poniedziałek, 20 kwietnia, 2026

Biznes i gospodarka

accessories for men and women by boatwatches.to. https://www.luxuryreplicawatch.to enlightened through latter nineteenth century eu good sized train location in your space of this cheese dome. https://www.replicacrr.ru/ enlightened through latter nineteenth century eu good sized train location in your space of this cheese dome. swiss https://vapesstores.com presents typically the community from hopes. reddit phoenix-suns.ru retain taking advancement. https://www.fake-watches.is rolex certainly is the most suitable biochemistry combined with technology as well as the trip. best redbullvape.com vape shop outlet. we offer you a large number of high quality luxury celine for sale. we offer you a large number of high quality luxury https://www.dita.to.

Wiceprezes PGNiG: Paliwa alternatywne będą zyskiwać na znaczeniu. Biometan i wodór będą w przyszłości uzupełniać paliwa tradycyjne

Polska polityka energetyczna zakłada, że wykorzystanie biogazu, biometanu, gazów syntezowych czy wodoru ma w przyszłości pokryć istotną część krajowego popytu na paliwa gazowe, przyspieszając zieloną transformację. – Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym, ale paliwa przyszłości z całą pewnością będą uzupełniać te tradycyjne – mówi wiceprezes PGNiG Arkadiusz Sekściński. Jak wskazuje, spółka chce brać udział w tworzeniu polskiego rynku paliw alternatywnych, dlatego już w tej chwili rozwija liczne projekty badawczo-rozwojowe związane m.in. z wodorem. Wśród nich jest projekt magazynowania wodoru – uzyskiwanego z procesu produkcji energii przez morskie farmy wiatrowe – w kawernach solnych.

– Obecnie w energetyce ma miejsce swoista rewolucja, choć ja wolę nazywać ją ewolucją, ponieważ ta transformacja polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym odbywa się w sposób kontrolowany. Skarb Państwa – poprzez spółki z obszaru elektroenergetyki i gazownictwa – świadomie zachęca do tego, żebyśmy tworzyli nowe rozwiązania i myśleli o paliwach przyszłości – mówi agencji Newseria Biznes Arkadiusz Sekściński. – Transformacja polega jednak na tym, żeby ewoluować od tych paliw tradycyjnych w kierunku nowych, ale nie tyle je zastępować, co uzupełniać.

Stopniowe ograniczanie roli węgla w krajowym miksie energetycznym na rzecz OZE, rozbudowa mocy zainstalowanych w offshore i wdrożenie energetyki jądrowej, wzrost efektywności energetycznej oraz dywersyfikacja kierunków dostaw węglowodorów – to kluczowe założenia przyjętej na początku ub.r. „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, która wyznacza kierunek transformacji. Dokument – zaktualizowany w tym roku w związku z wybuchem wojny w Ukrainie i rosyjską polityką szantażu surowcowego – podkreśla też ważną rolę paliw alternatywnych i inwestycji w technologie wodorowe w dążeniu do niskoemisyjnej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego.

 Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym. Podobnie jak każdy z nas – jako odbiorca – myśli o tym, żeby mieć w domu ciepło i energię elektryczną, nie zawsze i nie do końca zastanawiając się, z jakiego paliwa one są produkowane – mówi wiceprezes ds. rozwoju w PGNiG. – Jednak paliwa przyszłości – takie jak biometan i wodór – z całą pewnością będą uzupełniać paliwa tradycyjne, jakimi są metan, gaz czy węgiel, choć trudno powiedzieć, czy to nastąpi w perspektywie jednej, dwóch czy trzech dekad. Dzisiaj są one poddawane badaniom, weryfikacji ich zastosowania. Natomiast gdy osiągną dojrzałość, która pozwoli chociażby na łatwiejsze finansowanie ich przez banki, wtedy będą mogły stopniowo, w pewnym zakresie zastępować paliwa tradycyjne.

Wiceprezes PGNIG wskazuje, że spółka chce brać udział w tworzeniu polskiego rynku paliw alternatywnych, dlatego m.in. wodór zajmuje już ważne miejsce w jej strategii.

– Stawiamy na wodór, przede wszystkim jako nośnik energii. Powołaliśmy w naszej grupie kapitałowej specjalny program i dziś realizujemy już dziewięć projektów – mówi Arkadiusz Sekściński. – To jest cały łańcuch projektów, od produkcji zielonego wodoru, bo produkujemy taki wodór w naszym oddziale Odolanowie, przez koncepcję dystrybucji tego wodoru choćby w ramach sieci gazowniczych, jego magazynowania w kawernach solnych, co chcemy w przyszłości realizować, po finalny element łańcucha, jakim jest wykorzystanie wodoru.

W ramach Programu Wodorowego PGNiG realizowany jest m.in. projekt InGrid – Power to Gas, który obejmuje badania dotyczące produkcji wodoru z OZE i możliwości przesyłu tego paliwa z wykorzystaniem sieci dystrybucyjnych gazu ziemnego. Wspólnie z Politechniką Śląską spółka pracuje nad innowacyjnym czujnikiem do wykrywania wodoru w mieszaninach gazów w ramach projektu Hydrosens.

Ze względu na dotychczasowy brak opłacalności wykorzystania wodoru na cele energetyczne technologia ta wciąż jest na stosunkowo niskim poziomie rozwoju. Jednak z uwagi na właściwości fizyczne wodoru (jest lekki, reaktywny, można go magazynować, ma wysoką zawartość energii na jednostkę masy), ekologiczny charakter (produktem jego spalania jest jedynie para wodna) i możliwości produkcyjne przedsiębiorstw w Polsce (obecnie wytwarzają ok. 1 mln t wodoru rocznie, głównie Grupa Azoty) kwestia ta cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Według PEP 2040 przy odpowiednim rozwoju technologicznym do 2030 roku będzie możliwe wykorzystanie 2–4 GW mocy z instalacji OZE do produkcji zielonego wodoru.

Ważnym i dużym projektem jest magazynowanie wodoru w kawernach solnych. Dzisiaj, mówiąc o bezpieczeństwie energetycznym w Polsce, wskazujemy, że mamy magazyny w 100 proc. wypełnione gazem. W przyszłości chcemy, aby część naszych magazynów kawernowych była zapełniona właśnie wodorem, a nie gazem – mówi ekspert. – Co istotne, projekty dotyczące wodoru i jego magazynowania muszą przebiegać w linii zgodnej z harmonogramem budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Wodór, który ma być magazynowany w tych kawernach, będzie bowiem pochodził z procesu elektrolizy, czyli przetwarzania energii elektrycznej produkowanej przez morskie farmy wiatrowe. Z pewnością jest to możliwe już na początku przyszłej dekady.

