środa, 21 lutego, 2024

Biznes i gospodarka

accessories for men and women by boatwatches.to. https://www.luxuryreplicawatch.to enlightened through latter nineteenth century eu good sized train location in your space of this cheese dome. https://www.replicacrr.ru/ enlightened through latter nineteenth century eu good sized train location in your space of this cheese dome. swiss https://vapesstores.com presents typically the community from hopes. reddit phoenix-suns.ru retain taking advancement. https://www.fake-watches.is rolex certainly is the most suitable biochemistry combined with technology as well as the trip. best redbullvape.com vape shop outlet. we offer you a large number of high quality luxury celine for sale. we offer you a large number of high quality luxury https://www.dita.to.

Rolnicy coraz chętniej korzystają z odnawialnych źródeł energii. Ubezpieczenia takich instalacji mogą być dodatkiem do polisy rolnej

Panele fotowoltaiczne na dachach to coraz częstszy widok na polskiej wsi. Rolnicy coraz chętniej korzystają z rozwiązań OZE, w czym pomaga m.in. możliwość uzyskania dofinansowania z programu Agroenergia. Eksperci ubezpieczeniowi radzą, by tego typu instalacje włączyć w zakres posiadanej polisy. Ochrona ubezpieczeniowa zadziała m.in. w przypadku przepięcia czy zniszczenia paneli na skutek gradu lub wichury. Zmiany klimatu i związane z nimi gwałtowne zjawiska pogodowe pozostają główną kategorią ryzyk w rolnictwie i ten trend będzie się utrzymywać.

– Ubezpieczenia gospodarstw rolnych to dynamiczna część rynku, w której pojawia się coraz więcej rozwiązań dedykowanych nowym technologiom i odnawialnym źródłom energii, jak np. instalacje fotowoltaiczne czy kolektory słoneczne. Poza typowymi ryzykami, które są związane ze zdarzeniami naturalnymi, takimi jak burze, wiatr czy grad, ubezpieczane są dziś również zdarzenia takie jak przepięcie czy utrata energii – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Paduszyński, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Indywidualnych w TU Compensa SA.

Eksperci rynku energetycznego podkreślają, że technologie OZE mają największy potencjał rozwoju właśnie na obszarach wiejskich. Rząd zapowiada nowe rozwiązania, które mają sprawić, że wykorzystanie biomasy, fotowoltaiki czy innych bezemisyjnych źródeł będzie jak największe. Nad rekomendacjami w tym zakresie pracuje zespół roboczy złożony z ekspertów resortu rolnictwa oraz klimatu i mają one być przedstawione jeszcze w grudniu.

Można więc oczekiwać, że zainteresowanie rolników inwestowaniem w różnego typu mikroinstalacje będzie rosło. Jak wskazuje raport URE, w ubiegłym roku w Polsce energia elektryczna była wytwarzana w niemal 460 tys. mikroinstalacji, a łączna moc zainstalowana wynosiła ponad 3 GW. Niemal 100 proc. stanowiły panele fotowoltaiczne.

Tego typu instalacje są narażone na zniszczenia podobnie jak inne elementy budynków i podobnie jak one mogą podlegać ubezpieczeniom. Na nieco innych zasadach chronione są panele montowane na dachach budynków, a na innych instalacje wolnostojące. W tym pierwszym przypadku jest to element budynku i ubezpieczony powinien zwiększyć jego wartość o wartość paneli. Urządzenia, które stoją bezpośrednio na ziemi, są traktowane jako osobna budowla podlegająca odrębnemu ubezpieczeniu. 

– Dziś rolnik może ubezpieczyć praktycznie każdy rodzaj mienia. Począwszy od budynków, które wchodzą w skład obowiązkowych ubezpieczeń, poprzez mienie ruchome, czyli ruchomości domowe i inne ruchomości znajdujące się na terenie gospodarstwa rolnego – po maszyny, sprzęt rolniczy, zwierzęta czy ziemiopłody znajdujące się w magazynach – wymienia ekspert Compensy. – Rolnik może ubezpieczyć także nowoczesne technologie, np. z zakresu OZE, które są objęte specjalnym ubezpieczeniem od chociażby przepięcia.

Zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach obowiązkowych z 2003 roku rolnicy posiadający gospodarstwo o łącznej powierzchni co najmniej 1 ha mają obowiązek ubezpieczenia budynków rolniczych od pożaru i innych zdarzeń losowych oraz wykupienia obowiązkowej polisy OC, która zabezpiecza rolnika, mieszkającą z nim rodzinę i wszystkich tych, którzy pracują w gospodarstwie rolnym.

Właściciele gospodarstw, którym zależy na większej ochronie lub chcą zabezpieczyć się przed skutkami coraz gwałtowniejszych zjawisk pogodowych, mają do wyboru szereg opcji dodatkowych. Co istotne, wszystko to rolnik może ubezpieczyć na jednej polisie, łączącej ubezpieczenie dobrowolne i obowiązkowe w zakresie majątkowym i osobowym.

