niedziela, 25 września, 2022

Biznes i gospodarka

Ekoinnowacje w centrum zainteresowania korporacji i start-upów. Polska wyrasta na lidera w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Polska staje się „zielonym” hubem technologicznym Europy Środkowo-Wschodniej. Na tutejszym rynku działa prawie połowa start-upów pozytywnego wpływu, których działalność wiąże się z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ – wynika z danych PFR i Dealroomu. Najlepszych tego typu rozwiązań – w ramach swojego Programu Grantowego – poszukuje ING Bank Śląski, który zapewnia im zastrzyk finansowania, wsparcie eksperckie i pomoc w znalezieniu inwestorów. Pierwsza trójka została już wybrana. – Te rozwiązania mają pozytywny wpływ na środowisko i są naprawdę unikalne na skalę światową – podkreśla Małgorzata Jarczyk-Zuber, odpowiedzialna za obszar ESG i innowacje w ING Banku Śląskim.

– Jest coraz więcej start-upów i młodych naukowców, którzy adresują wyzwania środowiskowe. Oni podchodzą do tego w sposób przedsiębiorczy, szukając w tym również możliwości zarobku. To oznacza, że działam na rzecz planety, ale mogę też się z tego utrzymać i przy okazji robić fantastyczną rzecz dla przyszłych pokoleń – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Jarczyk-Zuber.

Potwierdza to też ubiegłoroczne opracowanie PFR i Dealroomu („Start-upy i ekologia. Jakie zielone rozwiązania tworzą polskie firmy technologiczne?”), z którego wynika, że Polska jest wschodzącym rynkiem ekotech w Europie Środkowo-Wschodniej. Aż 43 proc. start-upów z regionu CEE, które pracują nad rozwiązaniami mającymi redukować efekty zmian klimatu, ma swoją siedzibę właśnie w Polsce.

Co istotne, inwestycje w ekotech są już istotną częścią rynku venture capital. Europejskie start-upy działające w tym sektorze tylko pomiędzy styczniem a sierpniem ub.r. zebrały aż 8,7 mld euro. To sześciokrotnie więcej niż jeszcze w 2016 roku. Eksperci PFR wskazują, że dla większości młodych firm z tej branży miniona dekada była walką o zebranie funduszy potrzebnych na start. To się jednak zmienia w obliczu boomu na zielone inwestycje, a nowa fala finansowania pomoże start-upom przejść z fazy laboratoryjnej na rynek. Taki jest też cel Programu Grantowego zainaugurowanego w tym roku przez ING Bank Śląski.

– Wyzwaniem pierwszej edycji Programu Grantowego ING było, jak zapewnić czystą i dostępną energię. Poszukiwaliśmy rozwiązań zwiększających efektywność energetyczną i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii oraz pozwalających skutecznie radzić sobie z zanieczyszczeniem powietrza. Wpłynęło do nas prawie 200 takich rozwiązań bardzo dobrej jakości. Finalnie wyłoniliśmy 10 finalistów i troje zwycięzców – mówi chief ESG innovation officer w ING Banku Śląskim.

Zwycięzca – start-up DAC – otrzymał zastrzyk finansowania w wysokości 400 tys. zł, który przeznaczy na rozwój i komercjalizację swojego rozwiązania.

Dynamic Air Cooling zaproponował urządzenie, które chłodzi w sposób bardzo efektywny. W niecałe 30 sekund jest w stanie obniżyć temperaturę o 90 stopni, zużywając przy tym o minimum 30 proc. mniej energii i pozostawiając 50 proc. mniej śladu węglowego – mówi Małgorzata Jarczyk-Zuber.

– Chłodzenie jest potrzebne niemal we wszystkich procesach technologicznych: w produkcji plastiku, leków, żywności etc. – mówi Pavel Panasjuk, prezes zarządu Dynamic Air Cooling. – Większość urządzeń, które stosujemy w tej chwili, opiera się na freonach i technologii parokompresji, czyli sprężania i rozprężania pary. Ta technologia jest dość skuteczna, ale wykorzystuje właśnie freony, które są gazami cieplarnianymi. Dlatego trzeba się zastanowić nad alternatywnym rozwiązaniem.

Rozwiązanie DAC nie potrzebuje freonów i zużywa o 30–50 proc. mniej energii elektrycznej. Jest więc ekologiczne i bardziej wydajne.

– Łączymy deeptech, cleantech i hardware. Z punktu widzenia inwestora to najgorsza możliwa kombinacja, bo ma sporo ryzyk i długi czas realizacji, więc trudno pozyskać finansowanie. Natomiast to, że udało się nam uzyskać dodatkowe środki, które już zainwestowaliśmy w rozwój projektu, to dla nas ogromne wsparcie – podkreśla Pavel Panasjuk. – Mamy już kilku zainteresowanych klientów i partnerów, z którymi rozmawiamy nie tylko na temat wdrożenia, ale też skalowania i możliwej produkcji tego urządzenia. Mamy plan badawczo-rozwojowy obliczony na 24 miesiące i za dwa lata nasza technologia powinna już się pojawić na rynku.

Drugie miejsce i nagroda w wysokości 300 tys. zł przypadły rozwiązaniu zgłoszonemu przez Panel Wiatrowy za system pionowych turbin wiatrowych, które produkują zieloną energię, ale mogą też pełnić funkcję ogrodzenia.

Wreszcie trzeci nasz zwycięzca to naukowcy z Politechniki Śląskiej, którzy wynaleźli urządzenie nazwane SWG (Silesian Wind Generator). To turbina wiatrowa z pionową osią obrotu, która może zostać zainstalowana w każdym gospodarstwie domowym – mówi Małgorzata Jarczyk-Zuber.

Zdobywcy trzeciego miejsca na realizację swojego pomysłu dostali grant w wysokości 150 tys. zł. Dodatkowo kapituła przyznała też wyróżnienie o wartości 150 tys. zł dla spółki Luminos Zielona Energia za panele fotowoltaiczne z sześciennych brył, które zwiększają efektywność produkcji energii z promieni słonecznych. Tym samym łączna pula nagród w pierwszej edycji programu grantowego ING Banku Śląskiego wyniosła 1 mln zł.

Zwycięskie start-upy, oprócz nagrody finansowej, otrzymały wsparcie eksperckie w rozwoju swojego pomysłu, mentoring oraz szeroką promocję medialną i szansę nawiązania relacji z potencjalnymi inwestorami.

– Właśnie wystartowała druga edycja programu, w której szukamy rozwiązań z obszaru zrównoważanej produkcji i konsumpcji pozwalających np. obniżyć ilość generowanych odpadów, zapewnić bardziej zrównoważone łańcuchy dostaw czy zmniejszyć skalę marnowania żywności – mówi chief ESG innovation officer w ING Banku Śląskim. – Każdy Polak generuje rocznie ok. 385 kg odpadów. Każdego roku w Polsce marnujemy  w sumie ok. 5 mln ton żywności. Żeby lepiej to sobie wyobrazić, oznacza to, że w każdej sekundzie w koszu na śmieci lądują średnio 184 bochenki chleba. To pokazuje, że zrównoważone produkcja i konsumpcja stanowi naprawdę duże wyzwanie.

Start-upy i naukowcy mogą nadsyłać swoje zgłoszenia do drugiej edycji Programu Grantowego ING do 15 października br. za pośrednictwem formularza online, dostępnego na stronie www.ing.pl/programgrantowy. Na wsparcie najlepszych pomysłów wspierających zrównoważoną konsumpcję i produkcję bank ponownie przeznaczy w sumie 1 mln zł. Ogłoszenie finalistów nastąpi 31 października br., a zwycięzcy zostaną wyłonieni podczas wielkiego finału 1 grudnia br. 

Zgodnie z opublikowaną w połowie ubiegłego roku Deklaracją Ekologiczną bank zamierza przeznaczyć w sumie 5,3 mld zł na sfinansowanie odnawialnych źródeł energii i projektów proekologicznych.

Polska na ostatnich miejscach w rankingu cyfryzacji wśród państw UE. Przyspieszenie rozwoju 5G pozwoliłoby na nadrobienie cyfryzacyjnych braków

Zgodnie z raportem Komisji Europejskiej DESI 2022 pod względem cyfryzacji Polska zajmuje 24. miejsce wśród 27 państw UE. Chociaż dane z ostatnich pięciu lat wskazują na szybkie nadrabianie zaległości, to w niektórych obszarach wciąż mamy wiele do zrobienia. Jednym z nich są niedostateczne inwestycje w nowe technologie i zbyt powolny rozwój infrastruktury cyfrowej, do czego przyczynia się opóźnienie aukcji na częstotliwości potrzebne do rozwoju sieci 5G w całym kraju – wskazuje raport Fundacji Digital Poland. Przyspieszenie cyfryzacji to nie tylko nieograniczone możliwości dla biznesu, lecz także dla ochrony środowiska. Jak podkreśla członek rady fundacji Andreas Maierhofer, trudno myśleć o cyfryzacji inaczej niż o zielonym procesie. 