Kolejnym paliwem, które zajmuje ważne miejsce w strategii PGNiG, jest biometan.

– Mamy ogromny potencjał w Polsce do tego, żeby pozyskiwać to zielone paliwo gazowe z biodegradowalnych odpadów rolnych i spożywczych – mówi wiceprezes PGNiG.

W Polsce potencjał samego sektora rolno-spożywczego w zakresie produkcji biogazu rolniczego szacuje się na 7–8 mld m3 rocznie („Krajowy plan na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030”). Polska ma więc potencjał i warunki, aby stać się potentatem w tym segmencie.

– Na takie paliwa stawiamy, takie instalacje tworzymy w ramach projektów badawczo-rozwojowych. Dla przykładu w Poznaniu mamy już instalację, która wytwarza biometan z odpadów spożywczych – mówi Arkadiusz Sekściński.

Prototyp innowacyjnej instalacji, która ma produkować sprężony biogaz, to efekt współpracy PGNiG i naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP), którzy opracowali metodę zagospodarowania biodegradowalnej frakcji odpadów komunalnych. Działanie prototypu opiera się na technologii fermentacji beztlenowej i produkcji gazu fermentacyjnego. Jego wskaźniki jakości umożliwią dostosowanie produktu do standardów technicznych biometanu. Po sprężeniu może on się stać odnawialną alternatywą dla CNG, czyli sprężonego gazu ziemnego.

Polska ma jeden z najniższych w UE wskaźników kompetencji cyfrowych. Orange uruchamia w Polsce nowy projekt edukacyjny w tym obszarze

43 proc. Polaków w wieku 16–74 lata ma niski poziom podstawowych umiejętności cyfrowych – wynika z danych Eurostatu. To jeden z najniższych wyników w Unii Europejskiej. Tymczasem wymogi związane z takimi umiejętnościami zawiera już co trzecia oferta pracy. Fundacja Orange uruchamia w Polsce projekt, który ma zwiększać szanse ludzi w życiu zawodowym, ale i społecznym – właśnie przez kształcenie nowoczesnych kompetencji. Orange Digital Center to 18. tego typu centrum na świecie.

Orange Digital Center to inicjatywa  o międzynarodowym zasięgu, w Polsce koordynowana przez Fundację Orange. Ma wspierać ludzi w rozwoju kompetencji przyszłości. Z powodzeniem działa już w kilkunastu innych krajach świata.

– Inicjatywa zakłada utworzenie centrów w każdym kraju, w którym jest obecna Grupa Orange. Aktualnie jest ich 17 i właśnie startujemy z 18. w Polsce. To kolejne ogniwo, które łączy się z pozostałymi centrami – mówi agencji Newseria Biznes Françoise Cosson, dyrektor generalna Fundacji Orange we Francji. 

– Otwarcie Orange Digital Center pokazuje, że kluczowym aspektem naszej strategii i jednym z jej filarów jest odpowiedzialność. Orange Digital Center pozwoli wielu ludziom uzyskać dostęp do wiedzy na temat tego, jak lepiej i bezpieczniej korzystać z narzędzi cyfrowych. Mam nadzieję, że nowe centrum pomoże tym osobom i zapewni im nowe miejsce, gdzie będą mogli uzyskać darmową edukację – dodaje Julien Ducarroz, prezes Orange Polska.

Siedzibą polskiego Orange Digital Center jest warszawskie Centrum Kreatywności Targowa. Jednak ODC będzie działać również w innych lokalizacjach na terenie kraju i online’owo.

– Start Orange Digital Center jest zwieńczeniem wielu innych projektów już  realizowanych przez Grupę Orange. Korzystamy ze wszystkich wcześniejszych doświadczeń i jestem pewny, że dzięki tej wiedzy nowe centrum odniesie w Polsce duży sukces – mówi Julien Ducarroz.

ODC połączy dotychczasowe programy edukacji pozaformalnej realizowane w Polsce przez Fundację Orange i da im nowe możliwości rozwoju. To m.in. FabLab powered by Orange, czyli pracownie nowoczesnego rzemiosła, wyposażone m.in. w drukarki 3D, plotery laserowe, frezarki CNC, elektronikę i maszyny do szycia – oraz Pracownie Orange. Te drugie to multimedialne świetlice w małych miastach i na wsiach, które ułatwiają rozwijanie nowych kompetencji – nie tylko cyfrowych, ale i społecznych. Obecnie w całej Polsce działa już 79 takich pracowni przy bibliotekach, domach kultury, szkołach czy wiejskich świetlicach, a każda z nich jest wyposażona w komputery, ekrany LCD, konsole, meble i bezpłatny internet. W 2023 roku w ramach ODC planowane jest otwieranie nowych pracowni w kolejnych miejscowościach.  

Nową inicjatywą w ramach ODC jest Szkoła Kodowania, bezpłatny kurs dla osób w wieku 18–35 lat, które chcą się nauczyć programowania od podstaw. Osoby chętne do poszerzania kompetencji będą mogły w Szkole Kodowania bezpłatnie skorzystać z m.in. profesjonalnych kursów programowania połączonych z doradztwem zawodowym, a także kursów e-learningowych, webinarów technologicznych i spotkań z ekspertami rynku IT.

Programy edukacyjne oferowane w ramach ODC mają wesprzeć zwłaszcza te grupy, które – z różnych powodów – mają utrudniony dostęp do narzędzi i edukacji cyfrowej, przez co są zagrożone wykluczeniem w tym obszarze.

– To duży krok naprzód w kierunku zapobiegania cyfrowemu wykluczeniu – podkreśla Françoise Cosson.

W Polsce to wciąż problem o dość istotnej skali. Z danych Eurostatu wynika, że 43 proc. Polaków w wieku 16–74 lata deklaruje niski poziom podstawowych umiejętności cyfrowych. W całej UE odsetek wynosi ponad 50 proc., a w Holandii i Finlandii, które są liderami zestawienia, jest to prawie 80 proc. Polska wyprzedza zaledwie dwa kraje – Bułgarię i Rumunię (odpowiednio 31 i 28 proc.).

Ponadto – jak wynika z danych przytaczanych przez Fundację Orange – średnio co siódmy Polak w wieku 18–35 lat nie pracuje, nie uczy się i nie zdobywa kwalifikacji zawodowych. Ta grupa jest określana akronimem NEET (ang. not in employment, education or training). Większą jej część stanowią kobiety, głównie ze względu na ich zobowiązania macierzyńskie i opiekuńcze wobec członków rodzin.

– Zwracamy się do młodych ludzi i kobiet, którzy potrzebują tej wiedzy, aby wejść na rynek pracy i zwiększyć swoje szanse w życiu zawodowym – mówi dyrektor generalna Fundacji Orange we Francji. – W Orange Digital Center znajdą najlepszych partnerów, najlepsze szkolenia i będą mogli korzystać z równego dostępu do technologii cyfrowych.