– Wypłaty odszkodowań w ubezpieczeniach rolnych są najczęściej związane ze zjawiskami naturalnymi. I tu obserwujemy, że te zjawiska są coraz bardziej gwałtowne. Mamy coraz silniejsze opady, coraz gwałtowniejsze wichury, coraz większe lokalne podtopienia – wymienia Andrzej Paduszyński.

Opublikowany w 2019 roku raport Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) pokazuje, że ekstremalne warunki pogodowe, takie jak powodzie, susze i fale upałów, z każdym rokiem osiągają poziom nienotowany dotychczas w Europie. To zaś zły prognostyk dla rolnictwa, które jest jednym z sektorów najbardziej narażonych na ich skutki.

Unijna agencja wskazuje, że zmiany klimatu już w tej chwili są mocno odczuwalne dla rolników i sektora rolnego, a prognozy wskazują, że do 2050 roku plony upraw takich jak pszenica, kukurydza i burak cukrowy mogą spać w Europie nawet o 50 proc., co spowoduje znaczny spadek dochodów gospodarstw rolnych. Według EEA w niektórych częściach Europy produkcja roślinna i hodowlana będzie musiała zostać całkiem zarzucona ze względu na nasilone efekty zmiany klimatu („Climate change impacts and adaptation in the agricultural sector in Europe”).

Wpływ gwałtownych zjawisk pogodowych na sektor rolnictwa podkreśla też przyjęta w 2019 roku „Polityka ekologiczna Polski do 2030 roku”. Scenariusze klimatyczne dla Polski pokazują, że w tej dekadzie powszechne staną się coraz częstsze i dłuższe fale upałów. Równie dotkliwe mogą być krótkie, ale bardzo intensywne opady deszczu, powodujące lokalne zalania i podtopienia. Kolejnym problemem jest też susza, która w Polsce pojawia się już co roku, wywołując wielomiliardowe straty po stronie rolników i hodowców.

– Oczywiście nie można zapominać o tym, co trapiło rolnictwo od zawsze, czyli o pożarach. Tych jest bardzo wiele i to też jest istotne zagrożenie, o którym trzeba pamiętać – mówi Andrzej Paduszyński.

Z danych Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej wynika, że liczba pożarów sukcesywnie rośnie – w 2019 roku w polskim rolnictwie odnotowano 38,3 tys. pożarów, podczas gdy rok wcześniej było ich o prawie 8 tys. mniej. Blisko 3 tys. takich incydentów dotyczyło budynków rolniczych, a 6,5 tys. – upraw i maszyn rolniczych. Do wielu takich zdarzeń dochodzi w okresie żniw, szczególnie jeśli towarzyszy im susza.

Polisa dla rolnika zawiera także obowiązkowe OC z tytułu posiadania gospodarstwa rolnego. W ramach produktów dobrowolnych w Compensie rolnik może to OC rozszerzyć również na życie prywatne. Dodatkowo oferowane jest mu również assistance dla rolnika obejmujące m.in. pomoc medyczną czy informatyczną. 

Pandemia zachwiała łańcuchami dostaw podzespołów elektronicznych. W efekcie zwiększony popyt odczuli polscy producenci

Pandemia COVID-19 i zamknięte granice mocno zachwiały w ostatnim roku globalnymi łańcuchami dostaw podzespołów elektronicznych i elementów do ich montażu. Dzięki temu zwiększony popyt odczuli polscy producenci. Instytut Tele- i Radiotechniczny należący do Sieci Badawczej Łukasiewicz umocnił swoją pozycję jako główny dostawca obwodów drukowanych PCB na polskim rynku. Prowadzone w ostatnim czasie inwestycje w park maszynowy i moce produkcyjne pozwoliły warszawskiemu instytutowi uniknąć przestojów i sprostać rosnącym zamówieniom od polskich firm.

Znacząco odczuliśmy przerwanie łańcuchów dostaw. Wzrósł popyt na produkty krajowe, ale jednocześnie brak laminatów i komponentów spowodował znaczne opóźnienia w dostawach. Część z klientów zrezygnowała z zakupu obwodów drukowanych – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Ostaszewski, zastępca kierownika Działu Obwodów Drukowanych w Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytucie Tele- i Radiotechnicznym (Łukasiewicz–ITR).

Jak wskazuje, pandemia COVID-19 w ostatnim roku mocno zachwiała globalnymi łańcuchami dostaw podzespołów elektronicznych. Pojawiły się też problemy w dostawach laminatów i odczynników chemicznych do produkcji obwodów drukowanych. To przełożyło się na wzrosty cen i dywersyfikację rynku, przede wszystkim zwrot w kierunku rynku europejskiego i amerykańskiego.

– W naszym przypadku spowodowało to jednak wzrost zainteresowania obwodami drukowanymi, ponieważ sprowadzanie ich z rynku chińskiego było utrudnione. My mieliśmy na stanie odpowiednią ilość materiałów do wykonywania tych obwodów, więc był to okres prosperity, nastąpił u nas wzrost produkcji obwodów drukowanych – mówi ekspert.

