 46 proc. krajowego PKB. Dane GUS pokazują, że sektor ICT jest istotny nie tylko z punktu widzenia lokalnych gospodarek, ale i tej krajowej. W 2019 roku działało w nim prawie 2,4 tys. firm, z których trzy czwarte zajmowało się usługami IT. Liczba osób pracujących w sektorze ICT przekraczała 260,7 tys., a wartość przychodów netto ze sprzedaży w tym sektorze wyniosła 170,3 mld zł i w skali roku zwiększyła się o 7,6 proc. Rozwój tego sektora wymaga jednak nieustannego kształcenia nowych kadr, rozwijania talentów, a także wyrównywania poziomu wiedzy i umiejętności zgodnie z globalnymi standardami.

– Jako Huawei bierzemy aktywny udział w kreowaniu cyfrowych kompetencji na polskim rynku, współpracując z wieloma polskimi uczelniami, m.in. Politechniką Warszawską, Politechniką Poznańską, Akademią Górniczo- Hutniczą czy Uniwersytetem Łódzkim. Rozwijamy we współpracy z nimi laboratoria badawcze, a także oferujemy certyfikowane kursy dla naukowców i studentów – wymienia Ryszard Hordyński.

 ICT, czyli technologie informacyjne i komunikacyjne, to jest podstawa dla wielu dziedzin, zarówno informatycznych, jak i wywodzących się tradycyjnie z telekomunikacji. Współcześnie właściwie wszyscy, którzy chcą zostać inżynierami, zajmować się komunikacją i wymianą danych, będą pracować w obszarze ICT. Mogą to być zarówno elektronicy, teleinformatycy, specjaliści ds. telekomunikacji, jak i informatycy specjalizujący się w tym obszarze czy wreszcie fachowcy od sztucznej inteligencji, którzy opracowują algorytmy na potrzeby tego rodzaju komunikacji. Z punktu widzenia kształcenia młodych ludzi jest to jeden z najbardziej obiecujących kierunków przyszłości – mówi dr hab. inż. Piotr Zwierzykowski z Wydziału Informatyki i Telekomunikacji Politechniki Poznańskiej.

Związane z sektorem ICT kierunki studiów cieszą się rekordową popularnością wśród przyszłych studentów. Z danych GUS wynika, że krajowe uczelnie kształcą rokrocznie ponad 110 tys. absolwentów kierunków naukowo-technicznych, co daje Polsce czwarte miejsce w UE, na poziomie krajów Europy Północnej. Ta popularność w dużej mierze wynika z uwarunkowań rynku pracy: szacuje się, że w naszym kraju już w tej chwili brakuje ok. 50 tys. informatyków, a zgodnie z przyjętą niedawno „Polityką dla rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce” na krajowym rynku szybko będzie wzrastać też zapotrzebowanie na specjalistów AI.

Zainteresowanie jest ogromne, informatyka jest w tej chwili najbardziej pożądanym kierunkiem studiów, tutaj mamy najwięcej kandydatów. Oczywiście musimy zrobić selekcję, więc na uczelnię dostaje się niecałe 10 proc. z nich, natomiast wszystkie kierunki związane ze sztuczną inteligencją, cyberbezpieczeństwem czy hardware’em i software’em są bardzo mocno oblężone – mówi prof. dr hab. inż. Michał Wieczorowski, prorektor Politechniki Poznańskiej ds. rozwoju i współpracy z gospodarką.

Jak podkreśla, Politechnika Poznańska aspiruje do miana krajowego centrum sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa i technologii ICT. Kształcenie w tych kierunkach w dużej mierze opiera się na współpracy międzynarodowej, bo uczelnia współpracuje m.in. z uniwersytetami w Stanach Zjednoczonych czy Indiach.

– Staramy się też wysyłać studentów na inne uniwersytety w całej Europie w ramach programu Erasmus. Jesteśmy w tej chwili globalną wioską i poznanie tej globalnej specyfiki jest bardzo istotne – mówi prof. Michał Wieczorowski.

– Politechnika dostarcza kadry, które mogą zasilać struktury miejskie, jak i biznes funkcjonujący w metropolii poznańskiej, z którego usług korzystamy przy okazji realizowania różnych projektów opartych na rozwiązaniach technologicznych. Dlatego ta podaż wysoko wykwalifikowanych kadr na lokalny rynek jest bardzo istotna z punktu widzenia miasta – dodaje Michał Łakomski, dyrektor Biura Cyfryzacji i Cyberbezpieczeństwa w UM Poznania.