Polski rynek IT atrakcyjny dla zagranicznych firm. Duński inwestor planuje tu dynamiczny wzrost zatrudnienia

Polski rynek jest atrakcyjny dla inwestorów, bo Polacy imponują pracowitością, są nastawieni na cel i lubią pracować nad rozwiązaniami, które przynoszą kluczowe zmiany w działalności przedsiębiorstw i społeczeństw, a jednocześnie są bardzo lojalni – mówi André Rogaczewski, prezes zarządu Netcompany. Działający w Polsce od 17 lat skandynawski lider branży IT planuje intensywny rozwój na tutejszym rynku i chce do tego wykorzystać potencjał kadrowy. Firma właśnie przeprowadziła się do nowego biurowca, zwiększyła zatrudnienie do 540 pracowników i zapowiada w kolejnych latach dalszy dynamiczny proces rekrutacji.  

Duńskie firmy wykazują duże zainteresowanie Polską jako krajem do lokowania swoich inwestycji. Macie bardzo kompetentnych i dobrze wykwalifikowanych pracowników. Z naszego doświadczenia wynika też, że Polacy i Duńczycy bardzo dobrze ze sobą współpracują – mówi agencji Newseria Biznes Ole Toft, ambasador Danii w Polsce. – Uważam, że przyszłość i perspektywy współpracy duńsko-polskiej rysują się w bardzo jasnych barwach. Jest wiele duńskich spółek, które są tutaj od bardzo wielu lat, takich jak Netcompany, które zmieniają się tak naprawdę w spółki duńsko-polskie i mają tutaj swój drugi dom. W nadchodzących latach powinniśmy być też świadkami wzmacniania się tych połączeń i więzów handlowych oraz jeszcze większych niż dotychczas inwestycji duńskich spółek w Polsce.

Jak wskazuje, jedną z branż, która jest szczególnie perspektywiczna dla rozwoju współpracy, jest IT, obok energetyki oraz rolnictwa.

Polski rynek konsultingu IT jest kluczowy nie tylko dla krajowych firm, ale też dla pozostałej części Europy. To duże źródło wykwalifikowanych kadr. Polska ma mnóstwo znakomitych pracowników i wiele powstających nowych firm, a sam kraj rozwija się w zawrotnym tempie – mówi André Rogaczewski, prezes zarządu Netcompany.

Wartość polskiego rynku IT w 2020 roku firma analityczna PMR oszacowała na 49,2 mld zł. Według prognoz w 2026 roku ma ona sięgnąć już 65 mld zł, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 4,8 proc. Tegoroczny raport Emerging Europe („Future of IT 2022”) pokazuje też, że Polska jest jednym z liderów na rynku IT w Europie Środkowo-Wschodniej, szczególnie pod kątem potencjału kadrowego. W całym sektorze teleinformatycznym zatrudnionych jest prawie 445,8 tys. pracowników (2,7 proc. ogólnej puli zatrudnienia). Szacuje się jednak, że na rynku wciąż brakuje ich ok. 50 tys.

Sytuacja na rynku IT jest bardzo dynamiczna, pracownicy w tej branży są prawdopodobnie jednymi z najbardziej poszukiwanych na świecie – mówi Krzysztof Pierański, prezes zarządu Netcompany Poland. – Cała gospodarka opiera się obecnie na digitalizacji, a technologia pozwala rozwiązać większość problemów. Dlatego programiści, administratorzy są jednymi z najbardziej poszukiwanych pracowników.

Jak wskazuje, w tej chwili na rynku potrzebni są zwłaszcza specjaliści z obszaru technologii takich jak sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe i data science. Jednak równie ważne jak twarde umiejętności są też miękkie kompetencje.

Szukamy osób wszechstronnych. Nie szukamy osób, które są stricte techniczne, bo nasi pracownicy pracują ręka w rękę z klientami, starają się zrozumieć ich potrzeby, zaprojektować i zbudować dla nich właściwe rozwiązania, a potem pomóc je wdrożyć. Dlatego poszukujemy pracowników, którzy – oprócz programowania i ponadprzeciętnych umiejętności technicznych – są też komunikatywni i dobrze zorganizowani – wymienia Krzysztof Pierański.

Netcompany to skandynawska firma, która jest liderem na rynku IT w Europie Północno-Zachodniej. Jej projekty digitalizują połowę Skandynawii. Posiada biura w Wielkiej Brytanii, Danii, Holandii, Norwegii, Wietnamie, a od 2005 roku także w Polsce, gdzie stale się rozwija i inwestuje w potencjał pracowników IT. W warszawskim biurze zatrudnia ponad 540 pracowników. W ubiegłym roku firma zarejestrowała wzrost zatrudnienia na poziomie 35 proc., a w najbliższych latach zamierza ten wynik podwoić.

Jak podkreśla André Rogaczewski, potencjał polskiego rynku IT i wykwalifikowanych specjalistów, których można tu znaleźć, jest ogromny. Dlatego Netcompany zamierza nadal intensywnie się tu rozwijać.

– Zatrudniamy obecnie w Warszawie 540 osób, rośniemy dynamicznie 20 proc. rok do roku od wielu lat. W tym roku urośliśmy o ponad 120 osób i myślę, że ten trend 20-proc. wzrostu utrzyma się również w kolejnych latach – mówi Krzysztof Pierański.

W związku z tym, że firma sukcesywnie powiększa zespół, właśnie przeprowadziła się do nowego budynku w zagłębiu biurowym na warszawskim Mokotowie. W biurowcu P180 przy ul. Puławskiej Netcompany zajmie dwa piętra i stanie się kluczowym najemcą.

W Polsce rusza program rekultywacji hałd kopalnianych. Jest w nich ukrytych nawet do 150 mln t węgla

Na przełomie 2022 i 2023 roku w LW Bogdanka powstanie pierwsza pilotażowa instalacja do odzysku węgla z hałd kopalnianych. To początek programu rekultywacji pogórniczych terenów, który ma umożliwić pozyskanie rocznie ok. 2 mln t pełnowartościowego węgla. Surowiec będzie mógł być wykorzystywany potem w energetyce zawodowej i ciepłownictwie. Program ma także uwolnić grunty, które Enea, właściciel lubelskiej kopalni, chce przeznaczyć pod inwestycje w OZE. Z hałd można odzyskać nie tylko węgiel, lecz także inne surowce do wykorzystania m.in. w budownictwie. – Projekt ma ogromny potencjał środowiskowy, ekonomiczny i surowcowy. W ten sposób chcemy realizować ideę budowy gospodarki obiegu zamkniętego – dodaje Paweł Majewski, prezes Grupy Enea, do której należy kopalnia. Inicjatywa została zarekomendowana przez zespół ekspertów gospodarczych ministra aktywów państwowych, wicepremiera Jacka Sasina. 