Łukasiewicz–ITR od ponad 60 lat prowadzi prace badawcze w zakresie technologii elektronicznych. Działający tu Dział Obwodów Drukowanych jest wiodącym ośrodkiem badawczym w tym zakresie w Polsce. Powstają w nim specjalistyczne płytki drukowane z wbudowanymi podzespołami, prototypy i krótkie serie precyzyjnych płytek PCB do zastosowań specjalnych. Obwody drukowane PCB to płytki z materiału izolacyjnego z połączeniami elektrycznymi (tzw. ścieżkami) i punktami lutowniczymi, przeznaczone do montażu podzespołów elektronicznych.

– Obwody drukowane są wykorzystywane praktycznie we wszystkich urządzeniach elektronicznych. Stanowią podstawowy element montażu elementów elektronicznych. Wykonana mozaika ścieżek pozwala na przesyłanie sygnałów pomiędzy wyprowadzeniami tych elementów. Dlatego obwody drukowane są wykorzystywane zarówno w sektorze komercyjnym, jak i w urządzeniach, gdzie niezbędna jest bardzo wysoka niezawodność pracy – mówi Dariusz Ostaszewski.

Najbardziej innowacyjne zastosowania takich obwodów to branża wojskowa i kosmiczna, gdzie zachodzi konieczność łączenia materiałów o różnych właściwościach i zapewnienia wysokiej niezawodności pracy urządzeń w skrajnie niekorzystnych warunkach.

– Najwięcej zapytań mamy właśnie ze strony sektora wojskowego. Od kilkunastu lat współpracujemy też z Politechniką Wrocławską w ramach projektów realizowanych na użytek sektora kosmicznego oraz projektów dotyczących układów antenowych i radarowych, przeznaczonych dla bezzałogowych platform morskich i lotniczych – wymienia zastępca kierownika Działu Obwodów Drukowanych w Łukasiewicz–ITR.

Instytut może się też pochwalić wieloma projektami realizowanymi wspólnie z Europejską Agencją Kosmiczną i współpracą z NASA, dla której wykonał dwie anteny ARISS na potrzeby Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W 2018 roku wykonał też podsystemy telekomunikacyjne dla zainstalowanego na orbicie satelity European Student Earth Orbiter Satellite (ESEO).

Pandemia i związane z nią braki w dostępności elektroniki spowodowały, że Łukasiewicz–ITR umocnił swoją pozycję jako główny dostawca obwodów drukowanych PCB na polskim rynku. Warszawski instytut był w stanie odpowiedzieć na zwiększony popyt dzięki prowadzonym od kilku lat inwestycjom w swój park maszynowy. Kompleksowa modernizacja zakładu, zastąpienie całego parku maszynowego nowocześniejszymi urządzeniami technologicznymi i adekwatną do specyfiki produkcji aparaturą kontrolno-pomiarową spowodowały, że w tej chwili moce produkcyjne placówki pozwalają na zaspokojenie potrzeb polskiego rynku, a przedsiębiorcy wykorzystujący w swoich wyrobach płytki PCB jako komponent mają szansę uniknąć zastojów spowodowanych przerwanymi światowymi łańcuchami dostaw.

– Nasze prace badawcze zmierzają przede wszystkim w kierunku poprawy jakości produkcji obwodów drukowanych, w kierunku ich miniaturyzacji oraz wykonywania obwodów zawierających materiały dielektryczne o różnych właściwościach. Chcielibyśmy też skupić się na obwodach drukowanych pracujących w bardzo wysokich częstotliwościach – wymienia Dariusz Ostaszewski.

 


Sieć Badawcza Łukasiewicz to trzecia pod względem wielkości sieć badawcza w Europie. Dostarcza atrakcyjne, kompletne i konkurencyjne rozwiązania technologiczne. Oferuje biznesowi unikalny system „rzucania wyzwań”, dzięki któremu grupa 4500 naukowców w nie więcej niż 15 dni roboczych przyjmuje wyzwanie biznesowe i proponuje przedsiębiorcy opracowanie skutecznego rozwiązania wdrożeniowego. Angażuje przy tym najwyższe w Polsce kompetencje naukowców i unikalną w skali kraju aparaturę naukową. Co najważniejsze, przedsiębiorca nie ponosi żadnych kosztów związanych z opracowaniem pomysłu na prace badawcze. Łukasiewicz w dogodny sposób wychodzi naprzeciw oczekiwaniom biznesu. Przedsiębiorca może zdecydować się na kontakt nie tylko przez formularz na stronie https://lukasiewicz.gov.pl/biznes/, ale także w ponad 50 lokalizacjach: Instytutach Łukasiewicza i ich oddziałach w całej Polsce. Wszędzie otrzyma ten sam – wysokiej jakości – produkt lub usługę. Potencjał Łukasiewicza skupia się wokół takich obszarów badawczych jak: zdrowie, inteligentna mobilność, transformacja cyfrowa oraz zrównoważona gospodarka i czysta energia.