– Na postępy w cyfryzacji w Polsce należy spojrzeć z różnych stron. W niektórych obszarach idziemy w dobrym kierunku, szczególnie jeśli chodzi o cyberbezpieczeństwo, którego rozwój przyspieszył kryzys w Ukrainie. Niestety są też takie obszary, w których zostajemy w tyle – mówi agencji Newseria Biznes Andreas Maierhofer, prezes T-Mobile Polska, członek Rady Fundacji Digital Poland biorący udział w debacie „Stan cyfryzacji w Polsce. Czas na działania” podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Potwierdza to zaprezentowany podczas panelu raport Fundacji Digital Poland i Microsoftu „Stan cyfryzacji Polski na tle regionu”. Całkowity poziom rozwoju cyfrowego Polski oceniono w nim na 98 punktów, co oznacza, że jest nieco niższy niż średnia dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej (100 punktów), ale wyniki w poszczególnych obszarach (zbadano ich 55) znacząco się od siebie różnią. Przykładowo dobrze wypadamy pod względem cyfryzacji usług publicznych (14 pkt powyżej średniej) z uwagi na wysoki poziom interakcji społeczeństwa z państwem za pomocą technologii cyfrowych (45 pkt powyżej średniej) oraz wysoki poziom cyfryzacji w sektorze edukacji (18 pkt powyżej średniej). Gorzej niż inne kraje regionu radzimy sobie w obszarze kapitału ludzkiego, np. pod względem udziału kobiet w sektorze technologii czy odsetka absolwentów kierunków informacyjno-komunikacyjnych czy innych kierunków ścisłych. Polska słabo wypada także w zakresie infrastruktury cyfrowej (13 pkt poniżej średniej). Autorzy raportu łączą to m.in. z brakiem aukcji częstotliwości potrzebnych dla rozwoju sieci 5G.

W kwestii 5G zdecydowanie mamy przed sobą dużo pracy. Wciąż nie mamy dostępu do pasma, którego uwolnienie jest niezbędne do rozwoju sieci piątej generacji w całym kraju – podkreśla Andreas Maierhofer. – Najważniejsze jest uzyskanie dostępu do odpowiedniego zakresu częstotliwości. Jako branża mamy nadzieję na jak najszybsze rozpoczęcie aukcji częstotliwości w paśmie C, bez którego trudno będzie nam ruszyć do przodu. Jesteśmy gotowi na wprowadzenie sieci 5G w całym kraju. To najważniejsze, bo trzeba zrozumieć, że pełna cyfryzacja nie będzie możliwa bez łączności opartej na najnowocześniejszej infrastrukturze i technologii.

W kategorii cyfryzacja biznesu raport ocenia Polskę na 99 pkt, czyli 1 poniżej średniej. Krajowe firmy dobrze wypadają pod względem odsetka firm zatrudniających specjalistów z dziedziny technologii informacyjno-komunikacyjnych, ale już w zakresie inwestycji w chmurę obliczeniową jesteśmy o 9 pkt poniżej regionalnej średniej.

– Zastosowanie najnowszych technologii jest absolutnie konieczne, jeśli chcemy zwiększyć stopień cyfryzacji nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie. W naszym przypadku, jako T-Mobile Polska, oferujemy najnowsze technologie zarówno jeśli chodzi o internet stacjonarny – poprzez rozwiązania światłowodowe FTTH, jak i sieci komórkowe, czyli 5G oczywiście, w połączeniu z 4G – mówi prezes T-Mobile Polska.

Jak podkreśla, cyfryzacja oznacza nie tylko więcej możliwości dla biznesu, ale także dla ochrony środowiska i oszczędzania zasobów.

– Zielona cyfryzacja to ważny temat dla Polski i nie tylko – właściwie dla całego świata, a szczególnie Europy, bo nie da się jej rozgraniczyć od tematu ogólnie pojętej cyfryzacji. Aby móc skupić się na celach ESG, aby uratować naszą planetę i obniżyć emisje dwutlenku węgla, konieczna jest również cyfryzacja produkcji energii – mówi Andreas Maierhofer.

Przechodzenie na zieloną energię jest jednym z filarów strategii klimatycznej T-Mobile Polska, która zakłada osiągnięcie zerowej emisji własnej netto do 2025 roku, a w całym łańcuchu dostaw do 2040 roku. Już teraz cała energia zużywana przez operatora pochodzi z odnawialnych źródeł, a zgodnie z podpisaną niedawno umową na następne 15 lat spółki z grupy V-Ridium wybudują dwie farmy wiatrowe i trzy fotowoltaiczne, które zapewnią T-Mobile ok. 200 GWh energii elektrycznej rocznie. To więcej, niż wynosi średnioroczne zużycie prądu przez niemal 70 tys. gospodarstw domowych w Polsce.

To wystarczy na zaspokojenie wszystkich potrzeb naszej sieci. To niezwykle ważne, bo energia produkowana będzie przez elektrownie słoneczne i wiatrowe lokalnie w Polsce, co przyczynia się do redukcji emisji CO2 o około 145 tys. t rocznie – podkreśla prezes operatora. – Jest to ogromny krok naprzód i myślę, że taką drogą powinna pójść cała branża. Oczywiście szybkie przejście na zieloną energię nie jest sprawą łatwą, ale im szybciej zaczniemy to robić, tym lepiej przygotujemy się na przyszłość.

Samorządy boleśnie odczuwają wzrost cen energii. Rośnie zainteresowanie inwestycjami w modernizację oświetlenia i budynków

W samorządach koszty energii elektrycznej odpowiadają za ok. 60 proc. ogólnych kosztów. Kilkusetprocentowe wzrosty cen mocno uderzają więc w budżety gmin. Aby nie przerzucać w całości tych kosztów na mieszkańców i podwyżki różnego rodzaju usług, coraz więcej samorządów szuka oszczędności. Część decyduje się na gaszenie oświetlenia ulicznego nocami, inne inwestują w jego modernizację. Wymiana lamp na LED-owe i zintegrowanie ich z inteligentnymi systemami zarządzania mogą przynieść ok. 30–40 proc. oszczędności. Coraz więcej jest także zapytań o modernizację budynków użyteczności publicznej.

Z badań ankietowych przeprowadzonych w I połowie roku wśród 77 miast przez Związek Miast Polskich wynika, że skutki podwyżek cen prądu dla budżetów miast i sektora gospodarki komunalnej wyniosą, w zależności od wielkości miasta, od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. W skali całego kraju to ok. 5 mld zł. Ceny energii dla samorządów rosną od 2020 roku, a w 2021 roku podwyżki zaczęły być bardzo dotkliwe. W czerwcu, jak informował ZMP, ceny oferowane w przetargach były wyższe o nawet 400 proc. Niektóre miasta gaszą latarnie uliczne lub rezygnują z oświetlenia budynków.

Rosnące ceny prądu szczególnie dotykają samorządy miejskie czy gminne, chociażby z tego względu, że średnio dla nich koszt energii elektrycznej to jest 60 proc. całych kosztów. W związku z tym coraz więcej jest przetargów publicznych na modernizację oświetlenia ulicznego, gdzie możemy zastosować rozwiązania smart city, dzięki którym możemy w płynny sposób zarządzać poszczególnym obszarem oświetlenia – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Boryś, business development manager w Trilux Polska, dostawcy rozwiązań oświetleniowych.

Jak podkreśla, to rozwiązanie, o którym nie mówi się zbyt często w kontekście zielonej transformacji, a na pewno znacznie rzadziej niż o ograniczaniu paliw kopalnych czy przechodzeniu na odnawialne źródła energii. Tymczasem efektywność systemów oświetleniowych może przynieść realne oszczędności.

– Daje nam to korzyści po stronie oszczędności energii nawet do 40 proc., ale integrując to z systemem zarządzania, możemy ustalać harmonogramy czasowe uzależnione od pory dnia, natężenia ruchu czy wszelkich eventów miejskich – wyjaśnia ekspert.

Przykładowo w godzinach 23–5, kiedy ruch na ulicach jest znikomy, można zmniejszyć natężenie światła do 40, a nawet do 20 proc. wartości strumienia nominalnego opraw oświetleniowych. Ze względów bezpieczeństwa to lepsze rozwiązanie niż po prostu gaszenie światła.