– W Polsce jest blisko 150 hałd kopalnianych. Szacujemy, że w każdej z nich znajduje się od 8 do nawet 15 proc. węgla, który można odzyskać. Zakładając, że na każdej z hałd jest co najmniej 10 mln t skały, zwałowiska z tego, co wydobywano przez lata z kopalni jako odpad, a w każdej średnio około 10 proc. węgla do odzyskania, to mówimy o ilości nawet 150 mln t węgla do odzyskania w skali kraju. Tak że potencjał rozwojowy takiego projektu jest duży, w mojej ocenie to po prostu trzeba zrobić – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Majewski.

Program Rewitalizacji i Eksploatacji Hałd Kopalnianych, który uruchomiła właśnie Grupa Enea, docelowo ma pozwolić uzyskiwać z należących do niej hałd nawet 2 mln t węgla rocznie. Grupa zainicjowała go podpisanym właśnie porozumieniem o współpracy pomiędzy należącą do niej spółką Lubelski Węgiel Bogdanka i Grupą CZH, polską firmą związaną z górnictwem, której większościowym akcjonariuszem jest Agencja Rozwoju Przemysłu.

Umowa podpisana między Grupą CZH i Lubelskim Węglem Bogdanka to dopiero początek, pilotaż projektu rewitalizacji i odzyskania węgla z hałd pogórniczych. Ta współpraca w ciągu kilku miesięcy zaowocuje ustawieniem pierwszej instalacji do odzysku węgla. Grupa CZH wnosi tu swoje know-how i kompetencje techniczne, wiedzę, jak taka instalacja powinna być zbudowana i jak powinna funkcjonować, a Bogdanka jest oczywiście właścicielem hałdy – mówi Paweł Majewski.

Pierwsza pilotażowa instalacja rozpocznie pracę w LW Bogdanka na przełomie 2022 i 2023 roku. Nie będzie kolidowała ze standardowym funkcjonowaniem składowiska i działaniem kopalni.

Ta hałda jest najtrudniejsza pod względem technologicznym, bo ona jest stroma, są osuwiska i glina. Inne są już o wiele łatwiejsze. Ale jeśli wykażemy się tutaj, to będzie potwierdzeniem, że naprawdę wiemy, co robimy – dodaje Marek Koźbiał, prezes zarządu Grupy CZH.

CZH od wielu lat rozwija kompetencje związane z zagospodarowaniem składowisk odpadów pogórniczych i dysponuje technologią modułowych instalacji, które służą do odzyskiwania z nich węgla, kruszyw i innych surowców.

– Węgiel odzyskany z takiej hałdy pogórniczej to jest zwykły, porządny węgiel, jak z normalnej, bieżącej produkcji w kopalni, on się niczym nie różni. To jest najczęściej węgiel w klasie miał, zalecany do stosowania w energetyce zawodowej i ciepłownictwie. Z racji tego, że jest drobny, raczej nie zaleca się stosowania go w indywidualnych urządzeniach grzewczych. Ale to jest wciąż pełnowartościowy węgiel, nie żaden odpad – wyjaśnia dr inż. Aleksander Sobolewski, dyrektor Instytutu Technologii Paliw i Energii w Zabrzu.

– Po pierwsze, pozbywając się węgla z tych hałd pogórniczych, sprawiamy, że to, co zostaje, jest już mniej szkodliwe dla środowiska. Po drugie, jeżeli to węgiel energetyczny, to istnieje duże ryzyko, że on prędzej czy później ulegnie samozapłonowi. Mamy już takie przypadki, gdzie olbrzymie pieniądze poszły w rekultywację, wyrosły drzewa, po korzeniach tych drzew dostało się powietrze, a więc tlen, i pod spodem nastąpił samozapłon. Bardzo trudno jest ugasić taką płonącą hałdę. Nie wspominając już o szkodach ekologicznych – mówi Marek Koźbiał.

Technologie pozwalające na odzysk węgla ze zwałowisk są znane i powszechnie stosowane. Opierają się na procesach wykorzystywanych w zakładach przeróbki mechanicznej węgla kamiennego. Instalacja, którą dysponuje CZH, zapewnia pełną linię technologiczną (od klasyfikacji, przez wzbogacanie, po odwadnianie) i może być skalowana, czyli rozbudowywana o kolejne moduły w zależności od potrzeb. Im większa, tym szybsze tempo zagospodarowania hałdy.

– Wyzwaniem będzie teraz przede wszystkim w miarę szybkie uruchomienie większej liczby takich instalacji do odzysku węgla – dodaje Paweł Majewski. – W portfelu Ministerstwa Aktywów Państwowych jest kilka spółek, które się zajmują zagospodarowaniem hałd pogórniczych i które należałoby wyposażyć w odpowiedni kapitał, żeby skala tego odzysku osiągnęła większy wymiar.

 Rekultywacja hałd kopalnianych, które były symbolem transformacji energetycznej XIX i początku XX wieku, w Europie Zachodniej została przeprowadzona na masową skalę. Niemcy, Belgowie i Francuzi mają to za sobą. U nas nigdy nie było na to pieniędzy, zawsze sypało się tę hałdę obok kopalni i mówiło: „kiedyś się nią zajmiemy”. To „kiedyś” trwa już 150 lat. Najwyższy czas, żeby w dobie gospodarki w obiegu zamkniętym wrócić do tych materiałów odpadowych, które można przywrócić społeczeństwu – mówi dyrektor Instytutu Technologii Paliw i Energii w Zabrzu.

Co istotne, węgiel nie jest jedynym surowcem, który można odzyskać z hałd kopalnianych. Przykładowo w Bogdance pozyskane zostaną też materiały mineralne, które później znajdą zastosowanie m.in. w budownictwie.

– To kruszywo do produkcji cementu – wskazuje dr inż. Aleksander Sobolewski. – Większość takich materiałów mineralnych trzeba wydobywać np. w kopalni piasku czy żwiru. Tutaj ten materiał możemy mieć niejako za darmo, a przy okazji rozwiązujemy drugi problem, czyli rozbieramy hałdę.

Grupa CZH bada też możliwości odzyskiwania z odpadów pogórniczych innych surowców, z których część ma krytyczne znaczenie dla gospodarki. Te badania prowadzi wspólnie ze środowiskiem naukowym, w tym m.in. Instytutem Technologii Paliw i Energii oraz krakowskim Uniwersytetem Rolniczym.