 

Technologiczne kierunki studiów przeżywają oblężenie. Budowanie kadr kluczowe dla rozwoju branży

Polskie uczelnie kształcą rokrocznie ponad 110 tys. absolwentów kierunków naukowo-technicznych. Największą popularnością cieszą się informatyka, cyberbezpieczeństwo i inne kierunki powiązane z sektorem ICT, który ma duży wkład w rozwój krajowej gospodarki. Wymaga jednak nieustannego kształcenia nowych kadr oraz wyrównywania poziomu wiedzy i umiejętności zgodnie...

Rynek innowacji w edukacji znacząco zyskał w trakcie pandemii. Coraz więcej polskich start-upów wychodzi ze swoimi produktami na globalne rynki

Pandemia wymusiła na szkołach naukę zdalną, co otworzyło drogę dla rozwoju innowacyjnych rozwiązań i przyspieszyło wdrażanie nowych technologii w  edukacji. Eksperci oceniają, że w ostatnich miesiącach rynek „przeskoczył” co najmniej trzy lata rozwoju. Sektorem interesuje się coraz więcej start-upów. Najczęściej pracują one nad szkoleniami z zakresu kodowania, aplikacjami oraz grami edukacyjnymi i materiałami szkoleniowymi dla pracowników – wynika z raportu Fundacji Startup Poland. Globalnie rynek ten przyciąga duży kapitał, ale polscy inwestorzy są ostrożniejsi niż zagraniczni koledzy w finansowaniu tego typu przedsięwzięć.

– Rynek edtech wśród polskich start-upów jest coraz bardziej rozpoznawany i jest ich coraz więcej, natomiast mamy kilkunastu topowych graczy, którzy działają globalnie i odnoszą sukcesy. Jeden z nich jest, można by powiedzieć, prawie jednorożcem – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Snażyk, prezes Fundacji Startup Poland.

Mowa tu o start-upie Brainly, który do grudnia ub.r. pozyskał 150 mln dol. finansowania i jest największą na świecie platformą społecznościową, która pomaga w edukacji uczniów. Do tego typu firm trafiło w trakcie pandemii sporo zewnętrznego kapitału. Z danych „EdTech Founding 2021” przygotowanym przez Brighteye Ventures wynika, że na świecie funkcjonują obecnie 24 jednorożce edtechowe, które łącznie zebrały ponad 16 mld dol. i są warte już ponad 77 mld dol. Co  ciekawe, aż 13 z nich stało się jednorożcami w okresie od maja 2020 roku, z czego siedem w 2020 i sześć w pierwszej połowie 2021 roku. Najwięcej podmiotów na światowej liście jednorożców pochodzi ze Stanów Zjednoczonych.

– Rynek edtech cieszy się bardzo dużą popularnością wśród inwestorów. Chodzi w szczególności o inwestorów zagranicznych. Polscy inwestorzy na razie nie inwestują tak dużo, ale myślę, że za rok, dwa lata to się zmieni – przyznaje prezes Fundacji Startup Poland.

Na całym świecie w 2020 roku fundusze venture capitals zainwestowały ponad 10 mld dol. w start-upy z sektora edtech, czyli dwa razy więcej niż w 2019 roku – wskazują dane z  opracowania „EdTech Founding 2021” przytaczanego przez Fundację Startup Poland. Rynek w Europie w trakcie pandemii również dostał duży zastrzyk inwestycji VC, osiągając rekordową wartość 711 mln dol. w 2020 roku, czyli 13 razy więcej niż w 2013 roku. Liderem, jeśli chodzi o  inwestycje, są start-upy z Wielkiej Brytanii, gdzie dokonano 40 proc. wszystkich transakcji.

– Pandemia była punktem kulminacyjnym, kiedy oczy całego świata zwróciły się na edukację zdalną, natomiast wiele krajów, jak Australia, Stany Zjednoczone czy kraje skandynawskie, już było w to zaangażowanych. Nie można zapominać o Azji, w szczególności Chinach i Indiach, gdzie już od bardzo długiego czasu prowadzone były prace dotyczące tego, w jaki sposób uczyć ludzi. Rozwój social mediów i nowych technologii spowodował, że rynek edukacyjny musiał przejść metamorfozę – podkreśla Tomasz Snażyk.

Z raportu „Europe EdTech and Smart Classroom Market” opracowanego przez Business Market Insights wynika, że globalnymi faworytami w sektorze, oprócz podmiotów amerykańskich, są obecnie firmy z dwóch największych azjatyckich krajów – Chin oraz Indii. Z kolei w Europie najlepiej rozwinięte sektory edtech mają Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy i Rosja.

– W czasie pandemii wiele osób zobaczyło, w jaki sposób mogą działać szkoła, uniwersytety, w jaki sposób mogą się inaczej uczyć nie tylko dzieci, ale też dorośli – wyjaśnia prezes Fundacji Startup Poland. – Pandemia była i jest impulsem do tworzenia nowych pomysłów i do tego, w jaki sposób ludzie, uczniowie, szkoły, nauczyciele odbierają nowe technologie. W ciągu najbliższych kilku lat będziemy widzieli znaczny wzrost, jeśli chodzi o liczbę start-upów i ich wartość. Zresztą szacuje się, że ten rynek globalnie będzie wart 305 mld dolarów do 2025 roku.