Europa Zachodnia dużo wcześniej korzystała z energooszczędnych rozwiązań, głównie w technologii LED-owej. Natomiast uważam, że w Polsce też robimy duży krok w tym kierunku i coraz większa jest świadomość inwestorów. Widać to chociażby na przykładzie specyfikacji technicznych nowo budowanych obiektów. One zawierają już informacje, że oświetlenie ma być wykonane w technologii LED-owej, czyli tej najbardziej energooszczędnej. I coraz częściej się zdarza, że jest też mowa o systemie zarządzania oświetleniem – mówi Paweł Boryś.

Rezygnacja z tradycyjnych świetlówek to także korzyść dla środowiska, ponieważ LED-owe lampy mają znacznie dłuższą trwałość. Oznacza to zmniejszenie częstotliwości produkcji i ograniczenie jej śladu węglowego, a także mniej odpadów do zagospodarowania przez gminy.

Taki projekt modernizacji oświetlenia realizuje Warszawa, która do końca tego roku chce wymienić ponad 38 tys. lamp na LED-owe. Inwestycja ma kosztować ponad 32 mln zł, ale pozwoli ona na zmniejszenie zużycia energii o 27,8 GWh. Jak podkreśla ekspert Trilux Polska, wraz z rosnącymi cenami za prąd czas zwrotu z takich inwestycji drastycznie się skraca.

Posłużę się tutaj przykładem inwestycji, gdzie ograniczyliśmy zużycie prądu prawie o 87 proc. ze zwrotem w niecałe dwa lata i średnią oszczędnością na przełomie 10 lat prawie 1,6 mln zł – podkreśla Paweł Boryś. – Kosztem dla samorządów są także wszelkiego rodzaju obiekty administracyjne, typu szkoły, szpitale, biblioteki, i tu też są rozpisywane przetargi i coraz więcej jest zapytań dotyczących modernizacji budynków użyteczności publicznej. 

Azjatycki inwestor przemierza Europę na rowerze. Szuka innowacji i chce łączyć przedsiębiorców z obszaru ekologii

Sam o sobie mówi „pedalling investor”, czyli pedałujący inwestor. Jia Hong Shaw, założyciel Turn Off  Turn On Ventures, od kilku miesięcy przemierza na elektrycznym rowerze Europę w poszukiwaniu przedsiębiorców i inwestorów, którzy angażują się w walkę ze zmianami klimatu. Jak podkreśla, to jego sposób na łączenie pomysłów i funduszy, dzielenie się doświadczeniami, poznawanie innowacji i zainteresowanie szerszego grona odbiorców tematem ekologii.

Łączenie ze sobą inwestorów i założycieli firm to znaczący aspekt mojej aktywności. Ta sfera jest niezwykle ważna, szczególnie w pierwszej rundzie, kiedy założyciele pozyskują pierwsze środki z zewnątrz, i w potencjalnej drugiej rundzie, w którą zaangażowane są fundusze venture capital. W tym obszarze występuje duża luka, szczególnie w sferze działań na rzecz klimatu, gdzie świadomość wielu spraw nie jest jeszcze chyba tak duża i wiele jest jeszcze do zrobienia. Kapitał wysokiego ryzyka jest kluczowy dla pokonania tej luki – mówi agencji Newseria Biznes Jia Hong Shaw, inwestor, anioł biznesu z Singapuru, założyciel Turn Off  Turn On Ventures.

Jak podkreśla, chodzi o znalezienie odpowiednich inwestorów, którzy są w stanie wesprzeć założycieli nie tylko w aspekcie finansowym, ale również w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi o podobnych doświadczeniach i tworzeniu sieci kontaktów. A to wszystko w celu zintensyfikowania prac nad rozwiązaniem problemów klimatycznych. Łączeniu różnych uczestników tego ekosystemu ma służyć rowerowa podróż inwestora.

– W trakcie mojej rowerowej wyprawy mam możliwość rozmawiać z lokalnymi mieszkańcami – nie tylko tymi, którzy zakładają start-upy, ale także z osobami, które prowadzą bardziej namacalne biznesy – z właścicielami piekarni czy kierowcami. Codziennie mogę liczyć na nowe doświadczenia, spotykam nowych ludzi, słucham całkiem innych historii. Rower jest dla mnie taką platformą, która pomaga nawiązać rozmowę i zainteresować spotykanych ludzi tym, co robię. Później siadam z tymi ludźmi przy stole i słucham ich historii, a każda osoba, każda rodzina ma swoją własną wyjątkową opowieść, z której mogę się wiele nauczyć. To dla mnie ogromny przywilej – mówi Jia Hong Shaw.

Przy okazji – jak zaznacza – chce promować jazdę na rowerze wśród mieszkańców Azji, gdzie nie jest to popularny rodzaj aktywności. Taka podróż przez Europę daje też szansę na poznanie innych różnic między Starym Kontynentem i Azją, a także pomiędzy poszczególnymi krajami.

Jako inwestorowi w obszarze klimatu w Europie szczególnie podoba mi się to, z jak dużym namysłem podchodzi się tu do wyboru odpowiednich działań w sferze klimatu. Jako inwestor z Azji jestem tutaj, by nauczyć się takiego podejścia – mówi założyciel Turn Off  Turn On Ventures. – Bardzo podoba mi się to, że przedsiębiorcy mają swój własny charakter typowy dla danego kraju. Widać tutaj duże różnice pomiędzy Europą Zachodnią a Wschodnią, zarówno w kwestiach finansowych, jak i kulturowych i historycznych. Dzięki temu mamy do czynienia z zupełnie odmiennym duchem przedsiębiorczości i innymi priorytetami.

Dlatego tak cenna jest wymiana doświadczeń między inwestorami i przedsiębiorcami, szczególnie jeśli chodzi o trudne momenty prowadzenia działalności i podnoszenie się po kolejnych potknięciach.

– Im więcej o tym mówimy, im więcej uczymy się od innych przedsiębiorców, którzy o tym mówią, tym bardziej zachęcamy innych do poruszania tego rodzaju tematów. A gdy każdy może swobodnie dzielić się swoimi doświadczeniami, wtedy pomagamy sobie nawzajem. Jako inwestorzy doceniamy przedsiębiorców, którzy szczerze mówią o tym, co przeszli, bo chcemy współpracować z ludźmi, którzy są szczerzy i potrafią radzić sobie z trudnościami – mówi singapurski inwestor.

Jia Hong Shaw jest jednym z założycieli funduszu Turn Off  Turn On Ventures. To zbudowane w ciągu ostatniego roku zrzeszenie aniołów biznesu inwestujących w obszarze zrównoważonego rozwoju i zmian klimatycznych. Poprzez Turn Off  Turn On Ventures grupa aniołów biznesu zainwestowała m.in. w rozwiązania z zakresu recyklingu baterii, filtracji ścieków, recyklingu PET bezpiecznego dla żywności czy w niskoemisyjny beton.

Podczas pobytu w Warszawie Jia Hong Shaw uczestniczył w Thursday Gathering, cyklicznym spotkaniu społeczności innowatorów, które organizuje Fundacja Venture Café Warsaw. Jak podkreśla inwestor, tego typu platformy do wymiany wiedzy i doświadczeń są kluczowe dla budowy ekosystemu innowacji.

Nie ma tutaj znaczenia to, jakim się jest przedsiębiorcą, na jakim się jest etapie kariery, w jakiej branży się działa. To miejsce, gdzie można porozmawiać, poznać ludzi, podzielić się swoimi doświadczeniami, uczyć się od innych, którzy przedstawiają swoją historię. Nieczęsto spotyka się tak duże platformy, gdzie jest to możliwe – mówi Jia Hong Shaw.

Rzeź Woli to jedna z najmniej znanych kart historii Powstania Warszawskiego. Powstaje nowy projekt edukacyjny w wirtualnej rzeczywistości

Rusza drugi etap rewitalizacji placu Męczenników Warszawskiej Woli. To jedno z ważniejszych miejsc pamięci Powstania Warszawskiego, gdzie w sierpniu 1944 roku wymordowano mieszkańców Woli i Ochoty. Fundacja PGE i opiekujący się placem ojcowie redemptoryści stworzą tutaj ścieżkę edukacyjną z multimedialnymi lekcjami w technologii wirtualnej rzeczywistości (VR), dzięki czemu z wiedzą o tragicznych wydarzeniach sprzed 78 lat łatwiej będzie dotrzeć do młodych odbiorców. Mimo wielu dekad prac badaczy szczegóły rzezi Woli nadal pozostają nieodkryte.