– Mamy pobrane próbki i zaczynamy pracować m.in. nad kaolinitem. To jest bardzo poszukiwany towar. Ten kaolinit trzeba wyseparować, ale są problemy związane z np. z tlenkiem żelaza i innymi elementami, które w tym przeszkadzają. Ale jeżeli uda się go wyselekcjonować, będziemy mieć surowiec do produkcji ceramiki, płytek, cegieł etc. Jego obecnie w Polsce nie ma, nasze zakłady ceramiczne przywoziły to spod Mariupola, a teraz szukają po całej Europie, gdzie mogą dostać tę glinę do produkcji – mówi Marek Koźbiał. – Jest też bardzo duży potencjał surowcowy pod nawóz naturalny, nawilżacz do gleby. Tutaj wciąż jesteśmy jednak na etapie badań, ale w tym kierunku idziemy.

Poza odzyskiem węgla i surowców rekultywacja hałd kopalnianych ma jeszcze jeden duży plus. W skali kraju stwarza możliwość uwolnienia łącznie ok. 11 tys. ha gruntów, które mogą być wykorzystane w celach stricte inwestycyjnych.

– Te zrekultywowane tereny planujemy wykorzystać przede wszystkim pod instalacje odnawialnych źródeł energii, czyli głównie farmy fotowoltaiczne. Wszędzie tam, gdzie będzie to oczywiście możliwe ze względów technicznych – zapowiada prezes zarządu Grupy Enea.

Ekoinnowacje w centrum zainteresowania korporacji i start-upów. Polska wyrasta na lidera w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Polska staje się „zielonym” hubem technologicznym Europy Środkowo-Wschodniej. Na tutejszym rynku działa prawie połowa start-upów pozytywnego wpływu, których działalność wiąże się z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ – wynika z danych PFR i Dealroomu. Najlepszych tego typu rozwiązań – w ramach swojego Programu Grantowego – poszukuje ING Bank Śląski, który zapewnia im zastrzyk finansowania, wsparcie eksperckie i pomoc w znalezieniu inwestorów. Pierwsza trójka została już wybrana. – Te rozwiązania mają pozytywny wpływ na środowisko i są naprawdę unikalne na skalę światową – podkreśla Małgorzata Jarczyk-Zuber, odpowiedzialna za obszar ESG i innowacje w ING Banku Śląskim.

– Jest coraz więcej start-upów i młodych naukowców, którzy adresują wyzwania środowiskowe. Oni podchodzą do tego w sposób przedsiębiorczy, szukając w tym również możliwości zarobku. To oznacza, że działam na rzecz planety, ale mogę też się z tego utrzymać i przy okazji robić fantastyczną rzecz dla przyszłych pokoleń – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Jarczyk-Zuber.

Potwierdza to też ubiegłoroczne opracowanie PFR i Dealroomu („Start-upy i ekologia. Jakie zielone rozwiązania tworzą polskie firmy technologiczne?”), z którego wynika, że Polska jest wschodzącym rynkiem ekotech w Europie Środkowo-Wschodniej. Aż 43 proc. start-upów z regionu CEE, które pracują nad rozwiązaniami mającymi redukować efekty zmian klimatu, ma swoją siedzibę właśnie w Polsce.

Co istotne, inwestycje w ekotech są już istotną częścią rynku venture capital. Europejskie start-upy działające w tym sektorze tylko pomiędzy styczniem a sierpniem ub.r. zebrały aż 8,7 mld euro. To sześciokrotnie więcej niż jeszcze w 2016 roku. Eksperci PFR wskazują, że dla większości młodych firm z tej branży miniona dekada była walką o zebranie funduszy potrzebnych na start. To się jednak zmienia w obliczu boomu na zielone inwestycje, a nowa fala finansowania pomoże start-upom przejść z fazy laboratoryjnej na rynek. Taki jest też cel Programu Grantowego zainaugurowanego w tym roku przez ING Bank Śląski.

– Wyzwaniem pierwszej edycji Programu Grantowego ING było, jak zapewnić czystą i dostępną energię. Poszukiwaliśmy rozwiązań zwiększających efektywność energetyczną i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii oraz pozwalających skutecznie radzić sobie z zanieczyszczeniem powietrza. Wpłynęło do nas prawie 200 takich rozwiązań bardzo dobrej jakości. Finalnie wyłoniliśmy 10 finalistów i troje zwycięzców – mówi chief ESG innovation officer w ING Banku Śląskim.

Zwycięzca – start-up DAC – otrzymał zastrzyk finansowania w wysokości 400 tys. zł, który przeznaczy na rozwój i komercjalizację swojego rozwiązania.

Dynamic Air Cooling zaproponował urządzenie, które chłodzi w sposób bardzo efektywny. W niecałe 30 sekund jest w stanie obniżyć temperaturę o 90 stopni, zużywając przy tym o minimum 30 proc. mniej energii i pozostawiając 50 proc. mniej śladu węglowego – mówi Małgorzata Jarczyk-Zuber.

– Chłodzenie jest potrzebne niemal we wszystkich procesach technologicznych: w produkcji plastiku, leków, żywności etc. – mówi Pavel Panasjuk, prezes zarządu Dynamic Air Cooling. – Większość urządzeń, które stosujemy w tej chwili, opiera się na freonach i technologii parokompresji, czyli sprężania i rozprężania pary. Ta technologia jest dość skuteczna, ale wykorzystuje właśnie freony, które są gazami cieplarnianymi. Dlatego trzeba się zastanowić nad alternatywnym rozwiązaniem.

Rozwiązanie DAC nie potrzebuje freonów i zużywa o 30–50 proc. mniej energii elektrycznej. Jest więc ekologiczne i bardziej wydajne.

– Łączymy deeptech, cleantech i hardware. Z punktu widzenia inwestora to najgorsza możliwa kombinacja, bo ma sporo ryzyk i długi czas realizacji, więc trudno pozyskać finansowanie. Natomiast to, że udało się nam uzyskać dodatkowe środki, które już zainwestowaliśmy w rozwój projektu, to dla nas ogromne wsparcie – podkreśla Pavel Panasjuk. – Mamy już kilku zainteresowanych klientów i partnerów, z którymi rozmawiamy nie tylko na temat wdrożenia, ale też skalowania i możliwej produkcji tego urządzenia. Mamy plan badawczo-rozwojowy obliczony na 24 miesiące i za dwa lata nasza technologia powinna już się pojawić na rynku.

Drugie miejsce i nagroda w wysokości 300 tys. zł przypadły rozwiązaniu zgłoszonemu przez Panel Wiatrowy za system pionowych turbin wiatrowych, które produkują zieloną energię, ale mogą też pełnić funkcję ogrodzenia.

Wreszcie trzeci nasz zwycięzca to naukowcy z Politechniki Śląskiej, którzy wynaleźli urządzenie nazwane SWG (Silesian Wind Generator). To turbina wiatrowa z pionową osią obrotu, która może zostać zainstalowana w każdym gospodarstwie domowym – mówi Małgorzata Jarczyk-Zuber.