Z raportu Fundacji Startup Poland „Czy polskie spółki EdTech mają szansę odmienić oblicze światowej edukacji?” wynika, że najwięcej takich podmiotów w kraju oferuje rozwiązania służące do nauki programowania. Odsetek takich firm – prowadzących szkolenia, kursy i  szkoły kodowania – stanowi obecnie w  Polsce ponad 22 proc. Podobny odsetek opracowuje gry i aplikacje edukacyjne oraz narzędzia z kategorii HR. Eksperci fundacji wyjaśniają, że są to różnego rodzaju materiały multimedialne służące do rozwoju pracowników, ich karier i wsparcia mentoringowego. Kolejna najliczniejsza grupa (17,5 proc.) to  producenci lub dystrybutorzy sprzętu i  gadżetów służących do  nauki – od  multimedialnych tablic, monitorów, tabletów, przez interaktywne zestawy do  nauki, aż po drukarki 3D i roboty. Ponad 11 proc. start-upów zajmuje się wsparciem w nauce języków obcych, najczęściej języka angielskiego.

– Perspektywy dla tego sektora oceniamy bardzo pozytywnie. Uważamy, że polskie start-upy, a będzie ich coraz więcej, będą się liczyły na rynku globalnym i zdobywały coraz większą liczbę klientów. Co najważniejsze, będą też zmieniały sposób, w jaki uczymy się my, jak się uczą nasze dzieci i w jaki sposób funkcjonują szkoły – zaznacza Tomasz Snażyk. 

Widzenie komputerowe rozpoznaje po korze każde pojedyncze drzewo. Może to pomóc skutecznie walczyć z procederem nielegalnej wycinki

Jedna trzecia drewna w światowym obrocie pochodzi z nielegalnej wycinki – alarmują autorzy raportu ONZ. Dzięki technologii widzenia komputerowego można jednak zidentyfikować indywidualne cechy każdego drzewa i śledzić jego drogę w łańcuchu dostaw. Dzięki temu łatwiej będzie wykryć próby wprowadzenia na rynek nielegalnie pozyskanego surowca. Technologia ta ma moc identyfikowania także innych roślin, dzięki czemu może znaleźć zastosowanie również w przemyśle spożywczym – do tego, by klient mógł zweryfikować pochodzenie produktu na półce.

Rocznie wycinamy 15 mld drzew, a sadzimy ich 10 mld. Różnica jest więc duża. W obrocie drewnem i produktami drewnianymi około 30 proc. towarów pochodzi z drzew, które zostały wycięte nielegalnie. I to jest olbrzymi problem, nie tylko pod względem przestępczości, tylko też pod względem ochrony środowiska naszej planety – informuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Swapan Chaudhuri z Deeplai.

Raport Banku Światowego i dane Interpolu wskazują, że proceder nielegalnej wycinki ma wartość ok. 150 mld dol. rocznie. W niektórych krajach przestępcy, często ze zorganizowanych grup, odpowiadają za ponad 90 proc. procesu wycinania lasów tropikalnych. Proceder ten ma nie tylko skutki gospodarcze, lecz także społeczne i ekologiczne. Walka z nim jest o tyle utrudniona, że często ma on charakter transgraniczny.

 Walczymy z ociepleniem klimatu, walczymy z tym, co zaniedbaliśmy w przeszłości jako ludzie. Jednak jeżeli popatrzymy na to, czy śledzimy i weryfikujemy grupy, które się zajmują nielegalną wycinką drzew, to odpowiedź na dzisiaj jest: chcemy to robić, ale wysiłku za bardzo nie widać – ocenia Swapan Chaudhuri. – Nasz system idzie w tym kierunku, żeby dać narzędzie do zidentyfikowania każdego pojedynczego drzewa.

Rozwiązaniem umożliwiającym identyfikowanie pochodzenia drewna jest dostarczane przez Deeplai narzędzie ProductFingerprint. Technologia oparta jest na widzeniu komputerowym i przetwarzaniu zebranych danych w postaci obrazów przez algorytmy sztucznej inteligencji. Metoda działa na podstawie schematów wykorzystywanych w kryminalistyce.

– Drzewa mają unikatowe linie papilarne. Ich analizę można przeprowadzać, badając zarówno słoje, jak i korę. System obejmuje zeskanowanie w formacie 3D każdego drzewa w lesie i wysłanie obrazu. My ten obraz rozkładamy do odpowiedniego formatu i później, po analizie kory w całym łańcuchu dystrybucji drewna, jesteśmy w stanie wskazać, czy dany bal drewniany jest tym pochodzącym z danej wycinki, z danego lasu. Zdjęcie ma jeszcze w sobie metadane geoczasowe, więc wiemy dokładnie, w którym dniu, o której godzinie, w którym lesie to drzewo zostało ścięte – wyjaśnia ekspert.