Plac Męczenników Warszawskiej Woli jest jednym z najważniejszych miejsc pamięci z okresu Powstania Warszawskiego. W 1944 roku między 5 a 7 sierpnia oprawcy niemieccy wymordowali ludność mieszkającą na Woli i Ochocie, dom po domu, ulica po ulicy. Jest to szczególne miejsce dla warszawiaków – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Fundacja PGE opiekuje się tym miejscem, zrewitalizowaliśmy je, dzięki czemu godnie wygląda, i przechodzimy do kolejnego etapu projektu rewitalizacji.

Podczas uroczystości upamiętniających tragiczne wydarzenia Fundacja PGE zapowiedziała uruchomienie drugiego etapu rewitalizacji placu Męczenników Warszawskiej Woli. Inicjatorzy chcą upamiętnić tym razem Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej oraz duchownych, którzy po wojnie walczyli o prawdziwą niepodległość Polski. Wspólnie z ojcami redemptorystami opiekującymi się tym miejscem Fundacja PGE stworzy ścieżkę edukacyjną opartą na multimedialnych lekcjach w wirtualnej rzeczywistości.

Będziemy realizowali nowoczesny projekt edukacyjny dla dzieci i młodzieży upamiętniający te dni. Tutaj, w budynkach na ul. Karolkowej u ojców redemptorystów, będzie prezentowany multimedialny pokaz historii, podczas którego dzieci i młodzież będą mogli się zapoznać z wydarzeniami tamtych dni, ich tragizmem, ale także poznać odwagę i heroizm Polaków, którzy podjęli walkę o wolność – zapowiada Wojciech Dąbrowski.

Naszym marzeniem jest stworzenie miejsca dla młodzieży i dzieci. Planujemy, jeżeli się uda, stworzyć taką izbę pamięci, do której chcielibyśmy zaprosić młodzież na 45-minutową lekcję historii. Jedna część odbywałaby się właśnie w sali do tego przygotowanej, druga część tutaj na placu – mówi o. Damian Simonicz, proboszcz parafii św. Klemensa Hofbauera na Woli w Warszawie.

Jak podkreśla, kluczowe jest docieranie z wiedzą na temat wydarzeń sprzed 78 lat właśnie do młodych ludzi.

– Chyba dzisiaj za bardzo nie rozumiemy, czym jest wolność i skąd się wzięła. Niedawno nasz kościół został po raz kolejny pomalowany hasłami obwiniającymi cały Kościół za wszelkie zło w Polsce. Na monitoringu widać, że to kolejny raz byli młodzi ludzie. Chcielibyśmy tym ludziom przypomnieć, że przed laty ich rówieśnicy często oddawali życie, byli mordowani, że ta wolność to ofiara, a nie taka samowola, krzyczenie, co mi się podoba, czy brak szacunku względem drugiego człowieka. Dlatego chcielibyśmy przypomnieć historię tego miejsca, historię młodzieży i dzieci, którzy oddawali życie, ale także historię księży, którzy swoje życie oddawali, wspierając tych najbiedniejszych, walczących o wolność – mówi o. Damian Simonicz.

Wśród pomordowanych wówczas mieszkańców Warszawy było również 30 redemptorystów. Jak podkreśla proboszcz warszawskiej parafii św. Klemensa Hofbauera, pierwszy etap rewitalizacji placu, który zakończył się w ubiegłym roku, był ważnym momentem przywracania temu miejscu należnej rangi.

Jesteśmy świadomi, że sami nie bylibyśmy w stanie tego projektu udźwignąć. Jest to miejsce pamięci, więc są to duże koszty – mówi.

Rzeź Woli bywa uznawana za największą jednostkową masakrę ludności cywilnej dokonaną w Europie w czasie II wojny światowej, a zarazem największą w historii jednostkową zbrodnię popełnioną na narodzie polskim. W ubiegłym tygodniu na otwarciu wystawy poświęconej rzezi Woli w Muzeum Powstania Warszawskiego wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego, prof. Piotr Gliński, podkreślił, że mimo wielu lat badań nad historią tych wydarzeń i zaangażowania naukowców wciąż pozostaje ona nie do końca poznana. Najlepiej świadczy o tym fakt, że nie określono nawet dokładnie liczby pomordowanych. Materiały źródłowe podają przedział od 15 do 60 tys. osób.

– Wolność, tradycja, polskość są dla nas szczególnie ważne. My będziemy o tych wydarzeniach pamiętali i jestem przekonany o tym, że także będą pamiętały kolejne pokolenia – mówi Wojciech Dąbrowski.

Jak podkreśla, rewitalizacja placu przy ulicy Karolkowej to jedna z wielu inicjatyw PGE Polskiej Grupy Energetycznej na rzecz upamiętnienia ofiar zbrodni nazistowskich. Co roku spółka organizuje uroczystości związane z rocznicą walk o odbicie z rąk niemieckich elektrowni na Powiślu i utrzymanie jej działania, bo to ona dostarczała prąd powstańczej Warszawie. PGE od czterech lat prowadzi także projekt Tablice Pamięci, którego celem jest popularyzacja wiedzy o warszawskich miejscach pamięci z czasów II wojny światowej. Przy każdej tablicy Tchorka, upamiętniającej niemieckie zbrodnie, umieszczono tabliczki z informacjami w języku polskim i angielskim wraz z kodem QR.

– Chcemy upowszechnić wśród szerokiej rzeszy Polaków, ale przede wszystkim także turystów z zagranicy, tę tragiczną historię Warszawy – mówi prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Stworzyliśmy do tego specjalną aplikację, więc można zwiedzać Warszawę, mając w ręku telefon, odwiedzając miejsca historyczne upamiętniające tragizm tamtych dni.

Kolejki do fizjoterapeutów coraz dłuższe, a zapotrzebowanie rośnie. Pacjentom pomóc mogą nowe technologie

Cyfrowy fizjoterapeuta pomoże pacjentom z dolegliwościami bólowymi pleców. Raccoon.Recovery to aplikacja, która wspomaga rehabilitację bez konieczności odwiedzania fizjoterapeuty i posiadania odpowiedniego sprzętu. W obliczu problemów, z jakimi zmaga się system rehabilitacji leczniczej finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, może to być rozwiązanie, które przyniesie ulgę wielu ludziom.

Raccoon to cyfrowy fizjoterapeuta, aplikacja, która sprawia, że fizjoterapia dostępna jest na wyciągnięcie ręki. Jej zasada działania przypomina spotkanie z prawdziwym fizjoterapeutą, opiera się na medycznych protokołach i wytycznych, ale przenosimy wizytę do świata cyfrowego. Nasza aplikacja zadaje te same pytania, co fizjoterapeuci, zbiera dane, analizuje je i w 90 proc. sytuacji przygotowuje nam gotowy plan działania. W pozostałych 10 proc. przypadków rozpoznaje sygnały alarmowe, w przypadku których nadal potrzebny jest udział człowieka, prawdziwego fizjoterapeuty. W takiej sytuacji nasza aplikacja zaleci kontakt ze specjalistą – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Svitlana Malovana, prezeska i współzałożycielka start-upu  Raccoon. 

Aplikacja stworzona przez Raccoon koncentruje się na bólu pleców, bo jest to jedna z bardziej powszechnych dolegliwości. Cierpi na to co 10 proc. populacji.

– Wcześniej pracowaliśmy z ośrodkami rehabilitacji, przekazywaliśmy im nasze oprogramowanie i analizowaliśmy duże grupy przypadków. Jednak teraz, w zakresie rozwiązań w modelu B2C i B2B2C, postanowiliśmy skupić się na konkretnej dolegliwości – dodaje Svitlana Malovana.

Jak pokazuje raport firmy Medicover „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2021”, ból pleców jest jednym z najważniejszych problemów zdrowotnych, wywołujących absencję chorobową osób pracujących zawodowo. W 2020 roku w porównaniu z 2019 rokiem długość zwolnień lekarskich wzrosła w większości problemów z układem ruchu, także w przypadku bólu pleców. W 2019 roku średnia liczba dni zwolnienia z powodu bólu pleców wynosiła 6,95, a w 2020 roku już 7,61. Jedną z przyczyn może być siedzący tryb życia w czasie pracy zdalnej i utrudniony dostęp do rehabilitacji w czasie pandemii COVID-19.

Raccoon współpracuje z ośrodkami rehabilitacji i towarzystwami ubezpieczeniowymi. Platforma cyfrowa umożliwia nie tylko zbadanie i zdiagnozowanie potrzeb pacjenta, lecz także tworzenie programu ćwiczeń opartego na grywalizacji i monitorowanie postępów pacjenta. 