Zdobywcy trzeciego miejsca na realizację swojego pomysłu dostali grant w wysokości 150 tys. zł. Dodatkowo kapituła przyznała też wyróżnienie o wartości 150 tys. zł dla spółki Luminos Zielona Energia za panele fotowoltaiczne z sześciennych brył, które zwiększają efektywność produkcji energii z promieni słonecznych. Tym samym łączna pula nagród w pierwszej edycji programu grantowego ING Banku Śląskiego wyniosła 1 mln zł.

Zwycięskie start-upy, oprócz nagrody finansowej, otrzymały wsparcie eksperckie w rozwoju swojego pomysłu, mentoring oraz szeroką promocję medialną i szansę nawiązania relacji z potencjalnymi inwestorami.

– Właśnie wystartowała druga edycja programu, w której szukamy rozwiązań z obszaru zrównoważanej produkcji i konsumpcji pozwalających np. obniżyć ilość generowanych odpadów, zapewnić bardziej zrównoważone łańcuchy dostaw czy zmniejszyć skalę marnowania żywności – mówi chief ESG innovation officer w ING Banku Śląskim. – Każdy Polak generuje rocznie ok. 385 kg odpadów. Każdego roku w Polsce marnujemy  w sumie ok. 5 mln ton żywności. Żeby lepiej to sobie wyobrazić, oznacza to, że w każdej sekundzie w koszu na śmieci lądują średnio 184 bochenki chleba. To pokazuje, że zrównoważone produkcja i konsumpcja stanowi naprawdę duże wyzwanie.

Start-upy i naukowcy mogą nadsyłać swoje zgłoszenia do drugiej edycji Programu Grantowego ING do 15 października br. za pośrednictwem formularza online, dostępnego na stronie www.ing.pl/programgrantowy. Na wsparcie najlepszych pomysłów wspierających zrównoważoną konsumpcję i produkcję bank ponownie przeznaczy w sumie 1 mln zł. Ogłoszenie finalistów nastąpi 31 października br., a zwycięzcy zostaną wyłonieni podczas wielkiego finału 1 grudnia br. 

Zgodnie z opublikowaną w połowie ubiegłego roku Deklaracją Ekologiczną bank zamierza przeznaczyć w sumie 5,3 mld zł na sfinansowanie odnawialnych źródeł energii i projektów proekologicznych.

Polska na ostatnich miejscach w rankingu cyfryzacji wśród państw UE. Przyspieszenie rozwoju 5G pozwoliłoby na nadrobienie cyfryzacyjnych braków

Zgodnie z raportem Komisji Europejskiej DESI 2022 pod względem cyfryzacji Polska zajmuje 24. miejsce wśród 27 państw UE. Chociaż dane z ostatnich pięciu lat wskazują na szybkie nadrabianie zaległości, to w niektórych obszarach wciąż mamy wiele do zrobienia. Jednym z nich są...

Samorządy boleśnie odczuwają wzrost cen energii. Rośnie zainteresowanie inwestycjami w modernizację oświetlenia i budynków

W samorządach koszty energii elektrycznej odpowiadają za ok. 60 proc. ogólnych kosztów. Kilkusetprocentowe wzrosty cen mocno uderzają więc w budżety gmin. Aby nie przerzucać w całości tych kosztów na mieszkańców i podwyżki różnego rodzaju usług, coraz więcej samorządów szuka oszczędności. Część decyduje się na gaszenie oświetlenia ulicznego nocami, inne inwestują w jego modernizację. Wymiana lamp na LED-owe i zintegrowanie ich z inteligentnymi systemami zarządzania mogą przynieść ok. 30–40 proc. oszczędności. Coraz więcej jest także zapytań o modernizację budynków użyteczności publicznej.

Z badań ankietowych przeprowadzonych w I połowie roku wśród 77 miast przez Związek Miast Polskich wynika, że skutki podwyżek cen prądu dla budżetów miast i sektora gospodarki komunalnej wyniosą, w zależności od wielkości miasta, od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. W skali całego kraju to ok. 5 mld zł. Ceny energii dla samorządów rosną od 2020 roku, a w 2021 roku podwyżki zaczęły być bardzo dotkliwe. W czerwcu, jak informował ZMP, ceny oferowane w przetargach były wyższe o nawet 400 proc. Niektóre miasta gaszą latarnie uliczne lub rezygnują z oświetlenia budynków.

Rosnące ceny prądu szczególnie dotykają samorządy miejskie czy gminne, chociażby z tego względu, że średnio dla nich koszt energii elektrycznej to jest 60 proc. całych kosztów. W związku z tym coraz więcej jest przetargów publicznych na modernizację oświetlenia ulicznego, gdzie możemy zastosować rozwiązania smart city, dzięki którym możemy w płynny sposób zarządzać poszczególnym obszarem oświetlenia – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Boryś, business development manager w Trilux Polska, dostawcy rozwiązań oświetleniowych.

Jak podkreśla, to rozwiązanie, o którym nie mówi się zbyt często w kontekście zielonej transformacji, a na pewno znacznie rzadziej niż o ograniczaniu paliw kopalnych czy przechodzeniu na odnawialne źródła energii. Tymczasem efektywność systemów oświetleniowych może przynieść realne oszczędności.

– Daje nam to korzyści po stronie oszczędności energii nawet do 40 proc., ale integrując to z systemem zarządzania, możemy ustalać harmonogramy czasowe uzależnione od pory dnia, natężenia ruchu czy wszelkich eventów miejskich – wyjaśnia ekspert.

Przykładowo w godzinach 23–5, kiedy ruch na ulicach jest znikomy, można zmniejszyć natężenie światła do 40, a nawet do 20 proc. wartości strumienia nominalnego opraw oświetleniowych. Ze względów bezpieczeństwa to lepsze rozwiązanie niż po prostu gaszenie światła.

Europa Zachodnia dużo wcześniej korzystała z energooszczędnych rozwiązań, głównie w technologii LED-owej. Natomiast uważam, że w Polsce też robimy duży krok w tym kierunku i coraz większa jest świadomość inwestorów. Widać to chociażby na przykładzie specyfikacji technicznych nowo budowanych obiektów. One zawierają już informacje, że oświetlenie ma być wykonane w technologii LED-owej, czyli tej najbardziej energooszczędnej. I coraz częściej się zdarza, że jest też mowa o systemie zarządzania oświetleniem – mówi Paweł Boryś.

Rezygnacja z tradycyjnych świetlówek to także korzyść dla środowiska, ponieważ LED-owe lampy mają znacznie dłuższą trwałość. Oznacza to zmniejszenie częstotliwości produkcji i ograniczenie jej śladu węglowego, a także mniej odpadów do zagospodarowania przez gminy.