Rozwiązanie gromadzi dane w chmurze, więc dostęp do informacji o pochodzeniu drewna można uzyskać praktycznie z każdego miejsca na świecie. Co istotne, baza danych jest aktualizowana w czasie rzeczywistym przez wszystkich uczestników łańcucha dostaw, więc użytkownik systemu od razu wie, co w danym momencie dzieje się z surowcem. Kontrola legalności wycinki drzew jest jednak tylko jednym z wielu możliwych zastosowań technologii widzenia komputerowego.

Jeżeli popatrzymy na skórę owocu – jabłka czy pomarańczy – to dla nas te owoce są jednakowe. Dla widzenia komputerowego każdy owoc, każda sztuka jest inna. Analiza poszczególnych elementów, poszczególnych punktów na skórze pozwala nam zidentyfikować i stworzyć unikalny kod kreskowy dla każdej sztuki. Wszyscy konsumenci chcieliby wiedzieć dużo o produkcie, który chcą kupić, i mieć pewność, że dane jabłko rzeczywiście jest organiczne, a nie tylko została na nim umieszczona naklejka odpowiedniej firmy – mówi Swapan Chaudhuri.

Według analityków MarketsandMarkets światowy rynek technologii widzenia komputerowego w robotyce osiągnie w 2021 roku przychody sięgające 11 mld dol. Do 2026 roku kwota ta wzrośnie do 15,5 mld dol.

Widzenie komputerowe było tematem prelekcji podczas jednego z Thursday Gathering, cyklicznych spotkań dla społeczności innowatorów, które co tydzień w czwartkowe popołudnia odbywają się w Varso przy ulicy Chmielnej w Warszawie z inicjatywy Fundacji Venture Café Warsaw. 

KIG apeluje o przesunięcie o 24 miesiące zmian w przepisach o cyberbezpieczeństwie. Pospieszne prace nad ustawą mogą wywołać chaos na rynku telekomunikacyjnym [DEPESZA]

– Prace nad ustawą o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa przebiegają zbyt szybko i nie uwzględniają rzetelnej debaty publicznej. Uwagi zgłoszone przez przedsiębiorców z różnych branż powinny zostać uwzględnione i poprzedzone merytoryczną dyskusją – wskazuje Krajowa Izba Gospodarcza w piśmie skierowanym do ministra Janusza Cieszyńskiego. Jej eksperci podkreślają, że nowa ustawa, która niemal od początku budzi kontrowersje, będzie mieć daleko idące skutki dla operatorów i całego rynku telekomunikacyjnego. Dlatego okres vacatio legis powinien być nie krótszy niż 24 miesiące, aby nie wywoływać na rynku chaosu. – Zmiany prawa w formule ad hoc na pewno nie są oczekiwane przez przedsiębiorców, dla których stabilność prawa jest fundamentem prowadzenia biznesu – podkreśla prezydent KIG Andrzej Arendarski.

– Aktualny projekt nowelizacji nie daje spokoju zarówno przedsiębiorcom z branży telekomunikacyjnej, jak i podmiotom korzystającym z ich usług. Dlatego bezwzględnie pożądane są szerokie konsultacje społeczne, podobnie jak maksymalnie długie vacatio legis. Wynika to z ogromnych skutków, jakie będą ponosić dostawcy usług cyfrowych oraz ich odbiorcy – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Arendarski, prezydent Krajowej Izby Gospodarczej.

13 października br. odpowiedzialny za cyfryzację KPRM opublikował kolejną, trzecią już propozycję zmian w ustawie o KSC. Prace nad nowelizacją trwają już kilkanaście miesięcy, a propozycje zmian budzą ogromne zainteresowanie nie tylko ze strony rynku telekomunikacyjnego. Świadczy o tym m.in. fakt, że do pierwszej wersji – opublikowanej we wrześniu ub.r. przez ówczesne Ministerstwo Cyfryzacji – wpłynęło ponad 750 uwag zgłoszonych przez operatorów, firmy prywatne i spółki Skarbu Państwa, prawników, fundacje i stowarzyszenia branżowe, a nawet instytucje publiczne takie jak NASK, UKE, Agencja Wywiadu czy BBN. Nowy projekt w niewielkim stopniu uwzględnił ich zastrzeżenia zgłoszone w toku ekspresowych konsultacji. Tym razem czas na zgłaszanie uwag również był wyjątkowo krótki – konsultacje zakończyły się 2 listopada.

– Wydaje się, że ten dotychczasowy, niestandardowy sposób przeprowadzenia konsultacji publicznych przełoży się też na niestandardowe przyjęcie nowych zapisów prawa – mówi Andrzej Arendarski.

W piśmie skierowanym tydzień temu do ministra Janusza Cieszyńskiego KIG wskazuje, że prace legislacyjne przebiegają zbyt szybko i nie uwzględniają rzetelnej debaty publicznej. Izba podkreśla, że uwagi zgłoszone przez przedsiębiorców z różnych branż powinny zostać uwzględnione i poprzedzone merytoryczną dyskusją, a okres vacatio legis nowej ustawy powinien być nie krótszy niż 24 miesiące.