Myślę, że technologie podobne do aplikacji Raccoon są wczesną zapowiedzią tego, co będzie standardem w przyszłości. Cała podstawowa opieka zdrowotna stanie się cyfrowa i takie narzędzia jak nasze zajmą się prostymi, typowymi przypadkami. W rzeczywistości większość problemów zdrowotnych na świecie to schorzenia typowe. Będzie to pomoc dla fizjoterapeutów i lekarzy, którzy będą mogli skupić się na specyficznych przypadkach. Sądzę, że tak będzie wyglądać przyszłość i mam nadzieję, że już wkrótce się jej doczekamy – przewiduje prezeska i współzałożycielka start-upu  Raccoon. 

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli z grudnia 2021 roku wynika, że sposób organizacji i finansowania rehabilitacji leczniczej nie zapewniał pacjentom równego dostępu do świadczeń. Problem w tym, że w latach 2018–2020 spadła liczba podmiotów świadczących te usługi. Również kontrole NFZ prowadzone w poprzednich latach potwierdzały za każdym razem, że dostępność świadczeń rehabilitacji leczniczej jest ograniczona, co przejawia się długimi kolejkami oczekujących pacjentów. Problem jest widoczny szczególnie w rehabilitacji po hospitalizacji. Tylko 1/4 pacjentów po udarze mózgu rozpoczęła rehabilitację w ciągu dwóch tygodni po zakończeniu leczenia szpitalnego, przy czym niecałe 11 proc. w tym samym szpitalu, gdzie przebywali w związku z tym schorzeniem. Jeżeli chodzi o pacjentów hospitalizowanych ze względu na choroby kręgosłupa, ogólna dostępność rehabilitacji była jeszcze niższa. W latach 2019–2020 zaledwie 6,5 proc. z nich uzyskało rehabilitację w ciągu dwóch tygodni, a tylko dla niecałych 2 proc. rehabilitacja odbywała się u tego samego świadczeniodawcy, u którego pacjent był hospitalizowany. 

Konsumenci muszą się liczyć z kolejnymi podwyżkami cen prądu. Zmiana codziennych nawyków może jednak obniżyć rachunki [DEPESZA]

W ubiegłym tygodniu trzech dostawców złożyło do Urzędu Regulacji Energetyki wnioski o zmianę obowiązujących w 2022 roku taryf na sprzedaż energii dla gospodarstw domowych. To oznacza, że jeszcze w tym roku niewykluczone są podwyżki cen. – Prąd, gaz i ciepło w naszych domach w najbliższym czasie nie będą tańsze. Polacy powinni w miarę możliwości uwzględnić te nowe realia w swoich codziennych wyborach – wskazuje Maciej Maciejowski z Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. Żeby zaoszczędzić na rachunkach za prąd, wystarczy zmiana drobnych, codziennych nawyków. Prowadzona przez PKEE kampania „Liczy się energia” pokazuje, jak zrobić to bez konieczności kupowania energooszczędnego sprzętu czy rezygnacji z urządzeń elektrycznych.

– W obecnej sytuacji rosnących cen paliw, agresji Rosji na Ukrainę, inflacji i kosztów CO2 ceny energii rosną na całym świecie. To duże obciążenie dla obywateli i firm, ale nie idą za nim nadzwyczajne korzyści dla branży energetycznej. Energia elektryczna z pewnością będzie droższa w 2023 roku, dlatego tak ważne jest, byśmy wszyscy – producenci węgla, spółki energetyczne i odbiorcy energii – podchodzili do tego tematu odpowiedzialnie i solidarnie. Już teraz warto więc racjonalnie podchodzić do zużycia energii i po prostu zacząć ją oszczędzać, dzięki temu podwyżki będą mniej odczuwalne – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.

W badaniu przeprowadzonym w czerwcu br. przez IBRIS dla PKEE 91 proc. ogółu Polaków zadeklarowało, że uważa się za osoby oszczędzające energię elektryczną. Przeciwnego zdania było jedynie 7 proc. respondentów. Z tego samego badania wynika również, że dla 72 proc. Polaków motywacją do oszczędzania prądu jest troska o środowisko naturalne. Jeszcze większy odsetek respondentów (86 proc.) wskazał na chęć ograniczenia wysokich rachunków za energię elektryczną.

– Prezes Urzędu Regulacji Energetyki wskazywał niedawno, że ciepło, prąd i gaz w naszych domach w najbliższym czasie tańsze nie będą – podkreśla Maciej Maciejowski, dyrektor ds. komunikacji PKEE. – Polacy powinni w miarę możliwości uwzględnić te nowe realia w swoich codziennych wyborach. Powszechną postawą powinno być racjonalne korzystanie z energii i możliwie maksymalna redukcja jej zużycia.

Sposoby na optymalizację zużycia energii i zmniejszenie wysokości rachunków przekazuje ogólnopolska kampania „Liczy się energia”, prowadzona przez Polski Komitet Energii Elektrycznej. Z materiałów i porad dostępnych na stronie www.liczysieenergia.pl można się dowiedzieć, jak zrobić to w najprostszy sposób – bez konieczności kupowania energooszczędnego sprzętu czy drastycznego ograniczenia korzystania z urządzeń elektrycznych. Wystarczy tylko zmiana drobnych, codziennych nawyków.

– Jeśli racjonalnie podejdziemy do tematu oszczędzania energii, te oszczędności mogą być naprawdę spore. Szczególnie w perspektywie kwartału czy roku – podkreśla ekspert PKEE. – To racjonalne podejście obejmuje m.in. dopasowanie energochłonnych czynności do taryfy, jaką posiadamy. Wybrane taryfy zakładają mniejsze opłaty za energię zużywaną w nocy lub weekendy. Jeśli właśnie w tym czasie zaplanujemy włączenie pralki, zmywarki, odkurzanie czy większe gotowanie, to oszczędności mogą sięgnąć nawet kilkudziesięciu procent kosztów.

Z badania Publicis Groupe Data Science dla PKEE wynika, że tego typu działania edukacyjne przynoszą efekty. Po pierwszej edycji kampanii „Liczy się energia” mniej osób deklaruje, że w ogóle ogranicza korzystanie z urządzeń elektrycznych, aby zaoszczędzić na rachunkach za prąd. Wcześniej ten odsetek wynosił 13 proc., a w wyniku działań edukacyjnych spadł o ponad połowę (do 6 proc.). Kampania dotarła do 34 proc. Polaków w wieku 35+, którzy są właścicielami bądź współwłaścicielami domów i mieszkań.

– W tej chwili 46 proc. Polaków w badanej grupie deklaruje ograniczenie korzystania z oświetlenia, podczas gdy przed kampanią ten odsetek wynosił 42 proc. Rezygnację z pozostawiania urządzeń w trybie czuwania deklaruje 28 proc. versus 14 proc. wcześniej. Natomiast używanie energooszczędnych urządzeń – 18 proc. vs. 13 proc. przed kampanią – mówi Maciej Maciejowski.

Na aspekty związane z oszczędzaniem energii warto zwrócić uwagę zwłaszcza latem, mając w planach dłuższą nieobecność w domu bądź mieszkaniu. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy światła we wszystkich pomieszczeniach na pewno są wyłączone. Pozostawienie ich na kilka czy kilkanaście dni może bowiem znacznie podnieść wysokość rachunków za energię i obciążyć domowy budżet. Wyjeżdżając, warto również odłączyć od prądu część urządzeń elektrycznych.

 Chodzi m.in. o telewizor, mikrofalówkę, komputery, pralkę czy wpięte do gniazdek ładowarki. Te urządzenia, nawet pozostając w trybie uśpienia, nadal pobierają energię elektryczną, czego najlepszym przykładem są świecące się diody i zegary na pralce czy kuchence mikrofalowej – mówi dyrektor ds. komunikacji Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.

Metawersum coraz silniej oddziałuje na branżę gier. Ich twórcy widzą w tym wiele szans

Metawersum jest w tej chwili jednym z najważniejszych trendów kształtujących branżę gier, to już ważna część strategii wielu dużych firm technologicznych – wskazuje firma analityczna Newzoo. GWI zauważa z kolei, że w 2021 roku aż 84 proc. konsumentów na świecie grało na dowolnym urządzeniu, co oznacza, że w przyszłości koncepcja metawersum może przyciągnąć solidną bazę użytkowników. Jak na razie tylko 33 proc. zna i rozumie koncept tej przestrzeni, ale gamerzy i twórcy treści upatrują dużych korzyści z nią związanych.

 Za kilka lat gaming i metawersum mogą mieć bardzo wiele wspólnego. Już w tej chwili szukamy możliwości, sprawdzamy, co gamerzy mogą zyskać w związku z metawersum i Web 3.0, ale też w drugą stronę – czego społeczność gamingowa może nauczyć branże blockchainowe czy metawersowe, związane z wirtualną rzeczywistością. To są bardzo ciekawe korelacje, bo i jedni, i drudzy będą od siebie wiele wymagać. Gracze będą chcieli przede wszystkim tego, żeby wszystko, co powstaje w metawersum, cały ten ekosystem był zabawny i grywalny, żeby dawał nam wartości, które znamy z tradycyjnego gamingu i e-sportu – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Marks z GamerHash.