Taki projekt modernizacji oświetlenia realizuje Warszawa, która do końca tego roku chce wymienić ponad 38 tys. lamp na LED-owe. Inwestycja ma kosztować ponad 32 mln zł, ale pozwoli ona na zmniejszenie zużycia energii o 27,8 GWh. Jak podkreśla ekspert Trilux Polska, wraz z rosnącymi cenami za prąd czas zwrotu z takich inwestycji drastycznie się skraca.

Posłużę się tutaj przykładem inwestycji, gdzie ograniczyliśmy zużycie prądu prawie o 87 proc. ze zwrotem w niecałe dwa lata i średnią oszczędnością na przełomie 10 lat prawie 1,6 mln zł – podkreśla Paweł Boryś. – Kosztem dla samorządów są także wszelkiego rodzaju obiekty administracyjne, typu szkoły, szpitale, biblioteki, i tu też są rozpisywane przetargi i coraz więcej jest zapytań dotyczących modernizacji budynków użyteczności publicznej. 

Azjatycki inwestor przemierza Europę na rowerze. Szuka innowacji i chce łączyć przedsiębiorców z obszaru ekologii

Sam o sobie mówi „pedalling investor”, czyli pedałujący inwestor. Jia Hong Shaw, założyciel Turn Off  Turn On Ventures, od kilku miesięcy przemierza na elektrycznym rowerze Europę w poszukiwaniu przedsiębiorców i inwestorów, którzy angażują się w walkę ze zmianami klimatu. Jak podkreśla, to jego...

Rzeź Woli to jedna z najmniej znanych kart historii Powstania Warszawskiego. Powstaje nowy projekt edukacyjny w wirtualnej rzeczywistości

Rusza drugi etap rewitalizacji placu Męczenników Warszawskiej Woli. To jedno z ważniejszych miejsc pamięci Powstania Warszawskiego, gdzie w sierpniu 1944 roku wymordowano mieszkańców Woli i Ochoty. Fundacja PGE i opiekujący się placem ojcowie redemptoryści stworzą tutaj ścieżkę edukacyjną z multimedialnymi lekcjami w technologii wirtualnej rzeczywistości (VR), dzięki czemu z wiedzą o tragicznych wydarzeniach sprzed 78 lat łatwiej będzie dotrzeć do młodych odbiorców. Mimo wielu dekad prac badaczy szczegóły rzezi Woli nadal pozostają nieodkryte.

Plac Męczenników Warszawskiej Woli jest jednym z najważniejszych miejsc pamięci z okresu Powstania Warszawskiego. W 1944 roku między 5 a 7 sierpnia oprawcy niemieccy wymordowali ludność mieszkającą na Woli i Ochocie, dom po domu, ulica po ulicy. Jest to szczególne miejsce dla warszawiaków – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Fundacja PGE opiekuje się tym miejscem, zrewitalizowaliśmy je, dzięki czemu godnie wygląda, i przechodzimy do kolejnego etapu projektu rewitalizacji.

Podczas uroczystości upamiętniających tragiczne wydarzenia Fundacja PGE zapowiedziała uruchomienie drugiego etapu rewitalizacji placu Męczenników Warszawskiej Woli. Inicjatorzy chcą upamiętnić tym razem Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej oraz duchownych, którzy po wojnie walczyli o prawdziwą niepodległość Polski. Wspólnie z ojcami redemptorystami opiekującymi się tym miejscem Fundacja PGE stworzy ścieżkę edukacyjną opartą na multimedialnych lekcjach w wirtualnej rzeczywistości.

Będziemy realizowali nowoczesny projekt edukacyjny dla dzieci i młodzieży upamiętniający te dni. Tutaj, w budynkach na ul. Karolkowej u ojców redemptorystów, będzie prezentowany multimedialny pokaz historii, podczas którego dzieci i młodzież będą mogli się zapoznać z wydarzeniami tamtych dni, ich tragizmem, ale także poznać odwagę i heroizm Polaków, którzy podjęli walkę o wolność – zapowiada Wojciech Dąbrowski.

Naszym marzeniem jest stworzenie miejsca dla młodzieży i dzieci. Planujemy, jeżeli się uda, stworzyć taką izbę pamięci, do której chcielibyśmy zaprosić młodzież na 45-minutową lekcję historii. Jedna część odbywałaby się właśnie w sali do tego przygotowanej, druga część tutaj na placu – mówi o. Damian Simonicz, proboszcz parafii św. Klemensa Hofbauera na Woli w Warszawie.

Jak podkreśla, kluczowe jest docieranie z wiedzą na temat wydarzeń sprzed 78 lat właśnie do młodych ludzi.

– Chyba dzisiaj za bardzo nie rozumiemy, czym jest wolność i skąd się wzięła. Niedawno nasz kościół został po raz kolejny pomalowany hasłami obwiniającymi cały Kościół za wszelkie zło w Polsce. Na monitoringu widać, że to kolejny raz byli młodzi ludzie. Chcielibyśmy tym ludziom przypomnieć, że przed laty ich rówieśnicy często oddawali życie, byli mordowani, że ta wolność to ofiara, a nie taka samowola, krzyczenie, co mi się podoba, czy brak szacunku względem drugiego człowieka. Dlatego chcielibyśmy przypomnieć historię tego miejsca, historię młodzieży i dzieci, którzy oddawali życie, ale także historię księży, którzy swoje życie oddawali, wspierając tych najbiedniejszych, walczących o wolność – mówi o. Damian Simonicz.

Wśród pomordowanych wówczas mieszkańców Warszawy było również 30 redemptorystów. Jak podkreśla proboszcz warszawskiej parafii św. Klemensa Hofbauera, pierwszy etap rewitalizacji placu, który zakończył się w ubiegłym roku, był ważnym momentem przywracania temu miejscu należnej rangi.

Jesteśmy świadomi, że sami nie bylibyśmy w stanie tego projektu udźwignąć. Jest to miejsce pamięci, więc są to duże koszty – mówi.

Rzeź Woli bywa uznawana za największą jednostkową masakrę ludności cywilnej dokonaną w Europie w czasie II wojny światowej, a zarazem największą w historii jednostkową zbrodnię popełnioną na narodzie polskim. W ubiegłym tygodniu na otwarciu wystawy poświęconej rzezi Woli w Muzeum Powstania Warszawskiego wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego, prof. Piotr Gliński, podkreślił, że mimo wielu lat badań nad historią tych wydarzeń i zaangażowania naukowców wciąż pozostaje ona nie do końca poznana. Najlepiej świadczy o tym fakt, że nie określono nawet dokładnie liczby pomordowanych. Materiały źródłowe podają przedział od 15 do 60 tys. osób.