– Szybkie wprowadzenie nowego prawa prawdopodobnie spowoduje chaos organizacyjny i prawny, ponieważ obecnie zaprezentowana nowelizacja zakłada również wcześniej niesygnalizowane zmiany, jak choćby powołanie Operatora Strategicznej Sieci Bezpieczeństwa (OSSB), która to ma powołać spółkę Polskie 5G, a wszystko to ma być finansowane głównie ze środków publicznych – podkreśla prezydent KIG.

Jak wskazuje, nowelizacja ustawy o KSC będzie mieć daleko idące konsekwencje dla operatorów i całego rynku telekomunikacyjnego. Ta zaś wskazuje, że nowy projekt wciąż jest obarczony wszystkimi wcześniejszymi wadami.

W nowelizacjach pojawiały się również dość kontrowersyjne zapisy jak choćby arbitralne uprawnienia nadane Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, które może decyzją administracyjną bez jakiejkolwiek możliwości odwołania zmienić dostawców sprzętu i oprogramowania – mówi Andrzej Arendarski. – Patrząc na bezpieczeństwo cyfrowe na świecie, region, w którym my żyjemy, może być i jest szczególnie narażony na ataki, inwigilacje i dezinformacje z obszaru świata, gdzie „wschód słońca jest wcześniej niż w Europie”. Stąd podtekst polityczny jest zrozumiały i nie jest to tylko problem w naszym kraju. Pozostaje jednak pytanie, czy ta formuła będzie wykorzystywana również w innych celach, które nie są związane z bezpieczeństwem cyfrowym Polski.

Chodzi o ocenę ryzyka dostawców usług i sprzętu ICT na podstawie nie do końca jasnych kryteriów, m.in. stopnia powiązania z państwem spoza UE bądź NATO. Firmy, które zostaną przez Kolegium uznane za dostawców wysokiego ryzyka, zostaną przynajmniej częściowo wykluczone z polskiego rynku, bez realnej możliwości odwołania. Z kolei operatorzy telekomunikacyjni, którzy korzystają z ich usług bądź sprzętu, będą zmuszeni pozbyć się ich w ciągu pięciu–siedmiu lat.

Wprowadzona procedura wykluczenia niektórych dostawców usług, produktów i procesów ICT może istotnie wpłynąć na relacje handlowe między przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi, podmiotami krajowego systemu cyberbezpieczeństwa, integratorów, vendorów oraz dostawców urządzeń i oprogramowania, a przygotowany projekt nie zawiera zaktualizowanej oceny skutków regulacji w tym zakresie – podkreśliła KIG w liście do ministra Cieszyńskiego.

Wprowadzona w 2018 roku ustawa o cyberbezpieczeństwie to pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący tego obszaru. Implementuje do polskiego prawa zapisy unijnej dyrektywy NIS i na szczeblu krajowym reguluje kwestie związane z funkcjonowaniem systemu bezpieczeństwa cyfrowego. To obszar tak wrażliwy i dynamiczny, że zmiany w tym obszarze są konieczne.

Technologie cyfrowe charakteryzują się ciągłą rotacją, mają to w zasadzie wpisane w swoje DNA, stąd inicjatywy rządu związane z nowelizacją ustawy o KSC są i będą wymogiem dostosowującym prawo do otoczenia. Wprowadzona 1 sierpnia 2018 roku ustawa doczekała się obecnie trzech działań związanych z jej nowelizacją. Byłoby to absolutnie zrozumiałe, gdyby nowelizacje ustawy miały charakter konsekwentnej unifikacji prawa. Poprzednie próby nowelizacji wprowadzały bardzo potrzebne wsparcie dla działań Zespołów Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego (CSIRT), Centra Wymiany i Analizy Informacji (ISAC) czy też wsparcie budowy Centrów Operacji (SOC) – wymienia prezydent Krajowej Izby Gospodarczej.

Rząd uzasadnia, że nowelizacja tego dokumentu jest podyktowana ustaleniami na poziomie europejskim. Chodzi m.in. o konieczność wdrożenia do polskich przepisów tzw. 5G Toolbox, który został wypracowany przy udziale wszystkich państw członkowskich UE i przyjęty na początku 2020 roku. Dokument ma wzmocnić poziom cyberbezpieczeństwa w Europie w kontekście budowy sieci 5G. Stąd również i krajowa nowelizacja ustawy o KSC będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie tej technologii w Polsce. Bez niej nie ruszy aukcja UKE na częstotliwości z pasma C, które ma stanowić szkielet polskiego 5G. Co równie ważne, nowela ma być także podstawą do dalszego rozwijania polskiego ekosystemu cyberbezpieczeństwa.