Odkąd Mark Zuckerberg przedstawił projekt metawersum – koncepcję wirtualnego świata, stworzonego od podstaw, który ma funkcjonować równolegle z tym rzeczywistym – ten temat budzi coraz większe zainteresowanie. Metawersum jest określane jako kolejna ewolucja internetu albo Web.3.0. Jak wskazuje firma analityczna Newzoo, stał się już ważną częścią strategii wielu dużych firm technologicznych. Również związanych z gamingiem.

– W metawersum będzie mocno rozwijać się zjawisko play-to-earn i play-and-earn, czyli po prostu graj po to, żeby coś zyskać. I nie będą to wyłącznie natywne waluty powstających projektów gamingowych, ale i kryptowaluty. Zawodnicy, wykonując jakieś drobne zadania, sidequesty, równocześnie dobrze się bawiąc, będą mogli zarabiać pieniądze – mówi Joanna Marks.

Metawersum już w tej chwili jest jednym z najważniejszych trendów kształtujących branżę gier. Oprócz Mety (Facebooka) plany stworzenia autorskiego metawersum mają też m.in. Epic Games (pół roku temu firma zarejestrowała już nowy znak towarowy „Epic Games Megaverse”) oraz Microsoft, który przejął w tym celu spółkę Activision Blizzard, posiadającą katalog znanych gier jak Call of Duty i World of Warcraft.

Wirtualne światy rozwijają się równolegle, jest już kilka projektów metawersowych, które mają też swoje natywne waluty funkcjonujące wewnątrz ekosystemu. Więc żeby grać, zawodnik – czy też osoba niezwiązana z gamingiem, ale będąca pasjonatem takich rozwiązań – będzie musiała najprawdopodobniej posiadać walutę danego projektu, żeby się bawić, kupować NFT, rozwiązywać zadania. Z drugiej strony, jeżeli próg wejścia będzie o wiele niższy, to będziemy mogli w metawersum uzyskiwać wiele korzyści, np. w postaci walut tych ekosystemów. Przykładowo w Sandboksie posługujemy się SAND-ami – mówi ekspertka z GamerHash. – To jest coś, co  ciągle się rozwija, czego ciągle się uczymy, to jest proces. I to jest w sumie najbardziej ekscytujące.

Przeprowadzone w tym roku badanie firmy analitycznej GWI („The biggest 2022 trends”) pokazuje, że 51 proc. respondentów jest zainteresowanych zaangażowaniem się w metawersum, ale jednocześnie tylko 33 proc. zna i rozumie koncept tej przestrzeni. Największych korzyści związanych z tym konceptem upatrują natomiast gamerzy i twórcy treści. 43  proc. uważa, że dzięki tej koncepcji gaming stanie się popularniejszy, a 40 proc. – że rozwiną się gry społecznościowe, a 38 proc. – że stanie się przystępniejszy dla nowych grup odbiorców. Zdaniem 33 proc. metawersum stworzy też więcej możliwości finansowych dla graczy. Po 36 proc. respondentów odpowiedziało, że więcej będzie także możliwości dla niezależnych deweloperów gier oraz dla marek, które będą chciały zaangażować się w gaming.

GWI zauważa też, że w III kwartale 2021 roku w globalnej skali aż 84 proc. konsumentów grało w gry na dowolnym urządzeniu, co oznacza, że w przyszłości koncepcja metawersum może przyciągnąć solidną bazę użytkowników. I choć obecnie w gry VR gra tylko ok. 12 proc. konsumentów, to wzrost w tym segmencie jest błyskawiczny – w porównaniu z II kwartałem 2020 roku wyniósł 67 proc. Ta technologia zyskuje na popularności także poza segmentem gier, ponieważ coraz więcej firm eksperymentuje z VR jako alternatywą dla tradycyjnych połączeń konferencyjnych.

Możliwości, jakie dla różnych branż stwarza Web 3.0, były tematem jednego z Thursday Gathering, cyklicznego spotkania dla społeczności innowatorów. W każdy czwartek o godz. 17 Fundacja Venture Café Warsaw i jej partnerzy zapraszają do CIC w Varso przy ulicy Chmielnej 73 na debaty, warsztaty i rozmowy networkingowe w luźnej atmosferze. Spotkania te są bezpłatne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych.

Ostatni dzień na złożenie deklaracji w Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków. Spóźnienie może skutkować grzywną

Właścicielom i zarządcom nieruchomości został już tylko jeden dzień, żeby złożyć deklarację do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków i wskazać w niej swoje źródło ogrzewania. Ci, którzy nie dopełnią tego obowiązku, muszą się liczyć z karą grzywny. Trzeba też pamiętać, że obowiązkiem zgłoszenia do CEEB są objęte wszystkie budynki – mieszkalne i niemieszkalne – wybudowane i oddane do użytkowania przed styczniem 2022 roku. 

Do 28 czerwca br. do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków wpłynęło już ok. 5,7 mln deklaracji. Wcześniej szacowaliśmy, że docelowo powinno ich być między 5,5 a 6 mln, więc można śmiało powiedzieć, że cel został osiągnięty – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Cabańska, Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.

Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków (CEEB) to ogólnokrajowa baza danych, której celem jest m.in. sprawdzenie, czym Polacy ogrzewają swoje gospodarstwa domowe. Działa od 1 lipca 2021 roku i została wprowadzona ustawą o wspieraniu termomodernizacji i remontów. Obowiązek zgłoszenia źródła ogrzewania mają wszyscy właściciele i zarządcy nieruchomości wybudowanych i oddanych do użytkowania przed styczniem 2022 roku. Dotyczy on zarówno budynków mieszkalnych, jak i niemieszkalnych, np. usługowych i użyteczności publicznej. 

– Wszyscy właściciele i zarządcy budynków mają obowiązek zgłosić do CEEB źródła ciepła i spalania paliw do 1 MW. Za budynki wielorodzinne taką deklarację powinni złożyć zarządcy. Natomiast jeśli w lokalu w takim budynku wielorodzinnym mamy jakieś indywidualne źródło ciepła, wtedy powinniśmy je zgłosić do zarządcy z prośbą, żeby uwzględnił to w deklaracji, bądź też złożyć ją samodzielnie – mówi Dorota Cabańska.

Obowiązkową deklarację do CEEB można złożyć online (przez Profil Zaufany lub e-dowód), jak i w formie papierowej, za pośrednictwem swojego urzędu gminy. Co istotne, za niezłożenie deklaracji przewidziana jest kara grzywny w wysokości do 500 zł.

– Ustawa przewiduje jednak taki mechanizm, że jeśli faktycznie o tym zapomnieliśmy, ale szybko się zreflektujemy, po tym terminie też jak najbardziej można złożyć deklarację i wtedy też unikniemy kary – mówi Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.

Jak wskazuje, z dotychczasowych statystyk wynika jednak, że zdecydowana większość właścicieli i zarządców pamiętała o dopełnieniu tego obowiązku.

Nie jesteśmy jeszcze w stanie jednoznacznie podać, czy we wszystkich regionach spłynęło 100 proc. deklaracji, ponieważ duża ich część spływa do urzędów miast i gmin w wersji papierowej. Zgodnie z ustawą urzędnicy mają sześć miesięcy na to, żeby wprowadzić deklaracje do CEEB. I tak naprawdę dopiero po zsumowaniu będziemy znać dokładną liczbę. Ale w opublikowanym przez nas rankingu widać, że w poszczególnych gminach spłynęło już ponad 90 proc. deklaracji – mówi Dorota Cabańska.

Z tych, które zostały złożone do tej pory, wynika, że w Polsce jako źródło ogrzewania wciąż przeważają kotły na paliwo stałe, czyli np. węgiel, drewno albo ekogroszek.

– Dominującym źródłem ciepła i spalania paliw jest typowy kocioł. Ponad 2,9 mln deklaracji zawiera właśnie ten wpis. Natomiast pocieszające jest to, że w ponad 2,7 mln deklaracji jako źródło ciepła został wskazany kocioł gazowy. Rośnie również liczba zgłoszeń dotyczących ogrzewania elektrycznego, których do 28 czerwca było zarejestrowanych ponad 800 tys. – mówi Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.