Kształcenie wykwalifikowanych kadr jest bardzo istotne także z punktu widzenia biznesu. Dlatego coraz częściej firmy angażują się w ten proces, współpracując ze szkołami wyższymi, ale też inicjują autorskie programy szkoleniowe.

W Polsce młodzi ludzie mają ogromny pęd do wiedzy, co potwierdzają też badania. Jak wynika z raportu OECD, 43 proc. Polaków ukończyło szkołę wyższą. Dla porównania w Niemczech i Czechach współczynnik ten wynosi 33 proc. – mówi dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska. – Najważniejsze jest jednak to, że młodzi Polacy nie chcą być tylko odbiorcami technologii, ale jej współkreatorami. Młodym innowatorom należy dawać nie tylko wsparcie finansowe, ale przede wszystkim mentoringowe, by wiedzę techniczną zdobytą na studiach mogli oni przekuć w działania biznesowe, by wiedzieli, jak sprzedać rynkowi swoje innowacyjne pomysły. I to właśnie robimy w ramach takich inicjatyw jak ICT Competition i ICT Academy.

W ramach programu ICT Academy globalny gigant zamierza w ciągu najbliższych trzech lat przeszkolić w Europie Środkowo-Wschodniej i Skandynawii ponad 18 tys. studentów w zakresie umiejętności cyfrowych nowej generacji. Studenci, którzy biorą udział w projekcie, otrzymują dostęp do kilku poziomów szkoleń m.in. z obszaru 5G, Big Data, sztucznej inteligencji czy chmury obliczeniowej. Najlepsi w przyszłości mogą też znaleźć pracę w warszawskim centrum badawczo-rozwojowym Huaweia, skupionym na nowych technologiach. Częścią tej inicjatywy jest konkurs ICT Competition. W ostatniej edycji w międzynarodowym finale konkursu wzięła udział polska reprezentacja, składająca się ze studentów Politechniki Poznańskiej, którzy zmierzyli się z ponad setką innych zespołów.

Taki konkurs jest dla studentów pod wieloma względami nieoceniony. Przede wszystkim daje im możliwość sprawdzenia samych siebie i przekonania się, czego się nauczyli. Po drugie, mają możliwość rywalizowania ze studentami z innych krajów, a przy tym mogą się przekonać, jak będzie wyglądać ich przyszła praca – dodaje prof. Michał Wieczorowski.

Konkurs Huawei ICT Competition do tej pory przyciągnął ponad 40 tys. uczestników z ponad 800 uniwersytetów i szkół wyższych w 32 krajach.

– Konkurs ICT Competition pozwolił mi zweryfikować moje umiejętności w porównaniu z rówieśnikami z całego świata. Natomiast w Akademii ICT rozwinąłem swoje umiejętności sieciowe, zdałem wiele certyfikatów z zakresu routingu, switchingu, accessu sieci dostępowych na poziomie associate i professional. To będzie procentowało przez całe życie – mówi Krystian Śmigrodzki, laureat konkursu.

– Udział w Huawei ICT Competition pozwolił mi rozwijać moje zainteresowanie sieciami komputerowymi związane ze studiami teleinformatycznymi. Część szkolenia pokrywała się też z programem studiów, więc to wszystko bardzo dobrze się razem złączyło, umożliwiając mi rozwój dalszej kariery – mówi inny z laureatów, Bartosz Krakowiak.

Widzenie komputerowe rozpoznaje po korze każde pojedyncze drzewo. Może to pomóc skutecznie walczyć z procederem nielegalnej wycinki

Jedna trzecia drewna w światowym obrocie pochodzi z nielegalnej wycinki – alarmują autorzy raportu ONZ. Dzięki technologii widzenia komputerowego można jednak zidentyfikować indywidualne cechy każdego drzewa i śledzić jego drogę w łańcuchu dostaw. Dzięki temu łatwiej będzie wykryć próby wprowadzenia na rynek nielegalnie pozyskanego surowca. Technologia ta ma moc identyfikowania także innych roślin, dzięki czemu może znaleźć zastosowanie również w przemyśle spożywczym – do tego, by klient mógł zweryfikować pochodzenie produktu na półce.