- Advertisement -spot_img

Latest News

Zielona transformacja ciepłownictwa przyspiesza. PGE prowadzi i planuje w tym zakresie prawie 30 inwestycji

Polskie ciepłownictwo będzie stopniowo przechodzić na zieloną energię. Długoletni i wymagający dużych nakładów proces transformacji jest konieczny, bo ma się przyczynić do znaczącej redukcji emisji CO2, zapewniając przy tym poprawę jakości powietrza i umożliwiając dostarczanie mieszkańcom ekologicznego ciepła po rozsądnej cenie. PGE Energia Ciepła prowadzi w tym zakresie 12 inwestycji, a w planach jest kolejnych 15, które mają na celu większe wykorzystanie odnawialnych źródeł i nowoczesnych, niskoemisyjnych technologii.

– Jesteśmy największym w Polsce producentem ciepła dla gospodarstw domowych, więc spoczywa na nas duża odpowiedzialność – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Spółka podkreśla, że jest liderem w zielonej transformacji ciepłownictwa i dąży do wytwarzania energii i ciepła w jak największym stopniu z czystych źródeł.

Segment ciepłownictwa w PGE bardzo szybko się rozwija i zmienia w kierunku niskoemisyjności. Dywersyfikujemy źródła wytwarzania i inwestujemy w OZE, żeby zapewnić jak najwięcej energii z czystych źródeł, a jednocześnie bezpieczeństwo i komfort odbiorcom ciepła. Już teraz w naszych zasobach pracują kotły elektrodowe czy biomasowe, pozyskujemy ciepło z odpadów i planujemy budowę farm fotowoltaicznych w naszych ciepłowniach – mówi Wojciech Dąbrowski.

Jako paliwo alternatywne dla węgla i gazu ziemnego PGE EC wykorzystuje obecnie przede wszystkim biomasę, która jest jedynym paliwem w elektrociepłowni Szczecin i częścią miksu paliwowego w elektrociepłowni w Kielcach. Spółka przetwarza też odpady komunalne w Instalacji Termicznego Przetwarzania z Odzyskiem Energii w Rzeszowie, gdzie buduje II linię technologiczną. Po zakończeniu tej inwestycji będzie w stanie przetwarzać do 180 tys. t odpadów rocznie, a odzyskiwanie energii elektrycznej i cieplnej z odpadów poprawi efektywność lokalnego systemu gospodarowania nimi.

W Toruniu spółka wykorzystuje z kolei potencjał energii geotermalnej, a w elektrociepłowni w Gdańsku wprowadziła zasilane energią elektryczną kotły elektrodowe o mocy 130 MW, które znacząco wpływają na zmniejszenie zużycia węgla i emisji CO2. Był to pierwszy taki projekt w Polsce. Między grudniem 2022 roku a marcem 2023 roku kotły elektrodowe, pracując na potrzeby bilansowania krajowego systemu elektroenergetycznego, wyprodukowały prawie 7000 GJ „zielonego ciepła”.

– Już dziś możemy zapewnić, że od 2024 roku przestaniemy produkować ciepło z węgla w oddziałach PGE Energia Ciepła w Lublinie, Rzeszowie, Zgierzu i Gorzowie Wielkopolskim. Uruchomimy też budowaną od podstaw Elektrociepłownię Czechnica, która będzie pracować na rzecz mieszkańców Wrocławia – zapowiada prezes zarządu PGE.

Nowoczesna jednostka będzie zasilana niskoemisyjnym gazem, a jej uruchomienie umożliwi zastąpienie w 2024 roku działającej w Siechnicach koło Wrocławia elektrociepłowni węglowej. To projekt o kluczowym znaczeniu dla całej aglomeracji wrocławskiej.

PGE EC rozwija również projekty związane z wykorzystaniem kolektorów słonecznych. Jej pierwszą inwestycją w fotowoltaikę będzie projekt w elektrociepłowni w Rzeszowie, który docelowo zakłada budowę farm fotowoltaicznych. Energia w nich produkowana będzie wykorzystana do zaspokojenia potrzeb własnych obiektów i urządzeń wytwórczych. Dzięki temu zmniejszy się zapotrzebowanie na energię elektryczną dostarczaną ze źródeł kogeneracyjnych i zwiększy się efektywność produkcji, co przyniesie też wymierne korzyści dla środowiska.

– Ogółem w fazie realizacji i planów PGE Energia Ciepła jest w tej chwili około 30 inwestycji, które w ciągu najbliższych lat trwale zmienią oblicze polskiego ciepłownictwa – podkreśla Wojciech Dąbrowski.

Należąca do grupy spółka PGE Energia Ciepła posiada sieci ciepłownicze o długości 700 km i ma swoje elektrociepłownie w 15 miastach w Polsce, w tym m.in. Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Rzeszowie. W sumie zapewnia dostawy ciepła dla ponad 2 mln odbiorców, a w ubiegłym roku wyprodukowała 50 610 TJ ciepła dla gospodarstw domowych, najwięcej ze wszystkich podmiotów działających w branży ciepłowniczej. Jest również największym w Polsce producentem energii elektrycznej i ciepła wytwarzanych w procesie wysokosprawnej kogeneracji, z ok. 25-proc. udziałem w tym rynku.

- Advertisement -spot_img