Docelowo baza CEEB ma być rozbudowywana o kolejne moduły i gromadzić również inne informacje, m.in. o stanie technicznym budynków, udzielonych dotacjach (np. na termomodernizację, fotowoltaikę) czy kontrolach zagospodarowania odpadów. Jej głównym celem jest jednak sprawdzenie, czym Polacy ogrzewają swoje domy, aby na podstawie tych danych móc np. kształtować programy dotacyjne czy strategie walki z niską emisją i smogiem.

Dzięki temu spisowi samorządy będą wiedziały, z jaką liczbą kopciuchów, czyli niskoemisyjnych pieców klasy trzeciej i poniżej, mają do czynienia, ile ich trzeba wymienić w regionie, i będą w stanie zaplanować, w jakim czasie są w stanie to zrealizować – tłumaczy Dorota Cabańska.

Obowiązek zgłoszenia deklaracji do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków obejmuje również budynki nowo powstające. Wszyscy ci, którzy po 1 stycznia 2022 roku oddają do użytku nowe budynki, mają 14 dni na zgłoszenie źródła ogrzewania. 

Młodzi naukowcy mogą liczyć w Polsce na wsparcie dla swoich badań. To może skłaniać ich do powrotu do kraju z zagranicznych uczelni

Wprowadzenie i upowszechnienie się systemu grantowego w polskiej nauce spowodowało, że młodym badaczom łatwiej jest rozpocząć badania. Dzięki temu już u progu kariery mogą zacząć pracować samodzielnie, niezależnie od swoich promotorów. – Zmiana w systemie finansowania pociąga za sobą także zmiany w sposobach myślenia o nauce – ocenia prof. Maciej Żylicz, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, która od 30 lat wspiera naukę w Polsce, pomagając także młodym badaczom między innymi poprzez stypendia w programie START.

– 30 lat temu wprowadzono w Polsce system grantowy, dzięki czemu młodzi ludzie mogli zacząć pracować indywidualnie, a nie tylko ze swoimi starszymi profesorami. Myślę, że to otworzyło polską naukę i spowodowało, że wielu naukowców wróciło do Polski i kontynuowało tu swoją pracę. Stworzenie systemu grantowego było rewolucją w rozwoju polskiej nauki – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Maciej Żylicz.

Do tej pory w programie START – największym i najdłużej trwającym polskim programie stypendialnym dla najmłodszych naukowców, którzy dopiero rozpoczynają karierę naukową – Fundacja na rzecz Nauki Polskiej przyznała młodym badaczom ponad 3,9 tys. stypendiów na łączną kwotę 90,5 mln zł. Środki te pochodzą zarówno z budżetu Fundacji, jak i z wpłat 1% podatku dochodowego oraz pieniędzy przekazywanych przez prywatnych darczyńców i firmy. Od kilku lat program START wspierają też NBP (w ramach programu edukacji ekonomicznej) oraz Fundacja PZU.

– W całej Europie, która jest dość skostniała, włącznie z Polską, młodym ludziom bardzo trudno jest rozpocząć niezależne życie naukowe. Tymczasem Fundacja stworzyła już 560 nowych zespołów naukowych i myślę, że to zaowocuje odmłodzeniem kadry, innym sposobem myślenia i postępowania w nauce – ocenia prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. – Ponadto stworzyliśmy też 14 centrów doskonałości w ramach programu Międzynarodowe Agendy Badawcze, gdzie najlepsi naukowcy mogą przyjechać i prowadzić tak samo dobre badania, jak robili to za granicą, a czasem nawet lepiej. Dzięki temu, nawet jeśli ktoś wyemigrował z Polski, to ma tu do czego wrócić i może robić badania naukowe na takim samym poziomie, na jakim robi się to na świecie.

W tegorocznej edycji konkursu START, rozstrzygniętej na początku maja, stypendia (w wysokości 28 tys. zł rocznie) trafią do 100 uzdolnionych młodych naukowców. Łączna kwota przeznaczona przez FNP na ten cel to 3 mln zł. Program START to jedna z wielu inicjatyw Fundacji, która jest największym pozabudżetowym źródłem finansowania polskiej nauki. W ciągu 30 lat działalności FNP przeznaczyła na ten cel już w sumie 1,7 mld zł, w tym ponad 1,1 mld zł ze środków pochodzących z funduszy europejskich i prawie 528 mln zł ze środków własnych, a liczba stypendiów, subsydiów i nagród przyznanych polskim naukowcom na wszystkich etapach kariery naukowej przekroczyła 12,6 tys.

– Zasadnicza zmiana w polskiej nauce przypada na moment, w którym Polska wchodzi do UE w 2004 roku, bo wówczas wkracza do europejskiego obszaru badawczego. Bardzo rozwija się współpraca międzynarodowa pomiędzy polskimi a zagranicznymi uczonymi. Uczelnie, instytuty PAN, a Fundacja przede wszystkim starają się, żeby oceny projektów były robione przez recenzentów zagranicznych, żeby uczeni zagraniczni mogli przyjeżdżać do Polski i tu realizować swoje projekty, żeby można było tworzyć zespoły międzynarodowe finansowane nie tylko ze źródeł polskich, budżetowych, ale także ze źródeł europejskich. To w pewnym momencie zasadniczo zmieniło sposób funkcjonowania polskiej nauki i znalazło odzwierciedlenie głównie w standardach, które zaczęły obowiązywać – standardach funkcjonowania instytucji naukowych, oceniania uczonych, oceniania osiągnięć. To przede wszystkim standardy oceny projektów naukowych stworzyły zupełnie nową rzeczywistość – mówi prof. Włodzimierz Bolecki, wiceprezes zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

– W rankingach najlepiej cytowanych prac naukowych na świecie Polska zajmuje w tej chwili 22.–23. miejsce, choć są takie dyscypliny naukowe, które są na 13.–14. miejscu i wyprzedzają nas tylko kraje, w których nakłady na naukę są 10-krotnie wyższe – mówi prof. Maciej Żylicz.

Jak podkreśla prezes FNP, polska nauka zrobiła na przestrzeni ostatnich 30 lat ogromny skok jakościowy, ale jej słabością wciąż pozostaje komercjalizacja swoich osiągnięć i współpraca z biznesem. Dlatego Fundacja na rzecz Nauki Polskiej wraz z brytyjską firmą doradczą pracuje właśnie nad nowym programem, w ramach którego naukowcy będą mogli zdobyć wiedzę o komercjalizacji badań i tworzeniu spin-offów wokół uniwersytetów i instytutów Polskiej Akademii Nauk.

Wsparcie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej pomaga polskim badaczom kontynuować pracę naukową, dokonywać spektakularnych odkryć, konkurować w międzynarodowym środowisku naukowym i sięgać po zagraniczne granty czy nagrody. Wybrane efekty tego wsparcia na przestrzeni ostatniego 30-lecia zostały zebrane w publikacji „Sięgając po niezbadane. Osiągnięcia naukowe współfinansowane przez FNP”. Prezentuje ona 30 wyjątkowych osiągnięć badawczych dokonanych przez polskich uczonych – laureatów programów FNP – które odbiły się szerokim echem w nauce światowej.

– Największe osiągnięcia naukowe, które finansowała FNP, mają zdecydowanie szeroko rozumiane nauki z zakresu fizyki. To jest astrofizyka, fizyka teoretyczna i eksperymentalna, różne mariaże fizyki z dziedzinami pokrewnymi, np. z chemią, ale także biologia, nauki o życiu. Z kolei jeśli chodzi o nauki humanistyczne – obserwujemy wielkie osiągnięcia polskiej archeologii – mówi prof. Włodzimierz Bolecki.

Jak podkreśla, jednym z istotniejszych programów Fundacji w ciągu ostatnich trzech dekad było właśnie dotowanie nauk humanistycznych i społecznych, dzięki czemu zmieniło się podejście do tych dyscyplin. Początkowo programy opierały się głównie na wspieraniu bibliotek, archiwów czy innych inicjatyw, na które jednostkom naukowym brakowało środków. Teraz jednak – podobnie jak w przypadku nauk ścisłych – FNP finansuje osiągnięcia, stypendia dla konkretnych ludzi i zespołów badawczych.

– Wśród programów, które FNP prowadzi nieprzerwanie od wielu lat, jest program monografii humanistycznych, czyli najwybitniejszych książek i prac, które są zgłaszane na konkurs fundacyjny. Wydajemy ich mało, bo 10–12 tytułów rocznie, ale są to prace, które przeszły niezwykle surową ocenę i zwyciężyły w bardzo trudnej konkurencji – wyjaśnia wiceprezes Fundacji.