– Wolność, tradycja, polskość są dla nas szczególnie ważne. My będziemy o tych wydarzeniach pamiętali i jestem przekonany o tym, że także będą pamiętały kolejne pokolenia – mówi Wojciech Dąbrowski.

Jak podkreśla, rewitalizacja placu przy ulicy Karolkowej to jedna z wielu inicjatyw PGE Polskiej Grupy Energetycznej na rzecz upamiętnienia ofiar zbrodni nazistowskich. Co roku spółka organizuje uroczystości związane z rocznicą walk o odbicie z rąk niemieckich elektrowni na Powiślu i utrzymanie jej działania, bo to ona dostarczała prąd powstańczej Warszawie. PGE od czterech lat prowadzi także projekt Tablice Pamięci, którego celem jest popularyzacja wiedzy o warszawskich miejscach pamięci z czasów II wojny światowej. Przy każdej tablicy Tchorka, upamiętniającej niemieckie zbrodnie, umieszczono tabliczki z informacjami w języku polskim i angielskim wraz z kodem QR.

– Chcemy upowszechnić wśród szerokiej rzeszy Polaków, ale przede wszystkim także turystów z zagranicy, tę tragiczną historię Warszawy – mówi prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Stworzyliśmy do tego specjalną aplikację, więc można zwiedzać Warszawę, mając w ręku telefon, odwiedzając miejsca historyczne upamiętniające tragizm tamtych dni.

Kolejki do fizjoterapeutów coraz dłuższe, a zapotrzebowanie rośnie. Pacjentom pomóc mogą nowe technologie

Cyfrowy fizjoterapeuta pomoże pacjentom z dolegliwościami bólowymi pleców. Raccoon.Recovery to aplikacja, która wspomaga rehabilitację bez konieczności odwiedzania fizjoterapeuty i posiadania odpowiedniego sprzętu. W obliczu problemów, z jakimi zmaga się system rehabilitacji leczniczej finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, może to być rozwiązanie, które przyniesie ulgę wielu ludziom.

Raccoon to cyfrowy fizjoterapeuta, aplikacja, która sprawia, że fizjoterapia dostępna jest na wyciągnięcie ręki. Jej zasada działania przypomina spotkanie z prawdziwym fizjoterapeutą, opiera się na medycznych protokołach i wytycznych, ale przenosimy wizytę do świata cyfrowego. Nasza aplikacja zadaje te same pytania, co fizjoterapeuci, zbiera dane, analizuje je i w 90 proc. sytuacji przygotowuje nam gotowy plan działania. W pozostałych 10 proc. przypadków rozpoznaje sygnały alarmowe, w przypadku których nadal potrzebny jest udział człowieka, prawdziwego fizjoterapeuty. W takiej sytuacji nasza aplikacja zaleci kontakt ze specjalistą – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Svitlana Malovana, prezeska i współzałożycielka start-upu  Raccoon. 

Aplikacja stworzona przez Raccoon koncentruje się na bólu pleców, bo jest to jedna z bardziej powszechnych dolegliwości. Cierpi na to co 10 proc. populacji.

– Wcześniej pracowaliśmy z ośrodkami rehabilitacji, przekazywaliśmy im nasze oprogramowanie i analizowaliśmy duże grupy przypadków. Jednak teraz, w zakresie rozwiązań w modelu B2C i B2B2C, postanowiliśmy skupić się na konkretnej dolegliwości – dodaje Svitlana Malovana.

Jak pokazuje raport firmy Medicover „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2021”, ból pleców jest jednym z najważniejszych problemów zdrowotnych, wywołujących absencję chorobową osób pracujących zawodowo. W 2020 roku w porównaniu z 2019 rokiem długość zwolnień lekarskich wzrosła w większości problemów z układem ruchu, także w przypadku bólu pleców. W 2019 roku średnia liczba dni zwolnienia z powodu bólu pleców wynosiła 6,95, a w 2020 roku już 7,61. Jedną z przyczyn może być siedzący tryb życia w czasie pracy zdalnej i utrudniony dostęp do rehabilitacji w czasie pandemii COVID-19.

Raccoon współpracuje z ośrodkami rehabilitacji i towarzystwami ubezpieczeniowymi. Platforma cyfrowa umożliwia nie tylko zbadanie i zdiagnozowanie potrzeb pacjenta, lecz także tworzenie programu ćwiczeń opartego na grywalizacji i monitorowanie postępów pacjenta. 

Myślę, że technologie podobne do aplikacji Raccoon są wczesną zapowiedzią tego, co będzie standardem w przyszłości. Cała podstawowa opieka zdrowotna stanie się cyfrowa i takie narzędzia jak nasze zajmą się prostymi, typowymi przypadkami. W rzeczywistości większość problemów zdrowotnych na świecie to schorzenia typowe. Będzie to pomoc dla fizjoterapeutów i lekarzy, którzy będą mogli skupić się na specyficznych przypadkach. Sądzę, że tak będzie wyglądać przyszłość i mam nadzieję, że już wkrótce się jej doczekamy – przewiduje prezeska i współzałożycielka start-upu  Raccoon. 

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli z grudnia 2021 roku wynika, że sposób organizacji i finansowania rehabilitacji leczniczej nie zapewniał pacjentom równego dostępu do świadczeń. Problem w tym, że w latach 2018–2020 spadła liczba podmiotów świadczących te usługi. Również kontrole NFZ prowadzone w poprzednich latach potwierdzały za każdym razem, że dostępność świadczeń rehabilitacji leczniczej jest ograniczona, co przejawia się długimi kolejkami oczekujących pacjentów. Problem jest widoczny szczególnie w rehabilitacji po hospitalizacji. Tylko 1/4 pacjentów po udarze mózgu rozpoczęła rehabilitację w ciągu dwóch tygodni po zakończeniu leczenia szpitalnego, przy czym niecałe 11 proc. w tym samym szpitalu, gdzie przebywali w związku z tym schorzeniem. Jeżeli chodzi o pacjentów hospitalizowanych ze względu na choroby kręgosłupa, ogólna dostępność rehabilitacji była jeszcze niższa. W latach 2019–2020 zaledwie 6,5 proc. z nich uzyskało rehabilitację w ciągu dwóch tygodni, a tylko dla niecałych 2 proc. rehabilitacja odbywała się u tego samego świadczeniodawcy, u którego pacjent był hospitalizowany. 

- Advertisement -spot_img

Latest News

Ostateczny kształt rozszerzonej odpowiedzialności producenta wciąż pod znakiem zapytania. Przykładem dla Polski mogą być rozwiązania z Czech czy Belgii

Zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej do końca 2025 roku Polska powinna osiągnąć poziom recyklingu odpadów opakowaniowych na poziomie min....
- Advertisement -spot_img