Rocznie wycinamy 15 mld drzew, a sadzimy ich 10 mld. Różnica jest więc duża. W obrocie drewnem i produktami drewnianymi około 30 proc. towarów pochodzi z drzew, które zostały wycięte nielegalnie. I to jest olbrzymi problem, nie tylko pod względem przestępczości, tylko też pod względem ochrony środowiska naszej planety – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Swapan Chaudhuri z Deeplai.

Raport Banku Światowego i dane Interpolu wskazują, że proceder nielegalnej wycinki ma wartość ok. 150 mld dol. rocznie. W niektórych krajach przestępcy, często ze zorganizowanych grup, odpowiadają za ponad 90 proc. procesu wycinania lasów tropikalnych. Proceder ten ma nie tylko skutki gospodarcze, lecz także społeczne i ekologiczne. Walka z nim jest o tyle utrudniona, że często ma on charakter transgraniczny.

 Walczymy z ociepleniem klimatu, walczymy z tym, co zaniedbaliśmy w przeszłości jako ludzie. Jednak jeżeli popatrzymy na to, czy śledzimy i weryfikujemy grupy, które się zajmują nielegalną wycinką drzew, to odpowiedź na dzisiaj jest: chcemy to robić, ale wysiłku za bardzo nie widać – ocenia Swapan Chaudhuri. – Nasz system idzie w tym kierunku, żeby dać narzędzie do zidentyfikowania każdego pojedynczego drzewa.

Rozwiązaniem umożliwiającym identyfikowanie pochodzenia drewna jest dostarczane przez Deeplai narzędzie ProductFingerprint. Technologia oparta jest na widzeniu komputerowym i przetwarzaniu zebranych danych w postaci obrazów przez algorytmy sztucznej inteligencji. Metoda działa na podstawie schematów wykorzystywanych w kryminalistyce.

– Drzewa mają unikatowe linie papilarne. Ich analizę można przeprowadzać, badając zarówno słoje, jak i korę. System obejmuje zeskanowanie w formacie 3D każdego drzewa w lesie i wysłanie obrazu. My ten obraz rozkładamy do odpowiedniego formatu i później, po analizie kory w całym łańcuchu dystrybucji drewna, jesteśmy w stanie wskazać, czy dany bal drewniany jest tym pochodzącym z danej wycinki, z danego lasu. Zdjęcie ma jeszcze w sobie metadane geoczasowe, więc wiemy dokładnie, w którym dniu, o której godzinie, w którym lesie to drzewo zostało ścięte – wyjaśnia ekspert.

Rozwiązanie gromadzi dane w chmurze, więc dostęp do informacji o pochodzeniu drewna można uzyskać praktycznie z każdego miejsca na świecie. Co istotne, baza danych jest aktualizowana w czasie rzeczywistym przez wszystkich uczestników łańcucha dostaw, więc użytkownik systemu od razu wie, co w danym momencie dzieje się z surowcem. Kontrola legalności wycinki drzew jest jednak tylko jednym z wielu możliwych zastosowań technologii widzenia komputerowego.

Jeżeli popatrzymy na skórę owocu – jabłka czy pomarańczy – to dla nas te owoce są jednakowe. Dla widzenia komputerowego każdy owoc, każda sztuka jest inna. Analiza poszczególnych elementów, poszczególnych punktów na skórze pozwala nam zidentyfikować i stworzyć unikalny kod kreskowy dla każdej sztuki. Wszyscy konsumenci chcieliby wiedzieć dużo o produkcie, który chcą kupić, i mieć pewność, że dane jabłko rzeczywiście jest organiczne, a nie tylko została na nim umieszczona naklejka odpowiedniej firmy – mówi Swapan Chaudhuri.

Według analityków MarketsandMarkets światowy rynek technologii widzenia komputerowego w robotyce osiągnie w 2021 roku przychody sięgające 11 mld dol. Do 2026 roku kwota ta wzrośnie do 15,5 mld dol.

Widzenie komputerowe było tematem prelekcji podczas jednego z Thursday Gathering, cyklicznych spotkań dla społeczności innowatorów, które co tydzień w czwartkowe popołudnia odbywają się w Varso przy ulicy Chmielnej w Warszawie z inicjatywy Fundacji Venture Café Warsaw. 

- Advertisement -spot_img

Latest News

- Advertisement -spot_img