Do flagowych inicjatyw Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, realizowanych od początku jej działalności, należą również Nagrody FNP, które są uznawane za najważniejsze w Polsce wyróżnienie naukowe. Fundacja w tym roku uruchomiła inną ważną inicjatywę, Program Współpracy Polsko-Ukraińskiej. W ramach tego programu FNP planuje sfinansowanie do sześciu projektów realizowanych wspólnie przez badaczy i badaczki z Polski i Ukrainy. Fundacja prowadzi też akcję zbiórkową (pomocukrainie.fnp.org.pl), której celem jest zwiększenie liczby naukowców i studentów z Ukrainy zaangażowanych w realizację projektów.

Okazją do przypomnienia roli FNP w rozwoju polskiej nauki na przestrzeni ostatniego 30-lecia był uroczysty jubileusz, w trakcie którego wręczono również Wyróżnienia im. prof. Macieja W. Grabskiego – twórcy i wieloletniego prezesa fundacji – za działania na rzecz społecznego rozumienia nauki. Odebrali je Magdalena Bajer – dziennikarka i publicystka, która od kilku dekad zajmuje się tematyką naukową, oraz prof. Andrzej Białas – fizyk i profesor nauk matematyczno-fizycznych. Prowadzony przez prof. Białasa od 2008 roku tygodnik „PAUza Akademicka” jest forum dyskusji środowiska akademickiego na temat nauki i jej roli w społeczeństwie. Trzecim laureatem wyróżnienia został prof. Szymon Malinowski – fizyk atmosfery i założyciel portalu Nauka o Klimacie, który od wielu lat zajmuje się propagowaniem wiedzy naukowej dotyczącej zmian klimatycznych.

- Advertisement -spot_img

Latest News

Rolnicy coraz chętniej korzystają z odnawialnych źródeł energii. Ubezpieczenia takich instalacji mogą być dodatkiem do polisy rolnej

Panele fotowoltaiczne na dachach to coraz częstszy widok na polskiej wsi. Rolnicy coraz chętniej korzystają z rozwiązań OZE, w czym pomaga m.in. możliwość uzyskania dofinansowania z programu Agroenergia. Eksperci ubezpieczeniowi radzą, by tego typu instalacje włączyć w zakres posiadanej polisy. Ochrona ubezpieczeniowa zadziała m.in. w przypadku przepięcia czy zniszczenia paneli na skutek gradu lub wichury. Zmiany klimatu i związane z nimi gwałtowne zjawiska pogodowe pozostają główną kategorią ryzyk w rolnictwie i ten trend będzie się utrzymywać.

– Ubezpieczenia gospodarstw rolnych to dynamiczna część rynku, w której pojawia się coraz więcej rozwiązań dedykowanych nowym technologiom i odnawialnym źródłom energii, jak np. instalacje fotowoltaiczne czy kolektory słoneczne. Poza typowymi ryzykami, które są związane ze zdarzeniami naturalnymi, takimi jak burze, wiatr czy grad, ubezpieczane są dziś również zdarzenia takie jak przepięcie czy utrata energii – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Paduszyński, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Indywidualnych w TU Compensa SA.

Eksperci rynku energetycznego podkreślają, że technologie OZE mają największy potencjał rozwoju właśnie na obszarach wiejskich. Rząd zapowiada nowe rozwiązania, które mają sprawić, że wykorzystanie biomasy, fotowoltaiki czy innych bezemisyjnych źródeł będzie jak największe. Nad rekomendacjami w tym zakresie pracuje zespół roboczy złożony z ekspertów resortu rolnictwa oraz klimatu i mają one być przedstawione jeszcze w grudniu.

Można więc oczekiwać, że zainteresowanie rolników inwestowaniem w różnego typu mikroinstalacje będzie rosło. Jak wskazuje raport URE, w ubiegłym roku w Polsce energia elektryczna była wytwarzana w niemal 460 tys. mikroinstalacji, a łączna moc zainstalowana wynosiła ponad 3 GW. Niemal 100 proc. stanowiły panele fotowoltaiczne.

Tego typu instalacje są narażone na zniszczenia podobnie jak inne elementy budynków i podobnie jak one mogą podlegać ubezpieczeniom. Na nieco innych zasadach chronione są panele montowane na dachach budynków, a na innych instalacje wolnostojące. W tym pierwszym przypadku jest to element budynku i ubezpieczony powinien zwiększyć jego wartość o wartość paneli. Urządzenia, które stoją bezpośrednio na ziemi, są traktowane jako osobna budowla podlegająca odrębnemu ubezpieczeniu. 

– Dziś rolnik może ubezpieczyć praktycznie każdy rodzaj mienia. Począwszy od budynków, które wchodzą w skład obowiązkowych ubezpieczeń, poprzez mienie ruchome, czyli ruchomości domowe i inne ruchomości znajdujące się na terenie gospodarstwa rolnego – po maszyny, sprzęt rolniczy, zwierzęta czy ziemiopłody znajdujące się w magazynach – wymienia ekspert Compensy. – Rolnik może ubezpieczyć także nowoczesne technologie, np. z zakresu OZE, które są objęte specjalnym ubezpieczeniem od chociażby przepięcia.

Zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach obowiązkowych z 2003 roku rolnicy posiadający gospodarstwo o łącznej powierzchni co najmniej 1 ha mają obowiązek ubezpieczenia budynków rolniczych od pożaru i innych zdarzeń losowych oraz wykupienia obowiązkowej polisy OC, która zabezpiecza rolnika, mieszkającą z nim rodzinę i wszystkich tych, którzy pracują w gospodarstwie rolnym.

Właściciele gospodarstw, którym zależy na większej ochronie lub chcą zabezpieczyć się przed skutkami coraz gwałtowniejszych zjawisk pogodowych, mają do wyboru szereg opcji dodatkowych. Co istotne, wszystko to rolnik może ubezpieczyć na jednej polisie, łączącej ubezpieczenie dobrowolne i obowiązkowe w zakresie majątkowym i osobowym.

– Wypłaty odszkodowań w ubezpieczeniach rolnych są najczęściej związane ze zjawiskami naturalnymi. I tu obserwujemy, że te zjawiska są coraz bardziej gwałtowne. Mamy coraz silniejsze opady, coraz gwałtowniejsze wichury, coraz większe lokalne podtopienia – wymienia Andrzej Paduszyński.

Opublikowany w 2019 roku raport Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) pokazuje, że ekstremalne warunki pogodowe, takie jak powodzie, susze i fale upałów, z każdym rokiem osiągają poziom nienotowany dotychczas w Europie. To zaś zły prognostyk dla rolnictwa, które jest jednym z sektorów najbardziej narażonych na ich skutki.

Unijna agencja wskazuje, że zmiany klimatu już w tej chwili są mocno odczuwalne dla rolników i sektora rolnego, a prognozy wskazują, że do 2050 roku plony upraw takich jak pszenica, kukurydza i burak cukrowy mogą spać w Europie nawet o 50 proc., co spowoduje znaczny spadek dochodów gospodarstw rolnych. Według EEA w niektórych częściach Europy produkcja roślinna i hodowlana będzie musiała zostać całkiem zarzucona ze względu na nasilone efekty zmiany klimatu („Climate change impacts and adaptation in the agricultural sector in Europe”).

Wpływ gwałtownych zjawisk pogodowych na sektor rolnictwa podkreśla też przyjęta w 2019 roku „Polityka ekologiczna Polski do 2030 roku”. Scenariusze klimatyczne dla Polski pokazują, że w tej dekadzie powszechne staną się coraz częstsze i dłuższe fale upałów. Równie dotkliwe mogą być krótkie, ale bardzo intensywne opady deszczu, powodujące lokalne zalania i podtopienia. Kolejnym problemem jest też susza, która w Polsce pojawia się już co roku, wywołując wielomiliardowe straty po stronie rolników i hodowców.

– Oczywiście nie można zapominać o tym, co trapiło rolnictwo od zawsze, czyli o pożarach. Tych jest bardzo wiele i to też jest istotne zagrożenie, o którym trzeba pamiętać – mówi Andrzej Paduszyński.

Z danych Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej wynika, że liczba pożarów sukcesywnie rośnie – w 2019 roku w polskim rolnictwie odnotowano 38,3 tys. pożarów, podczas gdy rok wcześniej było ich o prawie 8 tys. mniej. Blisko 3 tys. takich incydentów dotyczyło budynków rolniczych, a 6,5 tys. – upraw i maszyn rolniczych. Do wielu takich zdarzeń dochodzi w okresie żniw, szczególnie jeśli towarzyszy im susza.

Polisa dla rolnika zawiera także obowiązkowe OC z tytułu posiadania gospodarstwa rolnego. W ramach produktów dobrowolnych w Compensie rolnik może to OC rozszerzyć również na życie prywatne. Dodatkowo oferowane jest mu również assistance dla rolnika obejmujące m.in. pomoc medyczną czy informatyczną. 

- Advertisement -spot_img